Polityka

Kiedy rozwód z demokratami?

Rzeczpospolita
SLD dojrzewa do rozstania z demokratami. – Sojusz z PD nic już nam nie daje – mówią twardo działacze
W SLD przed czerwcowym zjazdem wrze. Większość polityków w nieoficjalnych rozmowach opowiada się za jak najszybszym rozstaniem z Partią Demokratyczną „w możliwie elegancki i przyjazny sposób”.
– Byłoby najlepiej, gdyby stało się to jeszcze przed kongresem, bo w przeciwnym razie będzie to główny temat sporu – mówi jeden z prominentnych działaczy SLD. Inny rozmówca „Rz” dodaje, że sojusz z Partią Demokratyczną przysparza lewicy kłopotów w strukturach europejskich. – Nasi partnerzy w Europie nie mogą zrozumieć, dlaczego jesteśmy w jednej koalicji z partią, która ma swoich deputowanych we frakcji liberalno-demokratycznej – opowiada. Walka o zerwanie koalicji z demokratami staje się w Sojuszu coraz ostrzejsza. Jerzy Budzyn, szef śródmiejskiej organizacji SLD w Warszawie, kolportuje w partii ankietę z pytaniami: czy SLD powinien być postrzegany jako partia lewicowa czy centrowa, czy LiD jako porozumienie programowo-wyborcze powinien dalej istnieć, jakie podmioty winny tworzyć LiD, czy funkcja szefa LiD powinna być łączona z funkcją szefa jednej z partii tworzących tę koalicję?
– Będziemy rozsyłać tę ankietę do wszystkich organizacji powiatowych, bo chcemy poznać opinię jak największej liczby działaczy – mówi Budzyn. – Do tej pory Wojciech Olejniczak twierdził, że wie, czego chce partia, bo jest po spotkaniach w terenie. Chcemy mu udowodnić, że jest wielu ludzi, którzy myślą zupełniej inaczej niż on. Chodzi oczywiście o stosunek do LiD. Budzyn uważa, że Sojusz powinien zakończyć współpracę z demokratami i obrać kurs na lewo. Olejniczak, jako współtwórca koalicji LiD, upiera się, że ten pomysł okazał się sukcesem. Budzyn oskarżył ostatnio władze stołecznego SLD, że celowo tak podzieliły mandaty na warszawski zjazd partii, aby największa – 1000-osobowa, jak utrzymuje Budzyn – organizacja, którą kieruje, dostała w stolicy niespełna 19 procent mandatów. – Zostaliśmy ukarani za to, że krytykujemy kierownictwo partii i domagamy się rozwiązania LiD – tłumaczy Budzyn. – A poza tym chodzi o to, żeby nasi delegaci nie stwarzali Olejniczakowi kłopotów na zjeździe krajowym. Grzegorz Pietruczuk, członek zarządu krajowego partii, uważa jednak, że pretensje organizacji śródmiejskiej są bezzasadne: – Te ich 1000 członków to mit. Zresztą i tak delegaci ze Śródmieścia nie są w stanie zaważyć na decyzjach zjazdu. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.olczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL