fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory we Francji

Turowski: Prezydent Macron

Fotorzepa, Robert Gardziński
Co prawda w drugiej turze jest jeszcze kandydatka Frontu Narodowego Marine Le Pen, ale jej szanse na końcowy sukces są niewielkie – pisze publicysta.

"Macron President" – takie hasło skandowali zwolennicy najbardziej prawdopodobnego przyszłego prezydenta Francji. Co prawda w drugiej turze jest jeszcze kandydatka Frontu Narodowego Marine Le Pen, ale jej szanse na końcowy sukces są niewielkie. I nie chodzi tu tylko o matematyczne wyliczenia, choć i te stawiają Emmanuela Macrona w roli faworyta. Zarówno bowiem François Fillon, jak i Benoit Hamond już poprosili swoich wyborców, żeby w drugiej turze oddali swe głosy na Macrona. Od takiej deklaracji wstrzymał się inny poważny kandydat w pierwszej turze Jean-Luc Melanchon, ale czegóż można się spodziewać po kryptokomuniście...

Jednakże inny szczegół przykuł moją uwagę i wzmocnił me przekonanie, że Francja już wybrała. Otóż nigdy nie było tak, iż zwycięski w pierwszej turze kandydat na prezydenta każe czekać na swoje przemówienie ponad dwie godziny, ba, jedzie ze swego sztabu wyborczego do miejsca zgromadzenia sympatyków jego partii w asyście kamer telewizyjnych i obstawie policyjnej. Ten przywilej przysługuje tylko głowie państwa albo przyszłej głowie państwa.

Francja już symbolicznie wybrała. Komentatorzy podkreślają oczywiście, że kampania przed drugą turą wyborów będzie ostra. I zetrą się w niej poglądy pro- i antyeuropejskie, poglądy realizmu gospodarczego z populizmem, patriotyzm (jak podkreśla sam Macron) z nacjonalizmem.

I będą to z całą pewnością tematy zasadnicze. Czy Macron potrafi wyjść z tych debat zwycięsko? Sądząc po jego spokojnym i wyważonym przemówieniu po pierwszej turze, potrafi. Jednakże inne pytania zaprzątają dzisiaj już głowy Francuzów. Jakim prezydentem będzie Macron?

Jeden ze znajomych Francuzów zwrócił mi uwagę na fakt, że w otoczeniu Macrona jest już dziś wielu byłych ministrów z rządu Hollande'a. Czy zatem nowy prezydent postawi na starą gwardię? Byłby to dość istotny błąd, albowiem głównym atutem Macrona jest jego świeżość, młodość i niezależność od „usankcjonowanych" przez dziesięciolecia układów politycznych.

Pierwsza tura wyborów pokazała właśnie totalną klęskę starych partii politycznych. I prawica, i lewica (w klasycznym rozumieniu tych pojęć) przestały się liczyć. Tak, ale tylko w wyborach prezydenckich. Na początku czerwca czekają Francję wybory parlamentarne i tu preferencje Francuzów mogą się okazać zgoła odmienne, a prezydent będzie musiał utworzyć rząd z większości parlamentarnej. Zaplecze polityczne Emmanuela Macrona jest mało znane, tworzone zaledwie od roku. Kto zatem zdominuje Assemble National? To jest pytanie zasadnicze dla przyszłości Francji i Europy.

Która partia, które ugrupowanie przedstawi najbardziej realistyczny i optymalny program gospodarczy, program możliwy do zaakceptowania przez samych Francuzów? To musi być swoiste połączenie wody z ogniem, albowiem ma to być program reform skutecznych, zmniejszających bezrobocie i zadłużenie państwa, ale jak najmniej bolesny dla obywateli. To musi być program zapewniający możliwie największe bezpieczeństwo, ale nienaruszający dotychczasowych swobód obywatelskich. To musi być program nowoczesnej edukacji, ale realizowany bez zbytniego wysiłku.

Kto to przedstawi najlepiej i kto jest w stanie taki program zrealizować? Na te pytania nikt jeszcze nie zna odpowiedzi. Dziś wiemy tylko jedno we Francji. Oto idzie nowe, idzie młodość i tyle... Reszta jest przyszłością. Ale skoro młody Justin Trudeau daje radę w Kanadzie, to czemu nie Emmanuel Macron we Francji!

Autor jest dziennikarzem, działaczem Solidarności. Współpracował z „Le Figaro" i paryską „Kulturą".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA