Wywiady

Przemysł energiochłonny walczy o dopłaty do energii. "Balansujemy na granicy rentowności"

Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej
materiały prasowe
Walczymy o dopłaty dla przedsiębiorstw energochłonnych - mówi Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej

Wpływy ze sprzedaży uprawnień do emisji będą w tym roku wyższe niż łącznie z pięciu ostatnich lat. Przemysł energochłonny, do którego zaliczają się m.in. huty, cementownie czy firmy sektora chemicznego, walczy o pakiet osłon z tej puli. W którym punkcie są rozmowy z rządem?

Spotykamy się teraz dość często, ostatnio – nawet co tydzień. Stosowny projekt ustawy o rekompensatach dla przemysłu energochłonnego może być gotowy nawet w październiku. Inicjatywa ustawodawca w tym zakresie będzie należała do Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, które prowadzi rozmowy z nami z udziałem także przedstawicieli resortów środowiska, energii i finansów.

Resort finansów zawsze był przeciwny wyciąganiu tych pieniędzy z budżetu. Czy teraz też tak jest?

Oficjalnie nikt nie jest przeciwny. Ale są duże różnice zdań. Rzeczywiście najbardziej oporne jest ministerstwo finansów, które wyszukuje słabych stron zgłaszanych pomysłów. Otwarte na dyskusje w tym zakresie jest za to ministerstwo środowiska i ostatnio ministerstwo energii. W tym ostatnim nastąpił zwrot po tym jak uprawnienia do emisji CO2 przekroczyły próg 20 euro za tonę.

O jaką pulę budżetu walczycie i na czym mają polegać rekompensaty?

To będą wprost dopłaty dla przedsiębiorstw energochłonnych. Jaka część przychodów ze sprzedaży uprawnień do emisji zostanie na nie przeznaczona, będzie się ważyć do ostatniej chwili w rozmowach międzyresortowych. My zabiegamy o ok. 25 proc. tej puli.

Jest o co walczyć, bo budżet tegoroczny będzie większy niż łączny z pięciu lat.

W 2017 r., kiedy przychody sięgnęły 2,2 mld zł, szacowaliśmy tegoroczne wpływy z tego tytułu na poziomie ok. 4 mld zł przy cenie 15 euro za tonę emisji CO2. Dziś widać, że nie doszacowaliśmy ich. Przy obecnej cenie uprawnienia 22-23 euro, mogą sięgnąć nawet 5-6 mld zł.

Łatwo nie będzie bo budżet ma swoje potrzeby i jest obciążany kolejnymi programami socjalnymi.

To prawda. Ale jednocześnie rząd coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że brak takich rekompensat spowoduje wynoszenie się przemysłu energochłonnego poza granice UE. To już się dzieje w całej Europie – zyskuje Azja m.in. Chiny, Indie czy Wietnam, gdzie wynoszą się nie tylko huty, ale też nasi najwięksi klienci tj. producenci maszyn, urządzeń, sprzętu transportowego.

Przy czym nasi europejscy konkurenci z Niemiec, Francji czy Belgii są w lepszej sytuacji. Bo tam wiele lat temu zdecydowano o systemie rekompensat dla przemysłu w imię ratowania konkurencyjności gospodarki i miejsc pracy, nawet kosztem wyższych rachunków dla odbiorców indywidualnych czy małych firm.

Czy bezpośrednie dopłaty mają być jedynym wsparciem dla przemysłu, czy zabiegacie o coś jeszcze?

To ma być dopiero pierwszy krok. Zajmujemy się tym w pierwszej kolejności, bo temat jest pilny z uwagi na wzrosty na rynku CO2. Kolejną sprawą będzie ustawa przyznająca ulgi w opłacie jakościowej (płacimy ją za modernizację sieci przez dystrybutorów energii – red.), opłacie przejściowej (za przedwcześnie rozwiązane przez energetykę umowy długoterminowe – red.) i rynku mocy (nowy system wsparcia dla wytwórców, pierwsze opłaty z tego tytułu poniesiemy w 2020 r. – red.)

Przy czym nie chodzi nam o całkowite zwolnienie, ale mniejsze obciążenie. O ile szacujemy, że huty będą od końcówki 2020 r. dopłacać 45-60 zł/MWh tylko z tytułu opłaty mocowej, to zabiegamy o jej zmniejszenie do 25-30 zł/MWh. To ma duże znaczenie, bo sam przemysł hutniczy, łącznie z metalami kolorowymi np. KGHM potrzebuje rocznie 8-9 TWh energii. Nie stać nas na takie dodatkowe obciążenie, bo od 2009 r. balansujemy na granicy rentowności, a nasze marże nie przekraczają 2-3 proc.Praktycznie nie inwestujemy w nowoczesne rozwiązania, nowe zdolności produkcyjne, bo całość zysków pochłaniają remonty bieżące.

ME obiecało nowelizację tej ustawy pod kątem ulg. Musiałaby ona mieć miejsce do września 2019 r., byśmy mogli wdrożyć taki mechanizm zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej.

Przemysł został wyeliminowany jako beneficjent przyszłego systemu wsparcia dla kogeneracji. Ale będziecie mogli zarabiać na rynku mocy ograniczając moc.

To nie jest prawda. Obecny system ograniczania poboru na żądanie operatora systemu jest przyjazny dla wielkich zakładów, bo pozwala samodzielnie określić możliwe redukcje. Z kolei mechanizm DSR proponowany w ustawie o rynku mocy nie wyznacza ani limitów, ani czasu obowiązywania ograniczenia. Zakłady przemysłowe nie będą sobie mogły pozwolić na uczestniczenie w nim.

Z kolei projekt ustawy ko generacyjnej, która faktycznie wyeliminowała energetykę przemysłową z udziału w aukcjach, ze względu na ograniczenia budżetowe. Cały budżet roczny na wsparcie elektrociepłowni ma sięgać 1,5 mld zł. Dlatego będziemy się starać przynajmniej o ulgi w opłacie ko generacyjnej dla całego przemysłu energochłonnego i udział w aukcjach przynajmniej dla największych elektrociepłowni przemysłowych produkujących na potrzeby także miejskich sieci.

Jeśli wszystkie postulaty dotyczące ulg zostaną wysłuchane, to rzeczywiście powstanie spora dziura w systemie. Różnicę będą musiały pokryć gospodarstwa domowe, a także sektor małych i średnich przedsiębiorstw – zupełnie jak w Niemczech.

Jestem przekonany, że te podmioty zaczną inwestować wtedy w większe uniezależnienie się od monopolistów energetycznych. Jest duży potencjał w rozwoju rozproszonej energetyki odnawialnej np. paneli na dachach domów, magazynów i budynków gospodarczych. W połączeniu z magazynami energii takie rozwiązania mają sens i już są biznesowo opłacalne. Huta niedaleko Berlina już zarabia na własnym magazynie, gdzie gromadzi nadwyżki taniej energii kupionej do wykorzystania w czasie wysokich cen.

U nas też są takie możliwości. Musimy mieć tylko pieniądze na takie inwestycje. A jeśli będziemy obciążani kolejnymi opłatami do i tak już drogiej energii, to albo wyniesiemy się z Polski, albo zbankrutujemy.

Czy energetyka przemysłowa nie może postawić więcej własnych źródeł?

Niestabilność regulacji nie zachęca do kolejnych energetycznych inwestycji. Przykładem jest propozycja wprowadzenia 100-proc. obligo zmuszające wszystkich do przepuszczania energii przez giełdę, nawet jeśli miałaby być wykorzystywana potem na potrzeby własnej produkcji.

Tam, gdzie to się opłaca już to robimy np. wychwytując gazy odpadowe z procesów produkcyjnych i spalając je w turbinach gazowych. Ale to zbyt małe ilości, by zabezpieczyć duże potrzeby hutnictwa, a tym bardziej całego przemysłu energochłonnego.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL