Widziane z regionu

Niespodziewana zmiana miejsc

Marszałek Adam Struzik obronił swoją pozycję.
Fotorzepa/JerzyDudek
Platforma i Nowoczesna mówią o korupcji, PiS – o dobrych decyzjach na rzecz regionów. Walka o władzę w sejmikach wojewódzkich była nie mniej emocjonująca niż kampania wyborcza.

Lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi przewidywał, że sukcesem dla opozycji będzie utrzymanie władzy w ośmiu sejmikach. Tuż po wyborach wydawało się, że Koalicja Obywatelska poradzi sobie nawet lepiej. Ale ostatecznie – za sprawą wydarzeń z Dolnego i Górnego Śląska – przewidywania Schetyny się sprawdziły.

Wynik 8:8 dla polityków PiS, z którymi rozmawialiśmy, to powód do słabo skrywanego tryumfu. Trudno się dziwić. Przed wyborami samorządowymi politycy PiS rządzili tylko w jednym sejmiku – na Podkarpaciu. Teraz zwiększyli swój stan posiadania m.in. o ważne regiony na południu i wschodzie Polski.

Teraz czas na konsekwencje polityczne. – Zarówno PO, jak i PSL będą mieć problem ze strukturami. To nie będzie proces natychmiastowy, ale w końcu zacznie być widoczny – przewiduje w rozmowie z nami jeden z wpływowych polityków PiS. O co chodzi? O proces, w którym stopniowo „oczyszczane" z działaczy Platformy i PSL będą kolejne instytucje i agendy w przejętych przez PiS województwach. To – zdaniem PiS – doprowadzi do poważnych napięć w partiach opozycyjnych.

PiS liczy, że rozczarowani działacze PSL mogą doprowadzić za kilka miesięcy do zmiany lidera partii. To właśnie ludowcy mogą w ostatecznym rozrachunku stracić najwięcej samorządowych posad. Nie tylko oni jednak.

Wolta Kałuży wstrząsa Śląskiem

Najbardziej dramatyczny przebieg tzw. III tury wyborów był na Śląsku. Tam miała powstać koalicja PO, Nowoczesnej, PSL i SLD. Z przewagą jednego mandatu województwem nadal miał rządzić Wojciech Saługa z PO. Odpowiednie dokumenty zostały nawet podpisane. Ale województwem rządzi PiS.

Wszystko za sprawą wolty jednego z radnych należących do Nowoczesnej, Wojciecha Kałuży. Niespodziewanie dla PO i Nowoczesnej Kałuża podpisał „programowe" porozumienie z PiS. Stało się to chwilę przed sesją sejmiku, która miała wyłonić nowe władze.

Na Śląsku decyzja Kałuży – który należał do Platformy, zanim przeszedł do Nowoczesnej w 2015 roku – wywołała szok. – Wojciech krytykował PiS bardzo ostro. Nigdy nie dawał żadnego znaku, że mógłby się z nimi porozumieć. Jeszcze w poniedziałek widziałam się z nim. Nic nie zdradzało, że mógłby się dogadać z PiS. Myślę, że musieli dać mu bardzo dużo. Można się tylko domyślać, o co chodziło. Zdradził, oszukał i okłamał swych 20 tysięcy wyborców – mówi „Życiu Regionów" szefowa Nowoczesnej na Śląsku Monika Rosa.

Wolta Kałuży wywołała też rozliczenia w samej Koalicji. Platforma Obywatelska zaczęła obwiniać Nowoczesną za rekomendację Kałuży.

W mediach zaczęły krążyć coraz bardziej skomplikowane teorie, dlaczego tak się stało. Na Twitterze niektórzy politycy PO krytykowali decyzje Nowoczesnej, a przede wszystkim szefową regionu Monikę Rosę i sekretarza generalnego Adama Szłapkę. Nowoczesna wskazywała, że pierwszy kandydat na jedynkę z okręgu Kałuży – regionalny aktywista Łukasz Kohut – nie został zaakceptowany przez PO ze względu na zaangażowanie w projekt Roberta Biedronia. Wtedy pojawiły się inne kandydatury.

Sam Kałuża w rozmowie z portalem niezależna.pl (jedynej od chwili swojej decyzji) stwierdził, że to Platforma chciała, by był jedynką do sejmiku. „Ja się od nich wywodziłem i dla nich wygodniej było, gdybym ja był kandydatem niż kandydat stricte Nowoczesnej" – powiedział.

Decyzja Kałuży wywołała ogromne emocje. W Żorach – skąd pochodzi – odbyła się nawet demonstracja przeciwko jego decyzji z udziałem polityków PO i Nowoczesnej.

Starcie o Dolny Śląsk i Mazowsze

Również na Mazowszu zabiegi PiS o przejęcie województwa były bardzo intensywne. Jak wynika z informacji podawanych przez portal Onet, politycy PiS próbowali przekonać do zmiany barw klubowych jednego z radnych PSL Leszka Przybytniaka. Propozycja miała dotyczyć stanowiska wiceszefa resortu rolnictwa. Do transferu jednak nie doszło i na Mazowszu – po skomplikowanych rozmowach koalicyjnych – nadal rządzi Koalicja Obywatelska i PSL. Marszałkiem województwa pozostał Adam Struzik z PSL. To kluczowe województwo dla ludowców.

Dużo lepiej poszło PiS na Dolnym Śląsku. Negocjatorem był szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. – To polityk, który robi wrażenie swoim profesjonalizmem i przygotowaniem – chwali Dworczyka jeden z naszych rozmówców z Dolnego Śląska znających przebieg negocjacji. Dworczyk to jeden z najbardziej zaufanych ludzi premiera Mateusza Morawieckiego.

Rozmowy toczyły się z Bezpartyjnymi Samorządowcami – komitetem samorządowców skupionym wokół prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego, który to komitet w województwie dolnośląskim zdobył sześć mandatów. PiS ma ich 14, PO – 13, dwa mandaty przypadły liście Rafała Dutkiewicza, po jednym PSL i SLD.

To sprawiło, że Bezpartyjni mogli dyktować warunki koalicjantowi. Ostatecznie koalicję zawarli z PiS. Rozmowy toczyły się też z Koalicją Obywatelską. Jednym z elementów porozumienia jest obniżenie podatku miedziowego – jednej z kluczowych spraw dla Dolnego Śląska. Cezary Przybylski pozostanie marszałkiem województwa. Podobnie jak w przypadku Śląska politycy Koalicji Obywatelskiej mówili o politycznej korupcji. Utrata władzy na Dolnym Śląsku jest szczególnie bolesna dla wywodzącego się z tego regionu Grzegorza Schetyny, lidera Platformy.

Po zaskakującym buncie radnych PiS w woj. podlaskim przewodniczącym sejmiku został Karol Pilecki z Koalicji Obywatelskiej. PiS po wewnętrznych napięciach udało się wprawdzie wybrać swojego kandydata na marszałka, ale nie obyło się bez poważnych tarć w samych strukturach i na linii z Nowogrodzką. To sytuacja, która mocno zaskoczyła władze partii.

Przed pierwszą sesją sejmiku w województwie łódzkim w klubie PiS również były poważne napięcia. Ostatecznie wszystko poszło po myśli Nowogrodzkiej.

Opozycja czeka na kolejne wybory

Politycy opozycji nie mają zbyt wielkiego pola manewru, gdy zostały wybrane nowe władze sejmików i zmiana układu sił jest w najbliższym czasie mało prawdopodobna. Ale rozmawiając z politykami Koalicji Obywatelskiej czy PSL, można się często spotkać z opinią, że sytuacja m.in. na Dolnym Śląsku utrzyma się jedynie do wyborów parlamentarnych jesienią przyszłego roku. Wtedy sytuacja miałaby się odwrócić, jeśli chodzi o możliwości negocjacyjne Koalicji Obywatelskiej.

Dla PiS przejęcie sejmików to okazja do zaprezentowania korzyści wynikających z „synergii" między władzą samorządową i centralną. To było jedno z haseł kampanii wyborczej Zjednoczonej Prawicy. W najbliższym czasie okaże się, na ile skutecznie PiS będzie przekonywać mieszkańców regionów, że opłacało się głosować na partię rządząca. To będzie mieć znaczenie w wyborach w 2019 roku.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL