fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Pacjenci nie odpuszczą za błędy medyków w następstwie teleporady

teleporada lekarska
Adobe Stock
Wielu pacjentów już skarży się na brak dostępu do podstawowej opieki zdrowia. Kancelarie zajmujące się prawem medycznym alarmują, że może to wygenerować wzmożoną ilość roszczeń w następstwie błędów wynikających z teleporady.

Według Biura Rzecznika Praw Pacjenta najczęściej zgłaszane dziś sygnały dotyczące prawa pacjenta do świadczeń zdrowotnych to m.in.: brak kontaktu z przychodnią, w tym trudności w rejestracji, w wyniku zajętego numeru; brak możliwości zarejestrowania się za pomocą środków komunikacji elektronicznej oraz niemożliwości uzyskania świadczenia w dniu pogorszenia się zdrowia pacjenta a także wątpliwości czy udzielanie teleporad jest wystarczające do postawienia prawidłowej diagnozy. Niepokojącym faktem jest też czas oczekiwania na udzielenie świadczenia zdrowotnego – najczęściej w przypadku ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

Serca nie mogą czekać

- Okazuje się, że wiosną w okresie pełnego lockdownu znaczna grupa pacjentów z objawami zawału serca nie znalazła się pod opieką specjalistów. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne już kilka miesięcy temu alarmowało, że od początku epidemii spada liczba wykonywanych w trybie pilnym zabiegów ratujących życie u pacjentów z ostrym zawałem serca. Tymczasem w Polsce nadal choroby, które najczęściej są przyczyną nagłej śmierci, to te związane z układem krążenia. W przypadku zawału lub udaru liczy się czas – jeżeli w tych pierwszych godzinach zastosuje się właściwą terapię to rokowania są w znacznym stopniu pomyślniejsze – mówi profesor Julia Stanek prowadząca Kancelarię Prawa Medycznego.

W związku z tym, że największą barierą pozostaje dodzwonienie się do podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych i rejestracja, Biuro Rzecznika Pacjenta odbiera setki telefonów dziennie ze skargami od obywateli.

- Musimy nauczyć się funkcjonować w warunkach epidemii, która nie może opóźniać diagnostyki pozostałych chorób. Ważne jest np. jak najszybsze umożliwienie wystawiania recept dla seniorów („S") przez specjalistów w zakresie leków bezpłatnych. Ochrona zdrowia musi być priorytetem również w budżecie państwa, ponieważ epidemia jasno pokazała jaki wpływ ma zdrowie na gospodarkę - podnosi Jakub Gołąb, Dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego i Komunikacji.

Nagradzać herosów

Specjaliści uważają również, że zwiększony napływ pacjentów w okresie jesiennym oraz tych, którzy wcześniej unikali przychodni z obawy przed zarażeniem a także sezonu infekcji wirusowych, które zawsze wpływały na ograniczenie dostępności do rejestracji, wymaga zwiększenia jej obsady a także zmiany podejścia do pacjenta u pracowników medycznych publicznych placówek.

- W tak nietypowym czasie jak epidemia postawy pracowników medycznych były i są bardzo zróżnicowane począwszy od bohaterskich, wręcz heroicznych na tchórzliwych kończąc - komentuje Andrzej Sośnierz, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia. - Pamiętam, jak w jednym z domów pomocy społecznej w pracy pozostała jedna pielęgniarka, która przez kilka dni sama sprawowała opiekę. Media powinny przede wszystkim pokazywać tych herosów, bo nie wszystkim medykom należą się oklaski - dodaje.

Były prezes NFZ uważa również, że lekarze powinni być wynagradzani nie tylko za ilość wykonanych badań ale i jakość: - Mamy wystarczająco duże bazy danych, aby pokusić się o stworzenie systemu wynagrodzeń opartego na jakości pracy, a nie tylko jej ilości. Już kilkanaście lat temu rozpoczęliśmy w kasach chorych prace nad tym, co teraz nazywamy sztuczną inteligencją. Istniejąca w Polsce ponad 20-letnia baza danych o pacjentach, mogłaby nas postawić w krótkim czasie, w ścisłej czołówce światowej. Szkoda, że ciągle nie wykorzystujemy tej szansy - dodaje.

COVID obnażył słabości

Według profesor Julii Stanek z Kancelarii Prawa Medycznego rozkład wydatków NFZ powoduje, że jedynie ok. 5 proc. świadczeniobiorców wykorzystuje ok. 60 proc. publicznych środków finansowych przeznaczanych na opiekę zdrowotną. Ponadto wydawany corocznie raport – Europejski Konsumencki Indeks Zdrowia, monitorujący opiekę zdrowotną w 35 krajach, na podstawie 46 parametrów plasuje polską opiekę zdrowotną na szarym końcu (32. Miejscu) w Europie. Głównymi przyczynami takiego stanu rzeczy jest niska dostępność specjalistów, naruszenia praw pacjenta i brak programów profilaktycznych.

- W Polsce przed epidemią przeznaczaliśmy 6,5 proc. PKB na ochronę zdrowia, z czego 4,5 proc. PKB są wydatkami publicznymi, a pozostałe 2 proc. PKB to są wydatki prywatne. Oznacza to, że ok. 1/3 wszystkich wydatków na opiekę zdrowotną to te nasze, prywatne. Jeżeli nie będziemy wykrywać chorób na wczesnych etapach (np. nowotworów), kiedy można je jeszcze skutecznie leczyć i odwrócić najgorsze skutki, to one będą postępować a rokowania pacjentów będą gorsze, ponieważ będą oni wymagać długich hospitalizacji oraz bardzo specjalistycznych zabiegów. Koszty państwa wzrosną, bo opieka szpitalna jest kosztochłonna. Szczególnie niepokojące jest to w czasie epidemii COVID-19, już teraz onkolodzy zauważają, że liczba zaawansowanych nowotworów znacznie wzrosła. Powinniśmy to zmienić tak, aby było więcej państwowych programów profilaktycznych i badań przesiewowych. Jako prawnik, zajmujący się prawem medycznym i lekarz z wykształcenia uważam, że brak leczenia pacjentów dzisiaj, za parę lat wygeneruje znaczne zwiększenie wydatków na opiekę zdrowotną – mówi profesor Julia Stanek.

- Płacimy bardzo małe składki w stosunku do innych krajów, spytajmy więc obywateli czy chcą płacić więcej. Poza tym mamy jeden NFZ i około 200 właścicieli szpitali w skali kraju. To NFZ daje pieniądze ale pod NFZ nie podlega tak naprawdę żadna placówka. 600 szpitali podlega swoim prawie 200 właścicielom. Covid-19 obnażył brak koordynacji i te wszystkie przepychanki między szpitalami – podnosi były minister zdrowia Marek Balicki.

Zawód wysokiego ryzyka

Porozumienie Zielonogórskie zwraca uwagę na trud pracy z jakim zmaga się dziś kadra lekarska, w związku z wszystkimi obostrzeniami:

- Mam świadomość, że teleporady będą ostatecznie generowały więcej roszczeń niż tradycyjne wizyty – bo wiem, że w tym przypadku mamy większe prawdopodobieństwo, że lekarz popełni błąd. Teleporada wymaga większej czujności i w przypadkach wątpliwych niezwłocznego zaproszenia do przychodni – komentuje Wojciech Pacholicki z Porozumienia Zielonogórskiego.

- Błędy lekarza popełnione w trakcie teleporady są tak samo rozliczane jak te w trakcie normalnej wizyty, dlatego tu lekarz musi wykazać się jeszcze większą ostrożnością i starannością – mówi mecenas Karolina Seidel, która prowadzi kancelarię adwokacką, specjalizującą się w prawie medycznym. - Pacjent ma 3 lata na zgłoszenie roszczenia. Po zachowaniu moich klientów widzę, że mają coraz większą świadomość, która skłania do walki o zadośćuczynienie i odszkodowanie. Zauważyłam również, że gdyby lekarz, mimo zmęczenia, mógł poświęcić pacjentowi więcej czasu i cierpliwości to ludzie nie decydowaliby się na procesy medyczne. Zawód lekarza to niezwykle odpowiedzialna i trudna praca, w dobie pandemii jeszcze trudniejsza, zwłaszcza gdy na lekarzu ciąży widmo bezwzględnej kary pozbawienia wolności za popełniony błąd - dodaje prawniczka.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA