fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Aptekarze o kryzysie lekowym: dzień w aptece wciąż zaczyna się od polowania w hurtowniach

Fotorzepa/Sławomir Mielnik
Kryzys lekowy nie minął, a środki, których brakowało latem, nadal są dostępne tylko okresowo – skarżą się farmaceuci. Resort zdrowia zapewnia, że sytuacja jest opanowana.

Farmaceuta Mariusz Politowicz dzień w swej aptece zaczął od poszukiwań 19 leków, w tym euthyroksu na niedoczynność tarczycy, przeciwcukrzycowego glucophage i kilku leków przeciw nadciśnieniu. To właśnie ich brak wywołał lipcowy kryzys lekowy.

– Codzienne poszukiwania leków są standardem. To polowanie – mówi Marcin Wiśniewski, przewodniczący Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (ZAPPA). – Nie można powiedzieć, że leków nie ma w ogóle, ale nie można też stwierdzić, że problem braków został rozwiązany. Świadczy o tym choćby opublikowana przez Ministerstwo Zdrowia najnowsza lista deficytu. Liczy aż 350 pozycji – dodaje szef ZAPPA.

Czytaj też:

Wrześniowa lista jest rzeczywiście najdłuższa od lipca 2015 r., kiedy zaczęto tworzyć takie codwumiesięczne zestawienia.

Informacje o brakach leków farmaceuci wymieniają na Twitterze, kilka razy dziennie publikując zrzuty ekranu elektronicznego potwierdzenia zamówienia w hurtowniach. Czerwone znaki obok nazwy leków świadczą o ich braku. Mariusz Politowicz publikuje je, by pokazać nie tylko kolegom, ale decydentom i pacjentom, że niedobory leków nie są winą aptekarzy.

– O ile euthyrox raz na jakiś czas udaje się upolować, o tyle z glucophagem jest już gorzej, szczególnie z wersją o przedłużonym działaniu. Obserwuję, że lekarze przestają wypisywać brakujące leki i zmieniają farmakoterapię na starszej generacji, choć przecież lepiej leczyć się środkami nowocześniejszymi – mówi Mariusz Politowicz.

Dodaje, że ograniczony dostęp do leków powoduje, że aptekarze stają przed dylematem, komu wydać leki i według jakiego klucza – ze względu na wiek, płeć czy osobiste sympatie. – Jesteśmy w naprawdę ciężkiej sytuacji, musimy decydować o tym, komu sprzedać lek, do którego dostęp gwarantuje konstytucja – tłumaczy nam członek Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Resort zdrowia twierdzi, że problem został zażegnany. – Sytuację na rynku leków monitorujemy na bieżąco. W naszej ocenie wiele produktów, do których dostęp był utrudniony, można dziś bez problemu kupić w aptekach – zapewnia wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. – Działania Ministerstwa Zdrowia przynoszą rezultaty – udało się ograniczyć przestoje i w przyszłość patrzymy z optymizmem. Teraz się skupiamy się na tym, co PiS zapowiedziało na kolejną kadencję, a więc na powołaniu Urzędu Nadzoru Farmaceutycznego, który będzie skuteczniej niż do tej pory zwalczać patologie na rynku leków.

Instytucja przejmie wiodącą rolę w nadzorze nad lekami i będzie łączyła wszystkie elementy związane z nadzorem nad tym rynkiem, które dziś rozproszone są na kilka instytucji – dodaje minister Cieszyński.

Zdaniem farmaceutów problemem jest jednak nie tyle całkowity brak leków, co nierównomierny dostęp do nich. – Rynek w Polsce jest bardzo zróżnicowany. Duże podmioty prowadzące sieci aptek albo należą do hurtowni, albo są ich głównymi odbiorcami. Wykorzystują swoją przewagę w konkurowaniu o dostawy, są preferowani. A ponieważ sieci lokują swoje placówki wyłącznie w większych miastach, mieszkańcy mniejszych miast i wsi są praktycznie odcięci od wielu leków. Potwierdzają to także członkowie ZAPPA prowadzący apteki w całej Polsce – tłumaczy Marcin Wiśniewski.

Resort zapewnia, że jego analizy nie wykazały istotnych różnic w dostępie do leków na poziomie całej Polski. Jednak, jak wynika z informacji farmaceutów, resortowy zespół ds. braków leków przyglądał się sprawie jednego z najtrudniej dostępnych środków, którego dwie trzecie dostaw trafiało do hurtowni powiązanych z aptekami sieciowymi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA