fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Polska chce budować europejski czołg

Shutterstock
Polska chce wziąć udział w projekcie budowy europejskiego czołgu. Ale apeluje też o dopuszczenie USA do unijnych projektów wojskowych.

W ciągu najbliższych miesięcy pojawi się kolejna, trzecia już transza wspólnych projektów w ramach tzw. PESCO, czyli strukturalnej współpracy UE w dziedzinie obrony.

PESCO powstało w grudniu 2017 roku i ma na swojej liście 34 projekty. Kolejne, trzecie już zaproszenie do składania ofert ma wyłonić następne projekty, które mogą liczyć na unijne dofinansowanie.

Polska nie zamierza na razie zgłaszać własnego projektu, ale zależy jej na tym, żeby pojawił się wspólny europejski czołg. – Jesteśmy zainteresowani czołgiem nowej generacji, wielokrotnie rozmawiałem o tym z ministrami Francji i Niemiec, bo te kraje mają swój projekt poza PESCO. Mam nadzieję, że zgłoszą go do PESCO, jest też projekt włoski – powiedział dziennikarzom w Brukseli Mariusz Błaszczak po spotkaniu ministrów obrony UE.

PESCO do tej pory zaakceptowało 34 projekty. Polska nie zgłosiła żadnego, ale uczestniczy w siedmiu, których liderami są inne kraje. Są to zintegrowany system bezzałogowych pojazdów lądowych (Estonia), system usuwania min podmorskich (Belgia), system obserwacji podmorskiej (Włochy), projekt europejskiego standardu dla radia wojskowego (Francja), jednostki szybkiego reagowania w razie zagrożenia cybernetycznego (Litwa), sieć centrów logistycznych (Niemcy) i projekt standardowych procedur dla ponadgranicznego transportu wojskowego.

Oprócz tego Polska jest obserwatorem w 11 innych.

Fakt, że nie mamy własnego projektu, może świadczyć o pewnym dystansie do całej inicjatywy, bo Polska jest ważnym graczem na rynku europejskim, biorąc pod uwagę zarówno wydatki na wojsko, jak i wielkość armii. A liderami projektów są nie tylko największe kraje, jak Francja, Niemcy, Włochy czy Hiszpania. Swoje inicjatywy mają jednak też takie kraje, jak Grecja, Belgia, Holandia, Bułgaria, Czechy, Słowacja, Litwa, Estonia czy Austria.

Projekty PESCO mogą liczyć na dofinansowanie z wartego 590 mln euro pilotażowego funduszu obronnego do 2020 roku. Prawdziwa rewolucja nastąpi później, bo w projekcie nowego budżetu na lata 2021–2027 na ten cel zarezerwowane jest 13 mld euro. Nigdy w przeszłości Unia nie finansowała przemysłu zbrojeniowego. Zmiana jest spowodowana coraz silniejszym przekonaniem, że UE musi posiadać własne zdolności obronne, musi dążyć do tzw. autonomii strategicznej, czego początkiem ma być wspólny sprzęt i próba unikania dublowania zdolności obronnych. Nowy fundusz ma finansować wspólne projekty, w których biorą udział przynajmniej trzy firmy z przynajmniej trzech unijnych państw członkowskich na etapie badań naukowych, a potem budowania prototypów, ich testowania i certyfikacji. Czyli w tej części cyklu tworzenia, gdzie ryzyko jest największe i najtrudniej może być ze znalezieniem finansowania komercyjnego.

Jeśli PESCO się rozwinie, to może doprowadzić do powstania autonomicznych europejskich zdolności wojskowych. A to nie podoba się USA.

Waszyngton z jednej strony bardzo naciska, żeby jego europejscy sojusznicy wydawali więcej pieniędzy na wojsko. Donald Trump grozi nawet zmniejszeniem zaangażowania USA w NATO, jeśli Europa nie zwiększy swoich nakładów. Ale jednocześnie bardzo nie chce, żeby stawała się ona konkurencją dla Stanów Zjednoczonych na rynku obronności. Dlatego Waszyngton od początku naciskał, żeby PESCO pozwalało na dopuszczanie do wspólnych projektów firm z państw trzecich.

Na razie jednak zostało to wykluczone, większość państw członkowskich bowiem uważa, że projekty finansowane przez Unię powinny być ograniczone wyłącznie do unijnych firm. Tym bardziej że, jak argumentują dyplomaci w Brukseli, USA stosują dokładnie takie same zasady: z budżetu amerykańskiego można finansować projekty wykonywane wyłącznie w USA przez amerykańskie firmy z amerykańskimi pracownikami.

Ale Waszyngton może liczyć na poparcie swoich postulatów przez Polskę. – NATO jest zasadniczym czynnikiem bezpieczeństwa, a PESCO ma być tylko jego uzupełnieniem. Dlatego do projektów powinny być dopuszczane te państwa trzecie, które należą do NATO, a nie są członkami UE – powiedział Błaszczak. Jak twierdzi, był to jeden z tematów rozmów w czasie osobnego spotkania ministrów państw Grupy Wyszehradzkiej z ministrami obrony Francji i Niemiec. – Nie jesteśmy odosobnieni w naszym stanowisku – skonkludował. Jednak na razie zmian w PESCO nie ma.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA