Reklama

Co pokazuje sprawa Rosjanki w orbicie Czarzastego? Ppłk Maciej Korowaj dla „Rzeczpospolitej”

Sprawa Swietłany Czestnych nie jest „aferą towarzyską” marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Pokazuje lukę systemową: jak łatwo człowiek osadzony w rosyjskim ekosystemie może wślizgnąć się we wrażliwe punkty polskiego życia publicznego – uważa ppłk Maciej Korowaj, były oficer wywiadu wojskowego.
Maciej Korowaj

Maciej Korowaj

Foto: Archiwum prywatne

Swietłana Czestnych, Rosjanka, która weszła w orbitę biznesową obecnego marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, a także jego żony, nie jest osobą zupełnie przypadkową, lecz znaną w rosyjskim establishmencie marszandką związaną z państwowym domem aukcyjnym. Czy może być ona związana z rosyjskimi służbami? 

Tego nie wiemy, ale sprawa Swietłany Czestnych jest tutaj nie tyle „aferą towarzyską” marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, ile czystym rysunkiem luki systemowej: jak łatwo człowiek głęboko osadzony w rosyjskim ekosystemie elit może wślizgnąć się we wrażliwe punkty polskiego życia publicznego, z pełną zgodnością z przepisami prawa, ale i przy kompletnym braku wyobraźni polskich polityków.

Skąd taki wniosek?

Czestnych latami budowała bezpieczną, „miękką” biografię: ekspertka od sztuki, główny ekspert Rosyjskiego Aukcyjnego Domu (RAD) w Petersburgu, książki o dawnych rezydencjach, obecność w branżowych mediach. RAD, w którym od lat pracuje, nie jest zwykłym antykwariatem – to federalny dom aukcyjny powołany decyzją rządu, narzędzie obrotu majątkiem państwowym, komunalnym i bankowym Federacji Rosyjskiej, głęboko wpięte w świat urzędników, bankierów, ludzi służb specjalnych na emeryturze. W takim środowisku granica pomiędzy „tylko biznesem” a wiedzą operacyjnie użyteczną dla państwa praktycznie nie istnieje: nazwiska, konflikty, apetyt na ryzyko, słabości – wszystko to spływa do struktur, które żyją z informacji.

Czytaj więcej

Kim naprawdę jest Rosjanka z biznesowej orbity Włodzimierza Czarzastego? Ustalenia „Rzeczpospolitej”

Wspomniał pan, że ma ona doskonałą historię biznesową i jest dobrze osadzona w środowisku rosyjskich elit. W pewnym momencie wchodzi w polską przestrzeń polityczną. Czy to może budzić wątpliwości?

Kiedy taka osoba pojawia się w Polsce – nie jako turystka, ale partnerka jednego z głównych polityków i inwestorka w hotel w Spale – opowieść z poziomu „romansu z Rosjanką” zamienia się w studium przypadku. Raport bieżący spółki Muza z 21 listopada 2019 r. opisuje warunkową umowę sprzedaży 25/140 udziału w nieruchomości w Spale za 2,5 mln zł brutto. To nie jest kieszonkowe, ale też nie jest suma, której nie może zgromadzić ktoś, kto przez dekadę obraca drogimi dziełami sztuki i obsługuje zamożnych kolekcjonerów; równie dobrze może to być skumulowany kapitał rodzinny, dochody z prowizji, wreszcie kredyt lub pożyczka. Z punktu widzenia kontrwywiadu ta kwota nie jest dowodem winy, ale jest sygnałem: tu trzeba zadać kilka prostych pytań o źródło środków i o to, co za tą transakcją stoi. Ja nie odpowiem na pytanie, czy te pieniądze były z FSB, ale moim zdaniem ignorowanie takiego sygnału jest nieodpowiedzialnością.

Czestnych pojawia się w strukturze własnościowej hotelu, gdzie odbywają się spotkania biznesowe i polityczne. W Spale znajdował się historyczny ośrodek prezydencki, bywają tam m.in. prezydenci, bo organizowane są dożynki. To nie jest zwykłe miejsce na polskiej prowincji.

Obaj wiemy, że świat służb nie działa na poziomie gazetowych eufemizmów. Jeżeli ktoś przez lata siedzi w rosyjskim środowisku elit – w instytucji takiej jak RAD, w orbicie ludzi z wielkimi pieniędzmi i dobrymi dojściami – to przy każdym wyjeździe, każdym poważniejszym związku za granicą, każdej większej inwestycji musi się liczyć z tym, że ktoś w Moskwie będzie chciał wiedzieć, co widzi, z kim rozmawia, jaką ma pozycję. To nie wymaga scenariusza filmowego: wystarczy miękka presja, „koleżeńskie” rozmowy, wspomnienie dawnych przysług. W tym sensie Swietłana Czestnych jest dla rosyjskich struktur idealnym nośnikiem rozpoznania: rozumie środowisko, w którym obraca się w Polsce, zna ludzi, słyszy ich rozmowy, czuje nastroje. Informacje, które dla niej są tłem życia towarzyskiego, dla służb są paliwem do oceny naszych elit.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Rzecznik o przeszłości prezydenta Nawrockiego: Niech Czarzasty poczyta artykuły

Jej wejście w spółkę rodziny Czarzastych wygląda z jednej strony dziwnie – bo po co ktoś z takimi kontaktami i takim zapleczem ma „udzialiki” w polskiej nieruchomości – a z drugiej strony aż nadto racjonalnie. To prawda, hotel w Spale to nie jest losowy pensjonat: to miejsce spotkań partyjnych, zjazdów, narad. Łączy w jednym punkcie świat polityki, biznesu i nieformalnych układów. Dla osoby z jej profilem nawet mniejszościowy udział jest czymś więcej niż inwestycją – jest biletem wstępu do kluczowego węzła kontaktów, legalnym pretekstem, by być „u siebie” tam, gdzie toczy się życie pewnej części klasy politycznej. Z perspektywy rosyjskiego aparatu bezpieczeństwa to idealna platforma: w razie potrzeby można korzystać z jej wiedzy i obserwacji pełnymi garściami, nie zostawiając żadnego śladu w rejestrach.

A może w tym przypadku mamy do czynienia z modelowym przykładem odgórnego plasowania osoby, która może dokonywać rozpoznania?

Z punktu widzenia przeciętnego człowieka, który interesuje się bezpieczeństwem państwa, ta sytuacja po prostu nie wygląda transparentnie. Z jednej strony słyszymy, że „wszystko odbywa się zgodnie z prawem”, z drugiej widzimy zdjęcia, relacje, raporty o dziwnych transakcjach, wzmianki o rosyjskich powiązaniach. Papier mówi, że jest porządek, ale intuicja – że coś tu nie gra. Ten rozdźwięk jest groźny, bo podkopuje zaufanie zarówno do klasy politycznej, jak i do samych służb: w oczach obywatela wszystko miesza się w jeden worek „oni coś kręcą”, niezależnie od tego, czy mówimy o kontrwywiadzie, czy o politykach zawieszonych w międzyczasie między PR‑em a realnym ryzykiem.

Nie mamy dowodów, że Czestnych jest związana z rosyjskimi służbami, ale czy nie powinniśmy potraktować tego przypadku w sposób szczególny, bo chyba pokazuje, jak łatwo można nawiązać relacje, które mogą budzić wątpliwości?

Sedno problemu leży głębiej – w tym, jak w Polsce myśli się o kontrwywiadzie. Przez dekady pokutuje obraz formacji ukształtowany przez komunizm: służba jako narzędzie opresji wobec własnych obywateli, jako „policja polityczna”, jako coś, przed czym przyzwoity człowiek się broni. Ten obraz został sprytnie przeniesiony w III RP – część elit odziedziczyła odruchową nieufność do wszystkiego, co ma w nazwie „kontrwywiad”, inne części nauczyły się używać tej nieufności jako paliwa politycznego. W efekcie mamy formację, która formalnie ma chronić państwo, ale której nie do końca się ufa, nie daje się narzędzi, a próby poważnej rozmowy o ryzykach zbyt łatwo są rozgrywane jako „polowanie na czarownice” lub „polityczne zlecenie”.

RAD nie jest zwykłym antykwariatem – to federalny dom aukcyjny powołany decyzją rządu, narzędzie obrotu majątkiem państwowym, komunalnym i bankowym Federacji Rosyjskiej, głęboko wpięte w świat urzędników, bankierów, ludzi służb specjalnych na emeryturze

ppłk. Maciej Korowaj, były oficer wywiadu wojskowego

Politycznie na tej aferze traci dzisiaj marszałek Czarzasty, ale być może wielu innych polityków lub biznesmenów też nie ma takiego swoistego „nosa kontrwywiadowczego”, aby eliminować sytuacje potencjalnie niebezpieczne dla państwa? Bo przecież rosyjski model budowania wpływów zakłada, że Kreml w celu osiągnięcia pożądanych efektów integruje zasoby militarne, cywilne, propagandowe oraz dyplomatyczne.

Jeśli ma się z tego narodzić cokolwiek dobrego, to wniosek powinien być prosty: trzeba zacząć ufać kontrwywiadowi jako instytucji państwa, która nie jest wrogiem obywateli, tylko ich tarczą. Prawdziwy, wolny, niezduszony polski kontrwywiad nie jest po to, żeby śledzić „nieprawomyślnych”, tylko po to, by w odpowiednim momencie powiedzieć politykowi: „Tu jest problem, tak nie wolno, musisz to przeciąć, bo inaczej otwierasz drzwi przeciwnikowi”. Żeby tak było, trzeba zmienić zarówno prawo, jak i mentalność: zbudować procedury, które wymuszają zgłaszanie wrażliwych relacji i inwestycji, dać służbom jasny mandat do ich badania, a klasie politycznej – świadomość, że przyjęcie tej kontroli nie jest hańbą, tylko elementem odpowiedzialności za państwo. Komunizm zostawił nam w tej dziedzinie pułapkę: nauczył elity bać się kontrwywiadu i wykorzystywać go wyłącznie jako narzędzie walki wewnętrznej. Jeśli z tej pułapki nie uciekniemy, każda kolejna Swietłana Czestnych będzie mogła bez większego trudu wejść w naszą „grę cieni” i grać w niej rolę, której nikt oficjalnie nie przyzna jej na papierze, a którą wszyscy zobaczą dopiero wtedy, gdy będzie już za późno.

Reklama
Reklama
Kim jest rozmówca

Maciej Korowaj

Podpułkownik rezerwy i analityk Instytutu Wschodniej Flanki. Absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Stefana Czarneckiego w Poznaniu, Uniwersytetu Adama Mickiewicza, Akademii Obrony Narodowej oraz Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodową służbę wojskową pełnił m.in. w 1. Dywizji Zmechanizowanej, 11. Dywizji Kawalerii Pancernej oraz Służbie Wywiadu Wojskowego. Specjalizuje się w zagadnieniach bezpieczeństwa oraz taktyce, operacji i strategii Białorusi, Rosji, Ukrainy. Wykładowca na Wydziale Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku. Ekspert Defence24

Wojsko
„Rzeczpospolita” ustaliła: Hełmy z czasów PRL ciągle w użytku w polskiej armii
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Wojsko
Płk Łukasz Paczesny: Co wiemy o szpiegu z MON. Poważne wątpliwości
Historia Polski
Witold Mędykowski: Twierdzenie, że polscy burmistrzowie byli odpowiedzialni za Holokaust, jest nieprawdziwe
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Wojsko
Ppłk Maciej Korowaj: Rosyjska rakieta Oresznik nie jest niewidzialna. Jak ją wykryć?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama