fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Armenia ma odgrywać taką rolę, jak Szwajcaria w Europie

materiały prasowe
Armeński rynek ma służyć całej strefie euroazjatyckiej – mówi Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

Skąd pomysł na przejęcie giełdy w Armenii? To daleki biznes.

Czy aż tak daleki? Ostatnio na sprzedaż była giełda w Madrycie, która jest nawet dalej. Erywań jest znacznie bliżej, niż nam się wydaje. Oczywiście dalej w sensie instytucjonalnym, bo poza UE. Regulator i nadzorca rynku armeńskiego starają się uczynić rozwiązania przyjaznymi dla giełdy i inwestorów, możliwie zgodnymi z regulacjami UE. Wybierają sensowne propozycje regulacyjne, niekoniecznie wdrażają te mniej sprzyjające rynkowi. Przyjazne regulacje to pierwszy powód przejęcia tej giełdy.

Drugi powód to kwestia kapitału ludzkiego. Tamtejsze kierownictwo jest bardzo wysoko oceniane. Poza tym napęd biznesowy ormiańskich przedsiębiorców jest legendarny. Wielu miliarderów na świecie ma ormiańskie korzenie. W Armenii mieszka 3 mln ludzi, ale po świecie rozsianych jest 8 mln osób, które mają łączność z krajem macierzystym.

Widzimy możliwość, żeby technologiczny i biznesowy talent ormiański połączyć ze światowym kapitałem poprzez współpracę z GPW. Wykorzystując nasze doświadczenia z 30 lat, w najbliższych pięciu–dziesięciu latach możemy skorzystać z wiedzy osób, które pamiętają, jak w Polsce było 11 spółek (w Armenii teraz jest 12). Wiedzą, co zrobiliśmy, żeby dojść do ponad 1000 emitentów akcji i obligacji. To dobry moment, żeby inwestować na tych rynkach i kupować giełdy, aby je następnie rozwijać.

Jest potencjał, żeby zaszczepić modę na giełdę wśród armeńskich przedsiębiorców?

Zdecydowanie tak. W samej Armenii znaleźliśmy 37 spółek, które nadawałyby się na giełdę. Będziemy zachęcać te spółki do tego, bo w tej chwili finansują się bardzo drogo. Dostęp do kapitału jest tam drogi i zwykle w dolarach, co zwiększa ryzyko walutowe. Możemy zapewnić im dużo bardziej atrakcyjny, tańszy sposób finansowania i dużo większy dostęp do inwestorów, w tym polskich. Talent już jest, zostaje kwestia sfinansowania rozwoju.

Ormiański ekosystem jest bardzo dobry. Są tam obowiązkowe kapitałowe fundusze emerytalne, więc ich aktywa szybko rosną. Jest też fundusz private equity, finansowany przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Komisję Europejską. Mamy wszystkie elementy składowe, tylko rynek jest dzisiaj relatywnie mały. Docelowo chcemy, żeby ten rynek służył całej strefie euroazjatyckiej. Żeby rynek kapitałowy w Armenii odgrywał taką rolę, jak Szwajcaria w Europie. Miejsca, gdzie są w pierwszej kolejności wprowadzone innowacje finansowe, dobrze dobrane procesy, szybkie notowanie różnych instrumentów. Erywań jest też miejscem, gdzie siedzibę ma euroazjatycka unia giełd papierów wartościowych. Tamtejsza giełda jest bardzo dobrze spozycjonowana, aby odgrywać rolę pośrednika finansowego w całej strefie euroazjatyckiej. Choć rynek jest mały, ma dobre perspektywy wzrostu w całym regionie.

Kiedy może dojść do ewentualnej transakcji?

Pracujemy nad dwoma równoległymi strumieniami. Jeden to badanie due diligence – i nie przewidujemy tu jakichś rewelacji. Ważniejszym strumieniem jest doprecyzowanie w formie biznesplanu 17 inicjatyw strategicznych dla ormiańskiego rynku kapitałowego. Zaoferowano nam zakup pakietu przy bardzo dobrej wycenie: 4,5 razy zysk. Ale musimy wprowadzić wspomniane 17 inicjatyw. One będą przedmiotem oceny wspólnie z EBOR – które są realne i w jakiej kolejności je wprowadzać. To będzie element składowy umowy inwestycyjnej.

Będziecie się rozglądać za kolejnymi punktami, które można przejąć? Rok temu mówiło się o giełdzie słowackiej, wcześniej o izraelskiej. Nic z tego nie wyszło. Może zatem Gruzja, Kazachstan?

Rynek gruziński jest bardzo ciekawy. Są tam spółki, które w tej chwili notowane są w Londynie. Tak więc gruziński rynek kapitałowy się nie rozwinął. Gdyby udało się wzmocnić tamtejszy rynek kapitałowy, to na pewno część spółek gruzińskich rozważałaby notowanie w Tbilisi i Warszawie, a może nawet te notowane dziś w Londynie zmieniłyby miejsce.

W Unii Europejskiej sprawa jest trudniejsza. Interesowałaby nas giełda w strefie euro. Byłaby to duża zaleta, szczególnie dla polskich przedsiębiorstw, które szukają finansowania dłużnego w tej walucie. Tu efekt wartości dodanej jest znacznie mniejszy niż giełdy spoza UE. Przez najbliższe pięć–dziesięć lat chcielibyśmy się dzielić naszym doświadczeniem i stworzyć też na GPW miejsce do notowania spółek z rynków frontier (nieskwalifikowanych).

Mocno patrzymy też na giełdy energii, tu możemy dużo wnieść. W środowisku energetycznym jest więcej potrzeby biznesowej niż twardej polityki, więc może się coś uda.

Jak pojawi się okazja do przejęcia, ktoś się zgłosi do nas, poważnie potraktujemy każdą propozycję współpracy.

Doświadczenie giełdy greckiej, która zarobiła dziesięciokrotnie (na razie na papierze) na inwestycji w giełdę w Kuwejcie, skłaniają do wniosku, że giełda z rynku rozwiniętego, która wchodzi na rynek mniej rozwinięty i pomaga mu rosnąć, może zarobić też bardzo sensowne pieniądze.

Dostrzega pan ryzyko, że zbliża się zmierzch tradycyjnych giełd papierów wartościowych?

Pierwsza giełda w Warszawie powstała 200 lat temu i miała mało wspólnego z tym, co mamy dzisiaj. Zmieniają się chociażby technologie, ale nie zmienia się chęć ludzi do handlowania. Giełdy muszą pracować, żeby uatrakcyjnić swoją ofertę. Dlatego chcemy zaoferować rynek wtórny tokenów – aktywów, które nie są instrumentami finansowymi. Mamy apetyt na tworzenie rozwiązań obróbki dużych zbiorów danych. Delikatnie flirtujemy z informatyką kwantową. Być może umożliwi to handel algorytmiczny nowej generacji, który będzie na stałe inkorporował wszystkie dane historyczne.

Marzenie człowieka, żeby mieć efektywny rynek i konkurencję doskonałą, zawsze zostanie. Tylko pytanie, czy giełdy będą odpowiednim partnerem dla ludzi, którzy chcą handlować. Potrzeba giełd istnieje, ale jak będą się zbyt wolno zmieniać, to znikną.

Zmieniają się przepisy odnośnie do crowdfundingu. Za chwilę w ramach zbiórki będzie można w Polsce pozyskać 5 mln euro, co jest już godziwą wartością. Warszawska giełda wejdzie do tej gry?

W crowdfundingu już działamy bardzo aktywnie. Mamy naszą platformę dla biur maklerskich, które by chciały działać w tej formule. Odzew środowiska maklerskiego do tej pory był umiarkowany. Tylko jedno biuro skorzystało z naszej platformy. Czekamy na firmy crowdfundingowe, które będą uzyskiwać licencje maklerskie, lub kolejne biura maklerskie. Klienci do tej pory mówili, że taka mała transakcja się nie opłaca. Liczę, że po wspomnianej zmianie regulacji będzie większe zainteresowanie.

Niezależnie od platformy crowdfundingu, w oparciu o biura maklerskie organizujące rynek pierwotny i NewConnect, jako rynek wtórny chcemy rozwijać nasz GPW Private Market. W najbliższych tygodniach pojawi się możliwość emitowania tokenów. Pracujemy też nad rynkiem wtórnym w oparciu o prywatny blockchain. Będzie można emitować różne kontrakty. Pewnie za rok będziemy mogli handlować tokenami. Szwajcarzy wprowadzili to wcześniej, bo nie są objęci reżimem UE. Może współpraca z giełdą armeńską umożliwi nam oferowanie rozwiązań, które mamy w szufladzie, ale nie było dla nich przestrzeni legislacyjnej. Będziemy gonić Szwajcarów we wprowadzaniu innowacji.

Może giełda założy własne biuro maklerskie, skoro inne nie są zainteresowane współpracą?

Strategicznie postanowiliśmy nie wchodzić w obszar emisji pierwotnych. Nie znamy się na tym. Jesteśmy firmą technologiczną, nie chcemy merytorycznie oceniać, czy dany emitent się nadaje. Niewykluczone jednak, że w przyszłości, z powodów legislacyjnych, będziemy musieli się o taką licencję postarać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA