fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

#RZECZoBIZNESIE: Adam Bachleda-Curuś: Nie można karać górali za wzrost zachorowań na Mazowszu

tv.rp.pl
Na dziesiątki kontroli, które zostały przeprowadzone na Podhalu w obiektach hotelarskich i pensjonatach, były tylko dwa uchybienia – mówi Adam Bachleda-Curuś, przedsiębiorca z Podhala, właściciel hoteli, były burmistrz Zakopanego, gość programu Michała Niewiadomskiego.

Od tygodnia turystyka jest częściowo rozmrożona. Bardzo dużo ludzi odwiedza Krupówki w Zakopanem. Jak wygląda dzisiaj obłożenie hoteli?

Dzięki Bogu, że doszło chociaż do niewielkiego odmrożenia branży turystycznej. Od prawie roku ta branża jest w wielkiej zapaści i bardzo trudnej sytuacji. Zakopane jest zimową, a nawet turystyczną stolicą Polski. Po miesiącach, kiedy ludzie byli zamknięci w domach, nie mogli wyjeżdżać, a dzieci są na zdalnym nauczaniu, wszyscy tęsknią za świeżym powietrzem i spędzeniem wolnego czasu w gronie rodzinnym. Częściowe odmrożenie 12 lutego branży turystycznej bardzo jej pomogło i wyszło naprzeciw oczekiwaniom społecznym.

Nie można się dziwić, że było dużo ludzi na Podhalu, a tym samym na Krupówkach. Była piękna pogoda, ludzie przyjechali na weekend, na walentynki. W tym samym czasie odbywał się konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich, co zawsze jest wielką atrakcją dla Polaków. Trzeba zaznaczyć, że większość turystów to ludzie młodzi, należący do grupy najmniejszego ryzyka. Jesteśmy wdzięczni, że w tych trudnych i nietypowych czasach nasi rodacy tak licznie nas odwiedzają.

W branży hotelarskiej mamy pewne reżimy i ograniczenia. Hotele mogą być obłożone tylko do 50 proc. Przestrzegamy tego i staramy się zachowywać wszystkie normy sanitarne. Gdyby nie było ograniczeń, myślę, że byłaby szansa na znacznie wyższe obłożenie.

Jest szansa, że utrzyma się to odmrożenie? Po najeździe turystów do Zakopanego słychać było głosy, że za tydzień nastąpi zamknięcie.

Wypowiedział się tak pan minister zdrowia. Myślę, że to była spontaniczna reakcja na to, co mogliśmy obserwować na Krupówkach. Nie ma to nic wspólnego z obecnym wzrostem zakażeń, gdyż nastąpił on zaraz po weekendzie walentynkowym, a zatem jest mało prawdopodobne, aby miało to jakikolwiek związek z liczbą osób odwiedzających Podhale – miejscowości turystyczne – oraz z zachowaniem na Krupówkach.

Trudno się dziwić – jeżeli w hotelach mamy zamknięte restauracje, bary, częściowo SPA, a również na terenie miasta wszystkie bary oraz restauracje mogą serwować posiłki i napoje tylko na wynos, a dodatkowo niedziele mamy niehandlowe – że turyści, którzy w dzień spędzają czas aktywnie w górach i na stokach narciarskich, wieczorem tłumnie przechadzają się po jednej z najpopularniejszych ulic w Polsce – Krupówkach – aby cokolwiek zjeść lub czegoś się napić.

Byłoby zupełnie inaczej, gdyby w reżimie sanitarnym możliwe było otwarcie barów i restauracji. Wówczas natężenie turystów rozłożyłoby się równomiernie w kilkudziesięciu, a może kilkuset miejscach gastronomicznych na terenie Podhala i Zakopanego. Turyści nie tłoczyliby się w długich kolejkach, żeby kupić coś na wynos, a potem spożywać to w większości przypadków na ulicy, poszukując jakiegokolwiek miejsca, żeby przysiąść.

To samo dotyczy – szczególnie w okresie pandemii – niedzielnego otwarcia sklepów w miejscowościach turystycznych, co również rozłożyłoby natężenie ruchu turystów.

Najtrudniejsza dla gospodarki, przedsiębiorców i turystyki jest niepewność. Ktoś nie ma wyobrażenia, co to znaczy uruchomić duży hotel i znowu go zamknąć. To są olbrzymie koszty, których nie wyrównają te dwa tygodnie. Takie ruchy to tylko pogłębianie dużych strat.

Jestem optymistą. Myślę, że pomimo wzrostu zakażeń, to, co zostało zrobione, zostanie utrzymane. Na dziesiątki kontroli, które zostały przeprowadzone na Podhalu w obiektach hotelarskich i pensjonatach, były tylko dwa uchybienia. Przygotowaliśmy się do tego reżimu, żeby spełniać wszystkie warunki i wymogi sanitarne, by ludzie czuli się bezpiecznie. A są to bardzo kosztowne procedury.

Otwarcie hoteli jest dużo bezpieczniejsze niż otwarcie galerii handlowych, które w zasadzie są praktycznie niekontrolowane. Hotel może zachować wymagane odległości między osobami, nie mówiąc już o dezynfekcji stołów, sal, pokoi, rąk, obowiązku noszenia maseczek itp. W hotelu jest to do ogarnięcia.

Drugą rzeczą jest kwestia restauracji, które pozostają zamknięte. Przecież te lokale też mogą zachować duży reżim: odległości i wszystkie sanitarne wymogi. Jeżeli przychodzi rodzina czy grupa znajomych i siedzą przy jednym stole, a następny stół jest oddalony o kilka metrów, nie widzimy zagrożenia. Tym bardziej jest to niezrozumiałe w hotelach. Ludzie spotykają się na korytarzu, w windzie, przy wyjeździe, a nie mogą zjeść w restauracji, w reżimie i rozproszeniu, śniadania rozłożonego na przykład na kilka tur, godzin.

Pozostała jeszcze kwestia stoków narciarskich.

Kompletnie jest niezrozumiałe, że chcą zamykać te stoki. Gdyby ktoś się nad tym pochylił, to można by wiele rzeczy utrzymać, może narzucając większe rygory sanitarne, szczególnie w zakresie oczekiwania w kolejce na wyciąg, wprowadzając na przykład określone odległości. Zamknięcie będzie najgorszą rzeczą. Na razie stoki mają jakieś wpływy, ale dużo większe będą koszty zamknięcia i kiedyś ponownego otwarcia, co pogłębi straty w tej branży.

Z ankiety Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego wynika, że od marca 2020 r. w branży hotelarskiej straciło pracę ok. 36 tys. osób. Na początek zwalnia się ludzi, a później dochodzi do dramatycznych sytuacji. Pojawiła się informacja, że podobno na Podhale przyjeżdżają „inwestorzy" i chcą kupować za gotówkę hotele za 30 proc. ich wartości przed pandemią.

Ja się z tym osobiście nie spotkałem. Natomiast słyszałem o wielu takich przypadkach w Polsce. Na przykład Kraków jest miastem turystycznym, opartym głównie o turystę zagranicznego, który nie wróci, dopóki nie będzie normalnych połączeń lotniczych. To sprawia, że branża turystyczna w tego typu miastach będzie odradzać się dużo wolniej, a to może doprowadzić wielu przedsiębiorców z tej branży do konieczności sprzedaży swoich interesów po niższych cenach, co bez wątpienia wielu może chcieć wykorzystać. Istotnie jest bowiem taka tendencja, żeby wykupywać za bezcen, gdy ludzie są pod ścianą.

Chwała rządowi za pomoc, ale nie jest ona do końca trafiona i zindywidualizowana. Powiedzmy, że ktoś ma kredyt, a dotknięta pandemią branża jest jego jedyną działalnością. Co taki przedsiębiorca ma zrobić? Dostaje sporadyczną pomoc w sytuacji, kiedy kredyt musi spłacać na bieżąco przez cały czas, nie mówiąc o innych zobowiązaniach.

Słyszymy o gigantycznych kwotach, setkach miliardów złotych na pomoc gospodarce. Okazuje się, że sektor prywatny dostaje z tego jakiś procent. Jest limit pomocy w drugiej tarczy. Dla mniejszych obiektów hotelowych i działalności to jest w porządku. Ale jak porównać hotel, który ma 50 pokoi, do hotelu, który ma 300 pokoi? A praktycznie mogą dostać tę samą pomoc, poruszają się bowiem w tych samych limitach.

Pamiętajmy, że branża turystyczna to dziesiątki tysięcy pracowników, za których czujemy się odpowiedzialni. To ich rodziny, jak również trudne do zdefiniowania tysiące osób, które współpracują z tą branżą.

Odrodziliśmy się po latach zaborów, pierwszej i drugiej wojnie światowej, komunie. Polski przedsiębiorca ciężką pracą do czegoś doszedł. Po raz pierwszy od 300 lat mamy szansę na sukcesję w polskim rodzinnym biznesie, ale jak tak dalej będzie, wiele osób wszystko straci i będzie musiało zacząć od zera.

Upaństwawianie wszystkiego, przejmowanie przedsiębiorstw, które sobie nie radzą, przez spółki Skarbu Państwa – to nie tędy droga. Państwo jest tak mocne, jak mocny jest prywatny sektor gospodarczy. Przedsiębiorcy starają się, jak mogą, ale niekiedy są to olbrzymie tragedie rodzinne.

Jestem przeciwny tak wielkiej centralizacji gospodarki w rękach państwowych. To już przeżyliśmy i wiemy jak to się kończy. Sytuacja, która zaistniała, nie jest zawiniona przez przedsiębiorców. Jest to wydarzenie losowe – siła wyższa – i zdecydowanie potrzebne jest większe wsparcie dla sektorów prywatnych szczególnie zagrożonych i dotkniętych przez pandemię. Oczekujemy dalszych kroków, żeby uzdrowić turystykę.

Jeżeli rząd znowu zamrozi gospodarkę, to będzie bunt na Podhalu?

Lepsze są wszelkie rozmowy niż bunt. Do buntu przygotowują się ludzie kompletnie zdeterminowani i zdesperowani. Uważam, że to ostateczność. Ważniejsze jest każde życie ludzkie niż biznes. Ale pamiętajmy, że górale mają olbrzymie poczucie wolności – są ślebodni, to znaczy wolni duchem.

Jeżeli obserwujemy wzrost zakażeń, to zastanówmy się, dlaczego Mazowsze prowadzi. Na Podhalu dziennie choruje kilkanaście osób. W Małopolsce też jest to stosunkowo niewielka liczba. W tych wskaźnikach przoduje Mazowsze. Nie przez to, że odmrożono turystykę. Zwróćmy też uwagę, ile będzie depresji, załamań, tragedii ludzkich, jeżeli nie będziemy sukcesywnie odmrażać gospodarki w najbardziej dotkniętych sektorach. Turystyka jest branżą, która wymaga szczególnej pomocy, i to pomocy długofalowej, nie tylko w okresach lockdownu.

Cieszę się, że polskiej dyplomacji udało się uzyskać wielkie fundusze z UE, które spłyną w następnych kwartałach. Liczymy, że wspomogą nie tylko państwową gospodarkę, ale też przede wszystkim sektor prywatny, żeby uratować rodziny, pokolenia, i dać szansę na sukcesję.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA