fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Ministerstwo Zdrowia wycofuje się z planów likwidacji łóżek szpitalnych

www.sxc.hu
Resort zdrowia wycofuje się z planów drastycznej likwidacji łóżek szpitalnych. W nowej wersji map potrzeb zdrowotnych w podstawowych specjalizacjach ubędzie nie 50, ale 15 proc. miejsc na oddziałach.

Pierwsza wersja map potrzeb zdrowotnych w lecznictwie szpitalnym zakładała, że do 2029 r. na oddziałach ginekologiczno-położniczych znikać będzie nawet 571,7 łóżka rocznie, a na pediatrii ich liczba zmniejszy się o połowę. Lekarze się obawiali, że z map województw znikną całe szpitale, a eksperci tłumaczyli, że taka prognoza jest spójna z programem ministra zdrowia, który zapowiedział ograniczanie lecznictwa szpitalnego na korzyść porad ambulatoryjnych. Nowa, uaktualniona wersja map jest już mniej radykalna. Według niej oddziały ginekologiczno-położnicze miałyby tracić 517 łóżek rocznie, o 54 łóżka mniej, co w skali najbliższych 13 lat pozwoli zachować aż 702 łóżka. Również pediatria zaoszczędziłaby 35 proc. łóżek, które wcześniej przeznaczano do likwidacji. Choć resort jeszcze tych planów nie ogłosił, można je wyczytać z prognoz zamieszczonych w najnowszych mapach, bo blisko 1500-stronicowe dokumenty zawierające pełną ewidencję zasobów ochrony zdrowia – łóżek szpitalnych, personelu i zapotrzebowania na świadczenia na kolejne lata są podstawą planowania opieki zdrowotnej w poszczególnych województwach.

– Wedle poprzedniej wersji map pediatrii nie miałby co drugi szpital, a aktualnej – co dziesiąty – mówi Jerzy Gryglewicz, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Skąd takie rozbieżności wersji map? Jerzy Gryglewicz uważa, że resort zdrowia tylnymi drzwiami wycofuje się z ograniczenia hospitalizacji na rzecz opieki ambulatoryjnej, jednodniowej i w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Zgadza się z nim Marek Balicki, były minister zdrowia i szef Wolskiego Centrum Psychiatrii:

– Tak szybka zmiana w krótkim czasie wskazywałaby na to, że albo zmieniła się epidemiologia, albo przesłanki polityczne. Nie sądzę jednak, by chodziło o dane epidemiologiczne – ocenia. Dodaje, że utrzymywanie dużej liczby łóżek szpitalnych to błąd: – Polska nie jest krajem szczodrym, jeśli chodzi o wydatki na ochronę zdrowia. Inwestujemy w nią najmniej w Europie. Tym bardziej nie powinniśmy finansować nadmiernej liczby łóżek szpitalnych, bo blokujemy pacjentom dostęp do innych świadczeń zdrowotnych i wydłużamy kolejki – tłumaczy Marek Balicki.

Jerzy Gryglewicz dodaje, że utrzymywanie tylu łóżek to marnowanie publicznych pieniędzy:

– Są oddziały, na których co drugi pacjent leży bez uzasadnienia, żeby wykonać badania diagnostyczne, na które w opiece ambulatoryjnej są nawet wielomiesięczne kolejki. Na skierowaniu czy w dokumentacji medycznej jako powód hospitalizacji wprost wpisywane jest: „w celu wykonania rezonansu magnetycznego" i nikt się temu nie dziwi. Tymczasem za rezonans magnetyczny w przychodni NFZ płaci 300 zł, a za hospitalizację – 3000 zł. Za te same pieniądze ambulatoryjnie można by więc zdiagnozować dziesięciu pacjentów. To nieracjonalne – tłumaczy dr Gryglewicz. I zauważa, że zapowiedzią utrzymania łóżek jest przedstawiony tydzień temu w Sejmie projekt budżetu NFZ na 2017 r., który na leczenie szpitalne przewiduje blisko 50 proc. środków.

Marek Hok, poseł PO i członek sejmowej Komisji Zdrowia, uważa, że autorzy map mogli się pomylić: – Choć w skład wojewódzkich rad potrzeb zdrowotnych, które opracowują mapy, mieli wchodzić konsultanci danych dziedzin medycyny, niektóre opracowali sami urzędnicy. Być może zawierają błędy – zastanawia się poseł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA