fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory samorządowe 2018

Domagalski o wadze urzędu Państwowej Komisji Wyborczej

AFP
Przygotowania, kampania i same wybory pokazały jak ważny jest urząd Państwowej Komisji Wyborczej, do tej pory raczej niedoceniany.

Wprawdzie na pełne podsumowania kampanii jest nieco za wcześnie, ale wydaje się, że Państwowa Komisja Wyborcza kierowana przez doświadczonego najpierw adwokata, a potem sędziego TK Wojciecha Hermelińskiego zdała egzamin w tych logistycznie najtrudniejszych wyborach.

Obawy przed popełnieniem fałszerstwa wyborczego czy wykroczenia związanego ze stawianiem krzyżyka, naruszeniem ciszy wyborczej (która stała się nie tylko prawnym wymogiem, ale i tradycją), zostały rozwiane.

Pojawił się jednak nowy, moim zdaniem wydumany, problem związany z RODO. Cóż to bowiem za tajemnica czy sąsiad zagłosuje?

W moim lokalu o 9.30 byłem pierwszy spośród 30 sąsiadów, co zauważyłem bez trudu, zanim pani nałożyła nakładkę na listę. Cóż to zresztą za informacja? Za godzinę, nie wspominając już o godzinach wieczornych – będzie nieaktualna.

Piszę o tym, abyśmy w drobiazgach nie gubili spraw ważnych.

Takich chociażby jak broszury, których tym razem na szczęście nie było, a które, jak wiele wskazuje, wykrzywiły wolę wyborców na Mazowszu w poprzednich wyborach. Należałoby się też przyjrzeć, czy nie są zbyt sformalizowane przepisy umożliwiające wpisanie się na listę wyborczą w miejscu zamieszkania i czy nie należy ułatwić osobom niedołężnym lub takim, które nagle zachorują, zagłosowania przez osobę najbliższą.

Pilnego uporządkowania wymaga kwestia kandydowania (niekandydowania) osób skazanych (przypadek nie tylko Łodzi). Nie uciekniemy też od kwestii uporządkowania rozdętej i kosztownej struktury samorządu w stolicy i szerzej – ogromnej liczby radnych w ogóle, zwłaszcza że gminy mają niezależnych wójtów, burmistrzów.

Duża władza, duże pieniądze i duże konfitury, np. miejsca pracy w samorządach, sprawiają, że ta kampania nie mogła być inna niż polityczna. Strona rządowa i opozycja zaangażowały ostro w kampanię swych liderów, ale my wyborcy chyba po raz pieszy zrozumieliśmy, jak wiele od samorządów zależy. Kampania była intensywna i ostra, ale zważywszy na zaostrzenie politycznej retoryki w Polsce w ogóle i swobodę, jaką daje internet, wydaje się, że była do zniesienia, choć np. w stolicy się zaczęła, zanim ogłoszono termin wyborów. Być może właśnie dzięki jej intensywności, internetowi i podziałowi mediów na segment prorządowy i krytyczny wobec rządu, wyborcy dowiedzieli się znacznie więcej o kandydatach, zwłaszcza na prezydentów czy burmistrzów większych miast, oraz poznali propozycje komitetów wyborczych – zarówno partyjnych, jak i bezpartyjnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA