Ustrój i kompetencje

Zgoda na wycinkę drzew w granicy posesji musi uwzględniać interesy sąsiadów - wyrok WSA

Fotorzepa, Pasterski Radek PR Pasterski Radek
Zanim burmistrz zgodzi się na wycinkę drzew i żywopłotu rosnących w granicy posesji, musi mieć całkowitą pewność, do którego sąsiada one należą.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi uchylił zezwolenie na wycinkę drzew wydane wspólnocie mieszkaniowej.

Przeciwko usunięciu drzew na sąsiedniej posesji protestowała spółdzielnia mieszkaniowa. Chodziło o trzy brzozy, jeden świerk, żywopłot o powierzchni 92 mkw. oraz liczne drzewa owocowe. Wyciąć je chciała wspólnota mieszkaniowa, do której należał sąsiedni budynek. Otrzymała na to zezwolenie z urzędu miasta. W zamian miała posadzić 20 drzewek.

Mieszkańców spółdzielczego bloku zabolało, że nie byli stroną postępowania o wydanie zezwolenia na wycinkę. Część drzew i krzewów rosła bowiem na granicy między działkami. Poza tym, zdaniem spółdzielni, drzewa i żywopłot tworzyły naturalną barierę ochronną przed hałasem oraz spalinami samochodowymi. Postanowiła się bronić.

Zarząd spółdzielni wystąpił do burmistrza o wznowienie postępowania w sprawie wycinki. Tłumaczył, że nie brała ona udziału w postępowaniu nie z własnej winy (art. 145 § 1 pkt 4 kodeksu postępowania administracyjnego).

Burmistrz wznowił postępowanie, ale później odmówił uchylenia zezwolenia. Według niego w orzecznictwie i doktrynie ugruntowany jest pogląd, że stroną w tego rodzaju postępowaniu może być posiadacz nieruchomości oraz jej właściciel. W tym konkretnym przypadku wszystkie drzewa rosły na posesji wspólnoty mieszkaniowej, dlatego to ona była jedyną stroną postępowania. Spółdzielnia mieszkaniowa nie miała zaś prawa brać w nim udziału.

Spółdzielnia odwołała się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Łodzi. Nic jednak nie wskórała. Wniosła wówczas skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi, a ten ją uwzględnił.

Jego zdaniem sprawa nie została wnikliwie rozpatrzona. Okazuje się bowiem, że nie da się jednoznacznie ustalić przebiegu granicy, a tym samym przesądzić, że wszystkie drzewa rosną na posesji należącej do wspólnoty mieszkaniowej. Burmistrz i SKO, ustalając, czyją własnością jest działka, opierali się jedynie na ewidencji gruntów i budynków. A to za mało. Dlatego ich ocena była arbitralna, a nie obiektywna.

WSA nakazał raz jeszcze zająć się sprawą i należycie ją zbadać.

sygnatura akt: II SA/Łd 31/18

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: r.krupa@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL