Wynagrodzenia

Kazimierz Sedlak: Warto na bieżąco sprawdzać rynkową wartość swojej pracy

materiały prasowe
Windowanie oczekiwań płacowych jest obosieczną bronią – ostrzega Kazimierz Sedlak, dyrektor firmy Sedlak&Sedlak.

Rz: Rekruterzy narzekają, że kandydaci do pracy, czując przewagę na rynku, śrubują teraz oczekiwania finansowe. Czy dostrzega pan takie zjawisko?

Kazimierz Sedlak: Na pewno widać wzrost wynagrodzeń, który dotyczy wielu zawodów i stanowisk, szczególnie tam, gdzie brakuje rąk do pracy. Jednak są również zawody, w których niewiele się dzieje, więc nie ma podstaw do żądania podwyżek. Taką sytuację mamy teraz np. u księgowych czy dziennikarzy. Trzeba pamiętać, że rynek pracy cały czas się zmienia. Obecnie jesteśmy w okresie dość silnej koncentracji na wysokości zarobków. Jest to całkiem naturalne, skoro mamy dobrą koniunkturę gospodarczą, zatrudnienie rośnie, a bezrobocie maleje.

I pracodawcy naprawdę godzą się na – ich zdaniem – wygórowane oczekiwania?

Pracodawca ma dwa wyjścia – albo płacić i zatrudnić, albo nie zapłacić i nie mieć pracownika. Problem zaczyna się wtedy, gdy stawki pracowników idą w górę, a ustalonej wcześniej ceny za usługi nie można zmienić. Jeśli nie da się na jakichś stanowiskach dobrze zarobić, to rośnie skłonność do zatrudniania na czarno albo do szukania alternatyw np. w automatyzacji.

Co w rezultacie może pogorszyć sytuację pracowników...

Wychodzę z założenia, że każdy powinien się czuć odpowiedzialny za swój los. Wierzę w partnerską współpracę – także między pracownikiem i pracodawcą. Nie lubię określenia rynek pracownika i rynek pracodawcy, bo to oznacza, że jedna lub druga strona wykorzystuje swoją sytuację. Jeśli pracownik czuje się wykorzystywany, to wcześniej czy później poszuka innej pracy. Jeśli zaś pracodawca nie zarobi na pracowniku, to będzie dążył do zlikwidowania jego stanowiska. Warto więc sprawdzać realną, rynkową wartość swojej pracy, w czym pomagają dane GUS, raporty płacowe i oferty pracodawców, którzy niekiedy określają wysokość wynagrodzenia. Warto też wyciągać wnioski z doświadczeń z poprzednich kryzysów, pamiętając, kogo się wtedy najpierw zwalnia.

Kogo?

Najsłabszych i... najdroższych. Tak więc windowanie oczekiwań płacowych jest obosieczną bronią. Ale każdy z nas ma prawo do samorealizacji. Relacje zawodowe są przecież kontraktem dwóch dojrzałych stron i każda z nich może w pewnej chwili odstąpić od umowy. Jeśli mamy okazję zmienić pracę na lepszą, taką, która zapewni nam rozwój i w której więcej zarobimy, korzystajmy z okazji. Powtarzam to również moim pracownikom. Zwracam im tylko uwagę, by sprawdzili, czy ktoś, kto oferuje im dwa razy więcej, faktycznie tak zrobi.

Są pułapki?

Zdarza się, że pracownik podaje kwotę netto, którą chce dostać, a pracodawca traktuje to jako kwotę brutto, którą wpisze do umowy o pracę. Tutaj jest najwięcej nieporozumień.

Negocjując wynagrodzenie, lepiej nie podawać wysokości swoich dotychczasowych zarobków?

W USA wprowadzono już zakaz pytania kandydata o jego historię wynagrodzeń. U nas takiego zakazu nie ma, ale nie musimy też odpowiadać konkretnie.

Czy raporty płacowe – tam zwykle patrzymy na górną kwotę widełek – sprzyjają śrubowaniu oczekiwań?

Nie sądzę. W ankietach mamy raczej tendencję do zaniżania swoich zarobków o 10–20 proc., pomijając fakt, że w ogóle nie wliczamy do nich wartości otrzymywanych benefitów. Raporty przedstawiają aktualną rzeczywistość, która za kilka lat może się zmienić. Na przykład 20 lat temu wysokie wynagrodzenia na tle innych mieli księgowi, a lekarze byli marnie opłacani. Dzisiaj to lekarze często świetnie zarabiają, a płace księgowych specjalnie nie rosną. Rzeczywistość decyduje o tym, że szukając pracy, jesteśmy skłonni przyjąć ją za niższe wynagrodzenie, niż chcemy. Jeśli jednak to do nas odzywa się rekruter, wtedy chcemy zwykle poprawić swoją sytuację. I słusznie! Bo dlaczego nie skorzystać z takiej szansy?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL