fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

W obronie Koreańczyków z Północy

Rafał Tomański
Fotorzepa/ Krzysztof Skłodowski
Po artykule o Koreańczykach z Północy zatrudnianych w Polsce (Gazeta Wyborcza z 12 kwietnia br.) sprawa spotkała się z zainteresowaniem obywatelskich. Partia Razem zdecydowała się nagłośnić sprawę wyzysku i zaprotestować przeciwko wykorzystywaniu obywateli reżimu, którzy nie mogą walczyć o swoje prawa. W miniony piątek o godz. 12 na warszawskim Wilanowie przy al. Wilanowskiej zorganizowano demonstrację oraz wygłoszono oświadczenia odnośnie sytuacji robotników z Północy.

„Twój dom budują niewolnicy”, „Tu się wspiera Kim Dzong Una” oraz „Dyktatura  wyzysku” — pod takimi hasłami partia Razem protestowała przed biurem sprzedaży osiedla Oaza Wilanów. Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi kontrolę na budowie, Straż Graniczna także przeprowadza działania sprawdzające poprawność wymaganych procedur.

Polska jest jedynym krajem w UE poza Maltą, który posiada umowy z Koreą Północną pozwalające na zatrudnianie jej obywateli. Dzieje się tak, mimo że umowy te stanowią bezpośrednie ekonomiczne wsparcie zbrodniczej dyktatury Kim Dzong Una. Koreański reżim wysyła swoich obywateli za granicę niczym towar, a potem ograbia ich z pensji zarobionych w Polsce.

Najgorszym w całej sytuacji pozostaje fakt całkowitej zgodności załatwianych pozwoleń, wiz i kontraktów dla sprowadzanych pracowników. Rysa na całym obrazie pojawia się dopiero, gdy okazuje się, że kwoty gwarantowane w umowach nie trafiają do samych Koreańczyków, ale finansują rząd w Pjongjangu. Obywatele nie mogą bronić swoich praw, a ich władza wykorzystuje ich do finansowania swojej działalności i obchodzenia coraz ostrzejszych sankcji nakładanych przez ONZ. Na pierwszej linii rażenia wydają się znajdować polscy przedsiębiorcy, m.in. wspominani deweloperzy z warszawskiego Wilanowa, jednak sprawa zatacza szersze kręgi. Winę za niekorzystne warunki, które spotykają obywateli Północy, ponosi północnokoreański system podtrzymujący warunki zasługujące na miano nowoczesnego niewolnictwa. Wyjściem z sytuacji - zanim oczywiście reżim zmieni zdanie i przestanie czerpać korzyści ze swoich ludzi pracujących na jego rzecz za granicą - pozostaje uświadomienie polskich przedsiębiorców, do jakiego rodzaju działalności przykładają się wpuszczając na teren swoich budów, stoczni, sądów i fabryk ludzi z tego konkretnego kraju. Nawet, jeżeli jak w przypadku dewelopera z Wilanowa, sprawa teoretycznie pozostaje poza sferą zainteresowania Polaków, ponieważ to podwykonawcy z Korei Północnej zapewniają pracowników ze swojego kraju.

Lepiej czasem zatrzymać się w dążeniu do optymalizacji kosztów i zadbać o to, by tańsi fachowcy nie oznaczali dodatkowego cierpienia i wyzysku. Korea Północna prowadzi przedziwną politykę wobec własnych obywateli, na potrzeby podtrzymywania propagandy sukcesu potrafi inscenizować wywiady z amerykańskim CNN, by nawet za pośrednictwem dziennikarzy śmiertelnego wroga (sceny z niszczonym rakietami Pjongjangu Białym Domem i groźby pod adresem Obamy są na porządku dziennym) wybielać się w oczach świata. Po niedawnej ucieczce 12 pracownic jednej z restauracji znajdującej się w chińskim mieście Ningbo, Pjongjang twierdzi, że jego obywateli podejmują w desperacji protest głodowy ze względu na to, że... zostały porwane przez agentów Południa.

Czy Kim Dzong Un się na to zgadza, czy nie, Północ czekają zmiany. Ludzie, którym reżim patrzy na ręce przy każdej możliwej sytuacji, oglądają nawet ostatnie hity z telewizji Południa. Historyczny kongres partii rozpocznie się 6 maja i być może będzie towarzyszyć mu piąta próba atomowa - ostrzega przed tym nawet południowokoreańska prezydent. Przywódca przedstawia się jako dobry ojciec swojego narodu, ale rysy na z pozoru nieskazitelnym wizerunku podtrzymywanym przez propagandę stają się coraz bardziej widoczne. Dobrze jest zdawać sobie sprawę z realiów tej części świata, która trzyma swoich obywateli w szachu i działać tak, by pomagać Północy w dążeniu do otwarcia na świat, a nie podtrzymywać obecny stan rzeczy.

Administracja Kim Dzong Una szuka pieniędzy w każdym możliwym miejscu. Dodatkowe patrole kontrolują nieliczne samochody w stolicy i pobierają mandaty za niezawinione wykroczenia. Kongres musi mieć się z czego wyżywić, a Kim Dzong Un wciąż przybiera na wadze, gdy swoim ludziom nakazuje dodatkową odwagę przed nadchodzącym "trudnym marszem". W języku propagandy oznacza to głód, nowe sankcje ONZ robią swoje. Rejsowy samolot krajowej linii Air Koryo w środę 27 kwietnia odleciał do Bangkoku bez ani jednego pasażera na pokładzie. Lot JS253 kursuje do Tajlandii raz w tygodniu przez chińskie miasto Shenyang. Jednak nawet sam prezydent Chin podkreślał w ostatnich dniach, że dołoży wszelkich starań, by przestrzegać nowych sankcji na Koreę Północną.

W mieście Chongjin na północy kraju w dzień urodzin założyciela kraju, dziadka obecnego przywódcy, Kim Ir Sena, zniknęła ogromna flaga państwowa. W latach 80. ubiegłego wieku prezydent Choon Doo-hwan wyznaczył nagrodę miliona dolarów za przejęcie największej wówczas flagi świata z przygranicznego Kijong-dong. W niektórych miastach Północy co jakiś czas znajdowane są nawet wulgarne napisy pod adresem przywódców. Być może lepiej jest pójść drogą Xi Jinpinga i nałożyć na Północ szczelny parasol ograniczeń. Oszczędzi to sięgania po parasole ochrony atomowej pożyczane od sojuszników (Seul obawia się, że dotychczas nieograniczone poparcie Waszyngtonu może się skończyć, gdy wygra Donald Trumpl) lub tworzone na własną rękę. Północnokoreańska układanka jest niezmiernie skomplikowana, ale wciąż pod tym labiryntem kryje się reżim kruchy niczym domek z kart.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA