Polityka

PO chudnie po Gowinie

Jarosław Gowin krytykował ostro plany Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego wobec OFE. Jak pisała „Rz”, z Przemysławem Wiplerem i Pawłem Kowalem tworzy nowe, konserwatywne ugrupowanie popierające przedsiębiorców, wolny rynek i rodzinę
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Wraz z odejściem byłego ministra sprawiedliwości Platforma straciła co szóstego wyborcę.
Gdyby wybory odbywały się 10 września, na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowałoby 31 proc. badanych. To o 11 pkt proc. więcej niż na drugą w rankingu Platformę Obywatelską – wynika z najnowszego sondażu Homo Homini dla „Rz".
15 proc. sympatyków ma SLD, a 5 proc. PSL. Żadna inna partia nie weszłaby dziś do Sejmu. – PiS jest partią pierwszego wyboru ze sporą przewagą nad Platformą i chyba w najbliższym czasie nic się nie zmieni – zauważa Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Skomplikowane życie partii rządzącej

Jeszcze na kilka dni przed decyzją Jarosława Gowina o wyjściu z Platformy, ogłoszoną 9 września, PO miała poparcie 24 proc. ankietowanych (w sondażu Homo Homini dla „Rz" przeprowadzonym 6 i 7 września). Oznaczało to, że w ciągu poprzednich tygodni odzyskała zaufanie części wyborców. Według Bartłomieja Biskupa ten powakacyjny wzrost poparcia wynikał z faktu, że wróciliśmy do normalności w sondażach, bo podczas wakacji nie zawsze właściwie oddają one nastroje obywateli. Z odejściem z partii byłego ministra sprawiedliwości zbiegł się jednak zauważalny spadek notowań PO, która straciła 4 pkt proc. poparcia. Z grona zwolenników partii Donalda Tuska z dnia na dzień zniknął zatem co szósty wyborca. Wiceprzewodnicząca klubu parlamentarnego PO Małgorzata Kidawa-Błońska nie wierzy jednak, że spadek notowań jest spowodowany odejściem Gowina. – Raczej wiążę to z protestami związkowców, o których media mówiły cały wtorek, a więc w dniu badania – mówi. – Jak się to wszystko uspokoi, to powrócą też lepsze notowania naszej partii. Warto jednak zauważyć, że łącznie tylko w tym roku partia rządząca straciła już co trzeciego wyborcę. – Sytuacja zaczyna być bardzo poważna. Porównanie dzisiejszej PO do późnego SLD jest coraz bardziej zasadne – uważa Jacek Kloczkowski, politolog z Krakowskiego Ośrodka Myśli Politycznej. Politolog zaznacza, że nie można powiedzieć, iż wyjście Jarosława Gowina to decydujący cios, który składa PO do politycznego grobu. – Ale decyzja byłego ministra sprawiedliwości bardzo komplikuje życie Platformie, bo ta partia ma kłopoty na różnych polach, a tego typu bunt na pokładzie dodatkowo psuje jej wizerunek – konkluduje Kloczkowski.

Zniechęceni centrowi wyborcy

Te kłopoty na różnych polach to np. zniechęcenie wyborców o centrowych poglądach do uczestnictwa w głosowaniu. Jak wynika z naszego sondażu, wśród elektoratu centrowego, gdzie sympatyków PO jest najwięcej, jedynie co trzeci deklaruje, że wybrałby się dziś do urn. Ponad połowa nie chce iść na wybory. Elektorat prawicowy, a więc w większości bliższy PiS, jest znacznie bardziej zmobilizowany. Do wyborów zamierza pójść 58 proc. ankietowanych o takich poglądach. W przypadku wyborców z sercem po lewej stronie jest to 48 proc. Jest jeszcze jeden powód do niepokoju dla rządzących – nastroje wśród Polaków nie są najlepsze. Aż 49 proc. badanych źle ocenia sytuację gospodarczą kraju, a dobrze – jedynie 18 proc. Największy odsetek osób niezadowolonych jest wśród wyborców PiS i osób niezdecydowanych na kogo głosować. Polacy nie są też zachwyceni sytuacją polityczną w kraju. Aż 58 proc. osób ocenia ją źle, a dobrze zaledwie co dziesiąty badany.

Debiuty coraz trudniejsze

Ale Jarosław Gowin również nie ma powodu do radości, bo gdyby utworzył partię, to na starcie mogłaby ona liczyć na niespełna 4 proc. poparcia, co z punktu plasuje ją poza Sejmem. Wygląda więc na to, że im dłużej brniemy w nasze życie demokratyczne, tym trudniej wyborców zaskoczyć. Na scenie politycznej bywały już dużo bardziej udane debiuty, z których w praktyce niewiele wychodziło. SdPl, która powstała po rozłamie w SLD w 2004 r., w pierwszych badaniach miała nawet 19 proc. poparcia, a dziś wegetuje na obrzeżach polityki. Podobny los spotkał partię PJN, która na początku swojego istnienia w 2010 r. w niektórych sondażach zyskiwała 8 proc., a rok później nie dostała się do Sejmu. Również Solidarna Polska utworzona po wyborach w 2011 r. na dzień dobry miała nawet 9 proc. zwolenników. Dziś w sondażu „Rz" ma 3 proc., podobnie jak Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego, i żadnych widoków na wejście do Sejmu – podobnie zresztą jak Ruch Palikota (2 proc. poparcia) oraz PJN (1 proc.). – Dawniej rozłamy były rzadkością, a zarazem sama scena polityczna była mniej zorganizowana i łatwiej było wskoczyć na nią ze świetnym debiutem – mówi Kloczkowski. – Dziś jest to trudniejsze, bo odejścia z partii stają się standardem, a nie wyjątkiem. Politolog zaznacza jednak, że słaby debiut nie oznacza, iż partia Gowina jest z góry skazana na przegraną. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, e.olczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL