Nie mamy w „Rzeczpospolitej" obyczaju wskazywania naszych preferencji wyborczych wprost. Nawet w tak kluczowych wyborach, kiedy rozstrzyga się przyszłość Polski, indywidualną decyzję uznajemy za sprawę sumień naszych Czytelników, pozostając zarazem w przekonaniu, że będzie ona racjonalna.
Niemniej przestrzeń między profesjonalizmem redaktora niezależnej gazety a poglądami świadomego obywatela daje miejsce na prezentację oczekiwań i życzeń związanych z głową państwa. Dla mnie najważniejsze jest, by przyszły prezydent kierował się fundamentalnymi wartościami, takimi jak państwo, naród, wolność i demokracja, a nie polityczną kalkulacją. Nie może w ciemno podpisywać ustaw podsyłanych przez większość sejmową, ale nie może też kontestować każdego pomysłu rządu. Polsce potrzeba prezydenta, który kieruje się racją stanu, a nie interesem partyjnym, choćby partię, z której się wywodzi, uznawał za najlepszą na świecie.