fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Unijne płace gonimy szybciej. Ale to dalej przepaść

wynagrodzenia Polaków
Adobe Stock
Gdyby wynagrodzenia w Polsce rosły tak szybko jak obecnie, a w krajach zachodnich tak wolno jak obecnie, nasze zarobki zrównałby się ze średnimi w UE już za 18 lat – wynika z badań Grant Thornton.

Wynagrodzenia w Polsce na tle unijnych są bardzo niskie, dzieli nas pod tym względem prawdziwa przepaść. U nas to ok. 1150 euro na miesiąc brutto (w 2019 r.), zaś średnio w UE – 3043 euro (w strefie euro – prawie 3300 euro) – wylicza Grant Thornton w trzeciej edycji raportu „Salary Catch Up Index".

W całej UE tylko sześć krajów ma niższe płace (wszystkie to kraje postkomunistyczne), a najdalej nam oczywiście do krajów zachodnich. Średnia polska pensja to 38 proc. pensji francuskiej, 26 proc. pensji niemieckiej i tylko 23 proc. tej luksemburskiej (gdzie zarobki są najwyższe w UE).

Jednak proces doganiania zachodnich krajów przez Polskę postępuje – zauważają eksperci Grant Thornton. Jeszcze 20 lat temu średnie zarobki nad Wisłą sięgały ok. 20 proc. ówczesnej średniej UE, obecnie to już ok. 32,7 proc. Z kolei jeśli chodzi o Niemcy, to relacja ta poprawiła się z 16,7 do 26,5 proc.

– Postęp jest widoczny i odczuwalny dla gospodarstw domowych – zaznacza Tomasz Wróblewski, partner zarządzający Grant Thornton. Ale z drugiej strony w dwie dekady zdołaliśmy zmniejszyć dystans do naszego zachodniego sąsiada raptem o ok. jedną ósmą. Pozostało jeszcze siedem ósmych odległości i zasypanie tej przepaści przy tempie z ostatnich 20 lat byłoby wyzwaniem na 140 lat, czyli na wiele pokoleń.

Na szczęście tempo doganiania w ostatnich latach wyraźnie przyspieszyło i wedle najnowszych badań Grant Thornton na dogonienie średniej UE potrzeba już tylko 18 lat, a Niemiec – 28 lat! Jeszcze rok temu było to odpowiednio 50 lat i 38 lat.

Skąd to przyspieszenie? Okazuje się, że o ile płace w Polsce (i innych krajach regionu) szybko rosną, o tyle w Europie Zachodniej praktycznie stanęły w miejscu. W latach 2017–2019 wynagrodzenia brutto w naszym kraju wzrosły realnie o 5,6 proc., a średnio w UE – o niespełna 0,4 proc. (w niektórych krajach, takich jak Włochy, Hiszpania czy Finlandia, można nawet mówić o realnych spadkach).

Gdyby te średnie dynamiki z ostatnich trzech lat utrzymały się w przyszłości, najszybciej dogonilibyśmy kraje Południa Europy – Portugalię już za pięć lat, Grecję – za siedem lat, Hiszpanię – za 11 lat, a Włochy – za 14 lat. Za to kraje północy są bardziej odległym celem. Z niemieckim poziomem płac moglibyśmy zrównać się za 28 lat, szwedzkim czy duńskim – za 30 lat, a z irlandzkim – za 39 lat.

Odrębną kategorią są kraje naszego regionu. Tu wynagrodzenia rosną równie szybko jak w Polsce, a nawet szybciej (np. w Rumunii w ciągu trzech lat wzrosły o prawie 20 proc.). Efekt jest taki, że niektórych krajów, gdzie zarobki są wyższe, nie dogonimy nigdy, przy obecnym trendzie (np. Litwy), zaś niektóre kraje o obecnie niższych zarobkach wkrótce prześcigną Polskę! (np. Węgry, Rumunia, Łotwa w tym lub przyszłym roku).

Grant Thornton podkreśla, że wyliczenia okresów, ile może zająć nam domykanie luki płacowej, nie są prognozą, a pokazują jedynie, co by było, gdyby obecne tendencje utrzymywały się przez kolejne dekady. – Czy taka perspektywa, że w UE płace rosną bardzo wolno, a w Polsce bardzo szybko, jest realna? To pierwsze założenie nie zależy od nas, ale drugie już tak – zauważa Wróblewski. – Dlatego państwo musi tworzyć korzystne warunki do rozwoju biznesu, a przedsiębiorcy muszą dbać o rozwój firm. Jedynym źródłem zamożności jest praca – dodaje.

– Patrząc w krótkiej perspektywie, największy wpływ na rynek pracy na pewno będzie miał kryzys pandemiczny – komentuje dla „Rz" Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Jeśli po zakończeniu pandemii okaże się, że udało się ochronić gospodarkę przed masową redukcją miejsc pracy i wzrostem bezrobocia, to możemy wrócić do porządnych zwyżek wynagrodzeń. Jeśli nie, to grozi nam stagnacja.

– W długim zaś okresie bardzo trudno coś prognozować, ale coraz bardziej istotną rolę mogą odgrywać czynniki systemowe – mówi Kozłowski. Wyjaśnia, że zgodnie z analizami różnych instytucji dynamika wynagrodzeń w Polsce będzie stopniowo wyhamowywać. – Nie tak od razu, z roku na rok, ale za dekadę nisko wiszące owoce wzrostu produktywności i wzrostu płac zostaną już zerwane. O wysoką dynamikę wynagrodzeń może być znacznie trudniej – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA