fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Lato się nie kończy

Ścinki kultury
MSN
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie zaprasza na koncert berlińskiego zespołu La Stampa, spotkanie z Sylwią Chutnik i film Akrama Zaatariego "List do pilota, który odmówił"
W środę o godz. 18.00 w Kolekcji na lato "Ścinki kultury" - Sylwia Chutnik będzie rozmawiać z Karoliną Sulej, dziennikarką i doktorantką kulturoznawstwa zajmującą się modą i dizajnem o tym co łączy teledysk Lany del Rey z surrealistycznymi „Przypadkowymi kolażami” Pauliny Ołowskiej.

Dzień później muzeum zaprasza na imprezę, w czwartek o 21.00 w MSN zagra La Stampa, grupa założona w Berlinie w 2008 roku przez krytyków sztuki związanych z brytyjskim magazynem Frieze – Joerga Heisera i Jana Verwoerta. Ten post-post-pop-punkowy zespół, celebrujący wieczną młodość i nowoczesną muzykę pop, grywa zwykle w muzeach i galeriach. After-party po koncercie odbędzie się w Barze Studio w PKiN.

Piątkowy wieczór będzie w zupełnie w innym nastroju, o godz. 19.00 rozpocznie się polska premiera filmu Akrama Zaatariego "List do pilota, który odmówił", który prezentowany był w Pawilonie Libanu na 55. Międzynarodowym Biennale w Wenecji. Opowiada historię żołnierza, który odmówił wykonania rozkazu i zrzucił bomby zamiast na szkołę, do której kiedyś chodził, do morza.
Filmowa stolica Polski
 
Nic tak pozytywnie nie wpływa na wizerunek miasta jak cenione przez publiczność wydarzenia kulturalne. Dobrym przykładem jest Wrocław.
(Proponuję:
Nic tak pozytywnie nie wpływa na wizerunek miasta jak jego obecność w filmie. Wiedzą o tym władze światowych metropolii. Coraz lepiej rozumieją to władze polskich miast. Dobrym przykładem jest Wrocław.)
 
- Promocja promocją, ale naszym obowiązkiem jest wspierać kulturę w mieście i to nasz główny cel — mówi Zbigniew Morawski z departamentu prezydenta Wrocławia. Solidnym filarem tej aktywności jest kino. To zasługa kilkudziesięcioletniej tradycji miasta w tej dziedzinie.
 
W 1954 r. we Wrocławiu powstała Wytwórnia Filmów Fabularnych. Tutaj powstało ponad 500 polskich filmów m. in. tak znane jak „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego i „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy, tu pracował Wojciech J. Has twórca nominowanego do Oskara „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. W wytwórni kręcone były kultowe komedie „Sami swoi” i „Nie ma mocnych” Sylwestra Chęcińskiego. Tu powstały znane filmy Kina Moralnego Niepokoju m. in. „Kobieta samotna” Agnieszki Holland i „Wielki bieg” Jerzego Domaradzkiego.
 
Wytwórnia zakończyła pracę w listopadzie 2011 r., by w 2013 r. odrodzić się w nowoczesnej formie. Minister kultury i dziedzictwa narodowego przekształcił ją w Centrum Technik Audiowizualnych CeTA. Ma ono wykorzystywać, głównie na potrzeby kinematografii, nowe technologie, tworzyć obrazy wielowarstwowe i efekty wizualne na najlepszym światowym poziomie oraz edukować. Jakość gwarantuje nowoczesne studio zbudowane według autorskiego projektu Zbigniewa Rybczyńskiego, który Oscara otrzymał w 1983 r. za swe animowane „Tango”.
 
W tym roku polskim kandydatem do Oscara był kręcony we Wrocławiu film „80 milionów” Waldemara Krzystka. Opowiada prawdziwą historię, wyprowadzenia z banku przez członków wrocławskiej „Solidarności” jesienią 1981 r. tytułowych 80 milionów związkowych pieniędzy, zanim Służba Bezpieczeństwa zablokowała konto. W filmie oprócz doskonałych aktorów — Agnieszki Grochowskiej, Krzysztofa Czeczota, Przemysława Bluszcza i Piotra Głowackiego, swoją rolę odegrał również Wrocław.
 
- W żadnym innym mieście nie byłoby do pomyślenia, żeby główny most zamknąć na trzy dni. My dostaliśmy zgodę na to, żeby odtworzyć bitwę, jaka toczyła się pomiędzy władzą a opozycją na Moście Grunwaldzkim — opowiada Waldemar Krzystek. — Współpraca z miastem układała się doskonale. A inwestycja w film, to jedna z najlepszych promocji jaka się może przydarzyć. Za reklamę w „Financial Times” czy telewizji trzeba zapłacić ogromne sumy, a i tak wszyscy o niej szybko zapomną, te same środki zainwestowane w film procentują. W „80 milionach” odtwarzaliśmy wygląd ulic, sklepów, urzędów i mieszkań z lat 80., utrwaliliśmy na taśmie  wiele historycznych miejsc we Wrocławiu „przywracając” im wygląd z tamtych lat. Ten obraz Wrocławia pozostanie na długo. Czasami ku przestrodze.
 
Doskonałym przykładem na to, że inwestowanie w produkcję filmową się opłaca jest „Mała Moskwa”, której akcja toczy się w 1968 roku w Legnicy, będącej w czasach PRL największym garnizonem wojsk radzieckich poza granicami ZSRR. Gdy film wygrał festiwal w Gdyni, o Legnicy usłyszała cała Polska. I nie tylko. Waldemar Krzystek, kilka razy słyszał od pracowników ambasady Polski w Moskwie i naszych konsulatów na Wschodzie, że DVD z tym filmem nieraz pomogło im załatwić jakąś sprawę. Płyta z tą polsko-rosyjską historią miłosną okazywała się doskonałą kartą przetargową.
- Pieniądze na drugi film kręcony w Legnicy uzyskałem już znacznie łatwiej, choć miasto nie ma zbyt wysokiego budżetu i mamy kryzys, na szczęście bardzo pomógł nam mecenat KGHM i wsparcie PISF — mówi reżyser. W „Fotografie” moskiewska policja szukając śladów seryjnego mordercy trafia na historię, która wydarzyła się w latach 70. w Legnicy.
Obecnie Waldemar Krzystek stara się o pieniądze na serial historyczny, który będzie kręcony we Wrocławiu i Szczecinie. Jego głównym bohaterem będzie dom, wybudowany jeszcze przed wojną przez Niemców, później zamieszkały przez przybyłych z Lwowa kresowian. Poruszy w nim również kwestię Wołynia. — W serialu skrzyżują się losy trzech narodów — Niemców, Ukraińców i Polaków — mówi reżyser. A jest to jednocześnie historia i tożsamość Ziem Zachodnich i może w końcu uda się powiedzieć coś na ten temat naszym głosem…
Wrocław ze względu na swoją skomplikowaną historię jest doskonałym miejscem dla międzynarodowych opowieści. Koproducentem „Fotografa”, podobnie jak „80 milionów”, jest Odra-Film - w jej strukturze działają wspierające filmowców, nie tylko polskich, Dolnośląski Konkurs Filmowy i Wrocławska Komisja Filmowa. Komisja między innymi wskazuje lokacje filmowe i ułatwia kontakt z właścicielami tych miejsc i samorządami. Takich terenów we Wrocławiu i województwie dolnośląskim nie brakuje. Miasto grało ostatnio Warszawę w „Mieście 44” — filmie o powstaniu warszawskim Jana Komasy. Przed laty Wrocław był też stolicą Polski w “Giuseppe w Warszawie” Stanisława Lenartowicza oraz Berlinem w „Aimeé i Jaguar” i„Kobiecie w Berlinie” Maxa Färberböcka oraz w serialu „Stawka większa niż życie”.
 
Doskonały do kręcenia
 
- Wrocław i Berlin były budowane w podobnym stylu, dlatego miasto gra często stolicę Niemiec — mówi Rafał Bubnicki, zastępca dyrektora Odry-Film do spraw produkcji filmowej. — Filmowców interesują również inne miejsca w regionie. Dolny Śląsk był przez stulecia częścią różnych państw, miejscem gdzie krzyżowały się rozmaite wpływy kulturowe, czego świadectwem jest architektura i urbanistyka województwa, różna od tej jaką znamy z centralnej Polski. A jeśli dodać do tego urodę dolnośląskich krajobrazów, od Karkonoszy po Bory Dolnośląskie i Stawy Milickie, to nic dziwnego, że region ma walory przyciągające filmowców z Polski i zagranicy. Dolnośląski Konkurs Filmowy dofinansował między innymi film „W cieniu” Davida Ondříčka (czeski kandydat do Oscara 2013), w którym Wałbrzych grał Pragę z 1953 r.
 
Bardzo atrakcyjny jest także Zamek Książ, gdzie ostatnio kręcony był „Daas” Adriana Panka, a wcześniej m. in. „Diabeł” Andrzeja Żuławskiego i „Hrabina Cosel” Jerzego Antczaka. – Pieniądze z funduszu pochodzą od samorządu województwa dolnośląskiego i miasta Wrocławia — składają się po 800 tys. złotych, a procent od dochodu z filmów, w które zainwestowały środki przeznaczany jest na kolejne produkcje — wyjaśnia Rafał Bubnicki.
Działający od 2008 r. Dolnośląski Konkurs Filmowy dofinansował już 33 filmy — fabuły i dokumenty, z czego 20 miało już premiery. Były wśród nich m. in. filmy fabularne „Sala samobójców” Jana Komasy, „Bez wstydu” Filipa Marczewskiego, „Daas” Adriana Panka oraz dokumentalne takie jak „Tadeusz Różewicz. Twarze” Piotra Lachmanna. W tym roku fundusz wszedł w koprodukcję m. in. „Letniego przesilenia” Michała Rogalskiego i „Jak całkowicie zniknąć” Przemysława Wojcieszka.
 
- Projekty, które ubiegają się o dofinansowanie, powinny albo pokazywać miasto lub region albo być kręcone przez miejscową ekipę. Mamy bardzo dobrych specjalistów, doświadczenie zbierali jeszcze w Wytwórni Filmów Fabularnych - podkreśla Rafał Bubnicki.
 
Największy festiwal w Polsce
 
Współpracę z miastem chwali sobie Roman Gutek, szef Stowarzyszenia Nowe Horyzonty. — Rozwija się fantastycznie. Kiedy w 2005 r. otrzymaliśmy propozycję, żeby we Wrocławiu zorganizować festiwal filmowy, nie mogliśmy się zobowiązać do tego, żeby tworzyć od podstaw nowe wydarzenie, ale zaproponowaliśmy przeniesienie Ery Nowe Horyzonty z Cieszyna do Wrocławia. Cieszyn był, niestety, za mały dla dużego festiwalu. Prezydent Rafał Dutkiewicz przyjął nasze warunki, również finansowe, w 15 minut — opowiada.
 
Miasto wspiera budżet festiwalu w jednej trzeciej, to daje mu stabilizację. Wydarzenie może się rozwijać. Ważna jest również stała obecność jednego sponsora, który przez lata zmienił tylko nazwę z Ery na T-Mobile. – To przyciąga poważnych partnerów. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty okrzepło, mogliśmy zatrudnić kilka osób na etat. Tworzyć nowe projekty — dodaje Roman Gutek.
 
W tym roku do Wrocławia przyjechało 105 tys. fanów kina. T-Mobile Nowe Horyzonty jest największym festiwalem filmowym w kraju i jednym z największych w tej części Europy. Co roku, przez kilkanaście wakacyjnych dni miasto żyje tym wydarzeniem. Na Rynku odbywają się plenerowe pokazy, w kinach wyświetlanych jest w tym czasie około 350 filmów, w tym prawie 200 pełnometrażowych, publiczność bawi się do rana w Arsenale, mieszczącym się w Muzeum Miejskim klubie festiwalowym. — Młodzi ludzie chcą wracać do Wrocławia. Znam licealistów, którzy po festiwalu zdecydowali się studiować w tym mieście — mówi Roman Gutek.
 
Od zeszłego roku klimat festiwalu zostaje we Wrocławiu na dłużej, dzięki Kinu Nowe Horyzonty, które przejęło siedzibę po dziewięciosalowym multipleksie. Oprócz seansów z ambitnymi filmami organizowane są tu zajęcia dla studentów, dzieci, młodzieży i nauczycieli. Kino odniosło sukces frekwencyjny, do czerwca tego roku, przez dziesięć miesięcy, odwiedziło je 315 tys. widzów, ten wynik jest porównywalny do widowni kin komercyjnych. Roman Gutek chce stworzyć nowoczesny klub kultury, z biblioteką multimedialną i przerobić największe sale, aby mogły odbywać się w nich również koncerty.
Stowarzyszenie Nowe Horyzonty przygotowuje się też do czwartej edycji American Film Festiwal, która rozpocznie się 22 października. Pokazanych zostanie 50 filmów, przyjadą goście z USA, a wraz z nimi pojawią się szanse na nowe filmowe produkcje i projekty.
 
- Wrocław stara się o to, by w 2016 r. tu wręczona została Europejska Nagroda Filmowa. Uroczystość organizowana jest na zmianę raz w Berlinie, raz w innym mieście, w 2015 r. odbędzie się w stolicy Niemiec, mamy więc szansę — mówi Roman Gutek. Jego stowarzyszenie organizuje we Wrocławiu największy polski festiwal filmowy T-mobile Nowe Horyzonty, a także American Film Festiwal.
 
W sierpniu do Wrocławia przyjechała Marion Döring z Europejskiej Akademii Filmowej, która przyznaje te nagrody. Jest jednym wykładowców School of Film Agents (SOFA). Na współorganizowane przez Wrocław i Stowarzyszenie Nowe Horyzonty warsztaty dla organizatorów festiwali, kuratorów, dystrybutorów, animatorów kultury przyjechali młodzi profesjonaliści z wielu krajów.
 
Miasto i region z roku na rok staje się coraz ważniejszym ośrodkiem edukacji, dystrybucji i produkcji filmowej w Polsce i zagranicą, wzmacnia to jego wizerunek jako mecenasa kultury.
 
 
Źródło: materiały prasowe
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA