fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

Opłaty za wywóz śmieci są coraz wyższe

Adobe Stock
Rząd chciał walczyć z mafią śmieciową, a uderzył w uczciwe firmy i mieszkańców. Odpady drożeją.

Firmy przetwarzające odpady biją na alarm. Wiele z nich może w przyszłym roku popaść w tarapaty finansowe, a nawet upaść. I nie będzie więc komu zająć się odpadami. A to oznacza dla mieszkańców jeszcze wyższe opłaty za wywóz śmieci.

Dlaczego? Rząd narzucił instalacjom komunalnym bardzo wysokie i kosztowne wymagania. Miały one zapobiegać celowemu paleniu odpadów. Zmiany nie uderzają jednak w mafię śmieciową, tylko w uczciwe firmy.

Podwyżki w miastach

To dlatego od lutego 2020 r. mieszkańcy Gdańska będą płacić za wywóz śmieci o 100 proc. więcej niż dotychczas – 0,88 zł za metr kw. Opłaty idą w górę w Warszawie, Łodzi. Gmin, gdzie nie było lub nie będzie podwyżek, jest niewiele.

– To efekt zmian w przepisach. Na samorząd oraz instalacje komunalne, jak spalanie czy kompostownie, nałożono nowe obowiązki, których realizacja słono kosztuje. Rosną też ceny prądu i pracy – mówi Piotr Grzelak, wiceprezydent Gdańska.

Stowarzyszenie Metropolia Warszawa zrzeszające stolicę i kilkadziesiąt gmin mazowieckich chce, by rząd dofinansował z budżetu państwa opłaty ponoszone przez mieszkańców za odpady.

– Jeżeli rząd dyktuje wysokie warunki, jeśli chodzi o ochronę środowiska, to prosimy, żeby dopłacił, nie nam, gminom, ale mieszkańcom, np. 50 proc. do opłat, jakie ponoszą na gospodarkę odpadami. Wówczas rząd będzie ponosił konsekwencje swoich decyzji – mówi Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy.

Śmieci rosną w cenie

Skąd biorą się rosnące koszty wywózki odpadów?

– Do końca pierwszego kwartału 2020 r. musimy złożyć wnioski do marszałków województw o zmianę pozwoleń zintegrowanych, bez których instalacje komunalne nie mogą legalnie działać. Ale by to zrobić, musimy spełnić wymagania oraz dołączyć operat przeciwpożarowy zatwierdzony przez komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej – mówi Piotr Szewczyk, przewodniczący rady regionalnej instalacji przetwarzania odpadów komunalnych.

Dla wielu instalacji może to być zwyczajnie nierealne.

– Do 16 grudnia 2019 r. wszystkie instalacje muszą posiadać bardzo drogi całodobowy monitoring z wysokiej klasy kamerami na podczerwień, z opcją rozpoznawania twarzy oraz z obowiązkiem całodobowego zapisu, z kilometrami kabli i oddzielnym zasilaniem. Za brak monitoringu będą grozić kary od 5 tys. zł wzwyż – dodaje Szewczyk.

Instalacje muszą spełnić również wyśrubowane normy przeciwpożarowe.

– Przy nakładaniu nowych obowiązków nie wzięto pod uwagę, że płonęły głównie wysypiska i nielegalne magazyny, a nie zakłady legalnie przetwarzające odpady – wyjaśnia Piotr Szewczyk.

Rząd zablokował również budowę spalarni. Odpadów, zamiast ubywać, przybywa. Większość instalacji pracuje na granicach swoich wydajności, a odpady wędrują po Polsce, generując koszty.

– Spalarnie są oblegane. Nie ma więc jak się pozbywać frakcji kalorycznej odpadów po sortowaniu i odpadów zmieszanych. Efekt tego jest taki, że pozbycie się tego rodzaju odpadów kosztuje nie jak niedawno 50 zł, ale już ponad 500, a dochodzi do 800 zł za tonę – wylicza Szewczyk.

Władze miast nie mają wątpliwości. Ciągłe nakładanie kosztownych obowiązków już odbija się na mieszkańcach. Z tego m.in. powodu samorządy podnoszą opłaty za wywóz śmieci.

Apel: przedłużmy o rok

Od 2 stycznia 2020 r. powinna ruszyć elektroniczna baza danych odpadowych (BDO). Ministerstwo Klimatu uspokaja, że uruchomi BDO na czas. Firmy z branży odpadowej w to nie wierzą. Na razie trwają testy. A trzeba będzie jeszcze przeszkolić pracowników z nowych zasad.

– Efekt tego może być taki, że jeżeli BDO nie ruszy od 2 stycznia, żadna śmieciarka nie wyruszy w teren, a instalacje nie będą mogły przyjmować odpadów. W sylwestra będziemy pić szampana, ale po Nowym Roku być może nie będzie już komu odebrać po nim butelek – twierdzi Szewczyk. Firmy z branży odpadów zaapelowały o przesunięcie o rok wprowadzenia BDO.

– Mam nadzieję, że to się uda. Do Sejmu wpłynął projekt nowelizacji ustawy w tej sprawie. Oby zyskał poparcie większości i został uchwalony do końca roku – dodaje Karol Wójcik ze Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

– Warto poświęcić 2020 r. na testowanie BDO. Zostało niewiele czasu, a w trakcie szkoleń przedsiębiorcy zgłaszają autorowi systemu wiele technicznych i praktycznych problemów, ale w odniesieniu do większości z nich są odsyłani po odpowiedź do ministerstwa – wyjaśnia Karol Wójcik.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA