fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Marek Domagalski: Najpierw zmiany ministrów, potem ich obowiązków

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Dopiero po zmianie na stanowiskach w rządzie, co się nieco odwleka, premier przypisuje, zapewne wcześniej uzgodnione, działy administracji, za które odpowiadają.

Na razie wszystko będzie po staremu.

W związku z zakażeniem Przemysława Czarnka, kandydata na szefa łączonych Ministerstw Edukacji Narodowej oraz Nauki i Szkolnictwa Wyższego, pojawiły się dwie kwestie prawne: czy można powołać go na ministra zdalnie i jakie zasady obowiązują w tym przejściowym okresie zmian w rządzie i w układzie ministerstw oraz czy dojdzie tu do jakiegoś zamieszania.

Czytaj także: Rządowy kociołek

Nie powinno. Po pierwsze, na razie urzędują dotychczasowi ministrowie i wykonują dotychczasowe obowiązki. Dopiero po ich odwołaniu i powołaniu nowych, a w niektórych przypadkach na nieco zmienione stanowiska, gdyż liczba ministerstw się zmniejsza, premier, zgodnie z ustawą o Radzie Ministrów, niezwłocznie po jej powołaniu – tutaj: powołaniu poszczególnych ministrów – ustala, w drodze rozporządzenia, szczegółowy zakres działania każdego ministra. Premier musi przy tym pamiętać o zachowaniu nadzoru nad określonymi „działkami" wskazanymi w ustawie o działach administracji rządowej. Może on przekładać je z jednego ministra na innego. W razie gdyby doszło do jakiejś luki czasowej, że któregoś z ministrów jeszcze nie ma, jego obowiązki wykonuje osobiście premier – co już się zdarzało.

Czy możliwe jest natomiast powołanie i zaprzysiężenie ministra zdalnie?

Konstytucja nie mówi tego wprost i trzeba ją wykładać. Jej art. 151 stanowi, że premier, wicepremierzy i ministrowie, obejmując urząd, składają „wobec prezydenta RP przysięgę". Kluczowe są w tym przepisie i przysiędze dwa zwroty: „obejmując urząd" i „wobec prezydenta", które znaczą, że ta szczególna czynność odbywa się wraz z objęciem urzędu (nie wcześniej i nie później). Po drugie, że zarówno minister, jak i prezydent muszą być w jednoczesnym kontakcie słownym i wzrokowym, minister składa bowiem oświadczenie „wobec prezydenta".

I tu konstytucjonaliści zaczynają się różnić. Zdaniem prof. Marka Chmaja z Uniwersytetu SWPS nie wchodzi w rachubę zdalne złożenie ślubowania lub nie przed prezydentem (ale np. przed którymś z jego ministrów), a tym bardziej wysłania roty ślubowania prezydentowi. Takie pomysły były, kiedy prezydent Andrzej Duda odmawiał zaprzysiężenia trzech sędziów TK, ale nigdy po nie nie sięgnięto. I trafnie, bo tam przeszkodą była niezgoda prezydenta, a bez niego nie byłoby przysięgi.

Z kolei prof. Ryszard Piotrowski z UW uważa, że nie ma przeszkód, by powołać chorą osobę czy na kwarantannie zdalnie na ministra, ale bezwzględnie przy obecności prezydenta przez niezawodną komunikację audio i wideo.

Wydaje się, że warunkiem takiego powołania powinno być, że minister byłby w stanie kierować obejmowanym resortem, tym bardziej powstającym z połączenia z dwóch, co wymaga ekstrapracy. Ponieważ jednak zdalne ślubowanie ministra mogłoby w przyszłości posłużyć choćby za pretekst do podważania jego powołania, byłoby lepiej, gdyby zaprzysiężenie odbyło się klasycznie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA