fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ubezpieczenia i odszkodowania

Ugoda z poszkodowanym nie zapewnia sprawcy spokoju

Do ugód dochodzi najczęściej, gdy sprawca nie chce tracić zniżek ubezpieczeniowych bądź nie wykupił polisy obowiązkowego OC.
Fotorzepa, MW Michał Walczak
Sprawca nawet drobnego wypadku, płacąc poszkodowanemu zadośćuczynienie, nie ma pewności, że sprawa za jakiś czas do niego nie wróci.
Młody człowiek z Warszawy potrącił autem na pasach kobietę: dwa dni była w szpitalu i tydzień na zwolnieniu. Zaproponowała, by zapłacił jej 1,5 tys. zł zadośćuczynienia. Zgodził się, odbierając od niej pisemne oświadczenie, że rezygnuje z wszelkich roszczeń wobec niego związanych z tym wypadkiem. ?Czy pozwoli mu to zapomnieć o kłopotach na zawsze?

Można się porozumieć

Umowa, w której jedna ze stron zobowiązuje się zapłacić określone odszkodowanie za wyrządzoną szkodę, uzyskując zapewnienie drugiej strony, że nie będzie dochodziła żadnych dodatkowych roszczeń związanych ze szkodą, to nic innego jak ugoda.
– Taka ugoda jest prawnie skuteczna – zaznacza Marcin Orlicki z Katedry Prawa Cywilnego, Handlowego i Ubezpieczeniowego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Nie można jednak wykluczyć, że jedna ze stron uzna, że zawarła ją, będąc w błędzie – dodaje.
Uchylenie się od skutków takiej ugody jest możliwe tylko, gdy błąd dotyczy stanu faktycznego, który obie strony uważały za niewątpliwy.
– Wchodzą w rachubę dwie sytuacje. Gdy poszkodowany w wypadku zadowala się jakąś nawet zaniżoną kwotą zadośćuczynienia, rezygnuje z wszelkich roszczeń. Jeśli natomiast po czasie pojawi się schorzenie, które nie było brane pod uwagę w czasie zawierania ugody, to mamy nową szkodę, a w konsekwencji nowe roszczenie – wyjaśnia Orlicki.
– Ugoda okaże się nieważna, gdy np. jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego (jeżeli kwota zaproponowana przez sprawcę okazała się rażąco niska w stosunku do szkody) – wskazuje adwokat Jacek Skrzydło. – Albo gdy sprawca zgodzi się na wysokie odszkodowanie, myśląc, że spowodował poważne obrażenia, a były one dużo mniejsze.
Do ugód dochodzi najczęściej, gdy sprawca nie chce tracić zniżek ubezpieczeniowych bądź nie wykupił polisy obowiązkowego OC.

Nie zawsze warto

- Mimo wszystko odradzałbym sprawcy osobistą zapłatę odszkodowania, zwłaszcza gdy w grę wchodzą poważniejsze kwoty – wskazuje Paweł Lewandowski, radca prawny zajmujący się sprawami ubezpieczeniowymi. – Jeżeli dojdzie do procesu, interes poszkodowanego będzie preferowany: ma prawo powoływać przed sądem szereg okoliczności, np. że ugodę podpisał pod wpływem stresu i z braku rozeznania.
Ugoda wiąże tylko osoby, które ją zawierają, ale już nie bliskich, np. dzieci. Gdyby więc potrącona w wypadku osoba zmarła po dwóch miesiącach od zawarcia ugody (bo np. wystąpił pourazowy skrzep w mózgu), jej najbliżsi mogą skutecznie dochodzić od sprawcy zarówno stosownego odszkodowania za pogorszenie sytuacji majątkowej, jak i zadośćuczynienia za krzywdę związaną ze śmiercią bliskiego.
OPINIA DLA „RZ":
Aleksander Daszewski, ?radca prawny w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych
Jeżeli sprawca wypadku miał ubezpieczenie i samodzielnie bez uprzedniej zgody zakładu ubezpieczeń zaspokoił roszczenia poszkodowanej, nie ma to skutków prawnych wobec zakładu, który nie ma obowiązku refundować tego wypadku. Sytuacja ta jest niekorzystna zarówno dla sprawcy, jak i dla poszkodowanego. Sprawca, zamiast uruchomić swoją polisę, sięga po własne środki, a poszkodowany uzyskuje prawdopodobnie mniej, niżby otrzymał od zakładu ubezpieczeń w postępowaniu likwidacyjnym, nie wspominając już o drodze sądowej, na której w razie szkód osobowych zwykle dostaje się trzy–cztery razy więcej niż bezpośrednio od firmy ubezpieczeniowej. Na takim sposobie rozwiązania sprawy zyskuje finansowo zakład, bo nie uruchamia polisy sprawcy, czyli nie zwiększa tzw. szkodowości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA