fbTrack
REKLAMA

Zdrowie

Dlaczego Ministerstwo Zdrowia wstrzymuje dostęp do leczenia ratującego życie?

Trwa dramatyczna walka pacjentów chorych na raka prostaty o dostęp do leku stosowanego na całym świecie. Ministerstwo Zdrowia nabiera wody w usta. Jeśli nie chodzi o pieniądze, to o co?

Niedotrzymane obietnice ministra Macieja Miłkowskiego i brak informacji, dlaczego terapia stosowana z powodzeniem poza granicami Polski, nadal nie jest u nas dostępna, rzuca cień na producenta jedynego leku ujętego w programie lekowym „Leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego (ICD-10 C-61)” przed chemioterapią. Substancja ratująca życie chorym przeszła długą drogę do refundacji i od miesięcy czeka na podpis ministra zdrowia. Dlaczego zatem sprawa utknęła na krok przed metą?

Dowiedzieliśmy się z telewizji, że wg słów pana ministra cena jednego leku jest dwukrotnie wyższa niż drugiego – mówi Bogusław Olawski, przewodniczący sekcji prostaty Stowarzyszenia „UroConti”. - W tym samym zdaniu minister dodał jednak, że na ostatnim spotkaniu w czerwcu uzgodnił z firmą cenę. Od producenta usłyszeliśmy z kolei, że jest to najniższa cena w Europie i spełnia wszystkie postawione przez ministra warunki. Dlaczego więc leku nie ma od lipca na liście i o co chodzi, skoro nie o pieniądze?

Minister Miłkowski na marcowym spotkaniu z reprezentantami pacjentów poprosił o dwa tygodnie cierpliwości, a potem przestał odpisywać na pisma i unikał rozmów telefonicznych. Pod koniec czerwca zapowiedział przed kamerami, że nowe leki na raka prostaty przed chemioterapią wreszcie po 335 dniach od pozytywnej rekomendacji AOTMiT znajdą się na lipcowej liście. Można sobie wyobrazić rozczarowanie chorych, gdy po raz kolejny poczuli się oszukani.

– Zamiast leków dostaliśmy pismo, w którym pan minister po raz kolejny wyłuszcza nam w 13 punktach, jak wygląda proces refundacyjny, choć znamy to już na pamięć. Nie odnosi się do naszych pytań i wątpliwości, w całości je ignorując – dodaje Bogusław Olawski.

Członkowie Stowarzyszenia „UroConti” poprosili o pomoc posłów. Jednak odpowiedzi ministerstwa na interpelacje poselskie w tej sprawie nie różniły się od tych, które otrzymali pacjenci. Nadal nie ma informacji, co jest powodem opóźnień. Według ekspertów dodanie nowego leku do istniejącego programu nie zwiększy wydatków państwa, a nawet może wygenerować oszczędności. Gdzie zatem tkwi problem?

Zbulwersowani pacjenci domagają się wyjaśnień. Z zaistniałej sytuacji wnioskują, że powodem opieszałości jest sztuczne utrzymywanie monopolu na jedyny dostępny w tej chwili lek przed chemioterapią. Nie widzą innego powodu.

4 lipca pojawiła się nowa informacja. Minister Miłkowski odpowiadał na sali plenarnej w Sejmie między innymi na pytania o rozszerzenie możliwości terapeutycznych w ramach programu lekowego „Leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego (ICD-10 C-61)” przed chemioterapią.  Stwierdził wówczas, że maksymalny termin wejścia drugiego produktu na listę refundacyjną to zakończenie okresu (refundacji) pierwszego leku, czyli do 30 października”, i że najpóźniej do 1 listopada w tym wskazaniu będą stosowane dwa leki.

– Mamy nadzieję, że źle zrozumieliśmy słowa pana ministra, bo jeśli nie, to nie znajduję nawet słów, żeby nazwać to, co się dzieje – podsumowuje Bogusław Olawski. – Ciekawe, czy miałby odwagę stanąć przed którymkolwiek z członków naszego Stowarzyszenia, i patrząc mu prosto w oczy powiedzieć, że muszą czekać do listopada, aż wygaśnie decyzja refundacyjna producenta – monopolisty. I albo dożyją do tego czasu, albo nie…

Malwina Użarowska

Materiał powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem „UroConti”

REKLAMA