fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory we Francji

Emmanuel i Brigitte Macron: Miłość podbija Pałac Elizejski

Między Emmanuelem a Brigitte jest taka sama różnica wieku jak między Melanią a Donaldem. Ale o ile Macronowie wydają się być bardzo bliscy sobie, o tyle Trumpowie takiego wrażenia nie sprawiają.
AFP
24 lat starsza od prezydenta Brigitte Macron daje przykład kobietom, którym konwenanse odbierają szczęście.

Nad Sekwaną nazywa się je „cougar" (puma). To panie, które jak główna bohaterka emitowanego kilka lat temu amerykańskiego serialu „Cougar Town" odchowały dzieci, mają ustabilizowaną pozycję zawodową i chcą zacząć drugie życie u boku o 10 lub 20 lat młodszego partnera.

– Do tej pory to był wciąż temat nieco wstydliwy, wiele takich kobiet czuło się z partnerem na ulicy nieswojo. Gdy mężczyzna ma o wiele młodszą żonę, to jest normalne, ale w drugą stronę to już tak nie działa. Teraz to się może trochę zmieni – mówi „Rz" Sandrine, działaczka broniącej równości praw kobiet i mężczyzn organizacji Cause des Femmes (boi się podać nazwisko).

Gdy w 2007 r., po dziesięciu latach szykan rodziców, znajomych, kolegów z pracy Emmanuel Macron dopiął swego i wziął w Le Touquet ślub ze swoją byłą nauczycielką języka francuskiego i teatru, przyznał zebranym na weselu przyjaciołom: może nie jesteśmy parą typową, normalną, ale jesteśmy parą, która naprawdę istnieje.

W murach Pałacu Elizejskiego będzie to prawdziwsze niż gdziekolwiek indziej. Dotychczasowi prezydenci ulegali konwencji, jaką narzucało wciąż machistowskie społeczeństwo. Ale czy byli z tym szczęśliwi? François Mitterrand już wiele lat przed przejęciem prezydentury utrzymywał tylko sporadyczne kontakty z oficjalną żoną Danielle. Jacques i Bernadette Chirac żyli w osobnych apartamentach, Nicolas Sarkozy zaraz po wygranych wyborach rozwiódł się z Cecilią Ciganer, z którą przez całą kampanię trzymał się za rękę. François Hollande zaś porzucił matkę czwórki własnych dzieci Segolene Royal, aby po cichu wyjeżdżać na skuterze do Julie Gayet. Dziś para dawno nie istnieje, od kiedy Hollande stracił szanse na reelekcję, najwyraźniej przestał być atrakcyjnym partnerem dla 19 lat młodszej, ślicznej aktorki.

Z parą prezydencką, która wprowadzi się w niedzielę do Pałacu Elizejskiego, jest inaczej. – Brigitte jest po części mną samym i odwrotnie. Dla mnie ona jest czymś fundamentalnym – mówił w minionym tygodniu Macron dla „Paris Match".

Francuska telewizja uchwyciła moment, kiedy po dwóch godzinach na stojąco Emmanuel wyszedł z kluczowej debaty telewizyjnej przed pierwszą turą. Wciąż w formie, poprosił jednak współpracowników o „czekoladę lub coś podobnego". Ale Brigitte, dla której odżywianie ma kluczowe znaczenie, natychmiast sprawę ucięła: „Nie będziesz jadł tych świństw!".

U boku męża na wszystkich etapach walki o prezydenturę, nie mieszała się w program polityczny kandydata En Marche! Ale zapewniła mu znakomitą higienę życia, równowagę, bez której zapewne nie zostałby najmłodszym przywódcą Francji od Napoleona.

Zawsze uśmiechnięta, z dystansem do siebie („On musiał zostać prezydentem teraz, bo w 2022 r. moja twarz nie pozwoliłaby mu wygrać" – żartowała) w końcu stała się atutem, a nie obciążeniem dla Emmanuela Macrona.

– To jest piękna historia miłosna – przyznaje „Rz" Pierre-Jerome Henin, były rzecznik Sarkozy'ego.

Sprawę różnicy wieku Macronów próbowała rozegrać Marine Le Pen. W debacie telewizyjnej 3 maja, gdy jej konkurent punktował absurdy programu gospodarczego Frontu Narodowego, rzuciła: – Widzę, że chce pan bawić się ze mną w nauczyciela i ucznia. Ale mnie akurat to nie kręci!

Ale ta debata okazała się dla Le Pen katastrofą, która odwiodła od niej nawet trzy miliony potencjalnych, bardziej umiarkowanych wyborców.

– Wszyscy Francuzi wiedzą o ich związku, ale nie jest to dla nich problemem. Jesteśmy znacznie nowocześniejszym społeczeństwem od polskiego. Każdy robi, na co ma ochotę. Nie sądzę nawet, aby z tego powodu na Macrona głosowało więcej kobiet – mówi „Rz" Daniel Cohn-Bendit, przywódca rewolucji obyczajowej z maja 1968 r., która obaliła konserwatywny model społeczeństwa epoki De Gaulle'a.

Pod wpływem Brigitte Macron marzy, aby połowa list kandydatów En Marche! w wyborach parlamentarnych została zarezerwowana dla kobiet. Być może to także kobieta będzie nową premier Francji.

– Spodziewam się, że przeforsuje takie reformy obyczajowe, jak prawo dla małżeństwa lesbijek do posiadania dzieci poczętych in vitro – mówi „Rz" Jean-Thomas Lesueur z instytut Thomasa More'a w Paryżu.

Macron chce także, aby jego żona jako pierwsza uzyskała w Pałacu Elizejskim formalny status pierwszej damy, miała oficjalne obowiązki. – Republika nigdy jej nie opłacała i opłacać nie będzie. Ale wszędzie jesteśmy razem, tak funkcjonujemy i tak pozostanie – mówi.

Gwiazda pop Madonna na Instagramie napisała w poniedziałek: „Śmieszny szczegół: nowa pierwsza dama jest o 24 lata starsza od swojego męża i Francuzi zdają nic sobie z tej różnicy nie robić i nie domagają się, aby Brigitte zachowywała się jak „kobieta w swoim wieku". Vive La France!"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA