fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Brexit to zdarzenie przyszłe, niepewne i skomplikowane - komentuje Piotr Maciej Kaczyński

AdobeStock
Podawanie premier May kolejnej butli z tlenem oznacza także nowe wyzwania, takie jak obsada unijnych stanowisk zajmowanych przez Brytyjczyków czy budżet wieloletni na lata 2021–2027.

Wędrująca data wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przypomina odsuwanie nierozwiązanego problemu na później. Ostatnia Rada Europejska odroczyła werdykt wyjścia Zjednoczonego Królestwa do końca października, jakby podała premier May butlę z tlenem przy wejściu na ośmiotysięcznik: powoduje to głębokie nabranie powietrza i odetchnięcie na chwilę. Na chwilę, bo tak jak tlen w butli się skończy, tak nieprawdopodobne wydaje się wyjście w jakikolwiek sposób „uporządkowane". Ale podanie tlenu to kupienie czasu: czy go wystarczy, by zdobyć wierzchołek? Czy go wystarczy, by przekonać Izbę Gmin?

Czy jest sens wybierać

W takiej zmieniającej się i szybko ewoluującej rzeczywistości politycznej w Unii wszystkie instytucje unijne muszą dostosować się do czasu po brexicie. Wciąż nie mamy jasności, czy następny Parlament Europejski będzie liczył 705 czy 751 posłów, a także czy w Polsce wybierać będziemy 51 czy 52 posłów. Może się przecież zdarzyć to, co dziś uznajemy za mało prawdopodobne, że Izba Gmin zgodzi się na jakąś wersję porozumienia w sprawie uporządkowanego wyjścia. Na Wyspach rozpoczęła się już kampania do PE i z wielką pompą po kolejny mandat do Parlamentu Europejskiego ruszył zaciekły wróg Unii Nigel Farage.

Pytanie o sens wyborów do Parlamentu Europejskiego w Wielkiej Brytanii wygląda dziś tak: jaki jest sens wybierać posłów na Wyspach, skoro Wielka Brytania ma wyjść z Unii najpóźniej w październiku? Ale właściwe pytanie powinno brzmieć inaczej: czy na pewno Wielka Brytania wyjdzie z Unii w październiku? Może wyjście zdarzy się kiedy indziej, a może w ogóle? Wówczas wybieranie posłów na kadencję pięciu lat nie jest bezsensowne. Nikt dziś nie może dać żadnej gwarancji, że do brexitu dojdzie ani na jakich warunkach.

Przede wszystkim bez prezydencji

Dotychczasowe negocjacje z Brytyjczykami były ograniczone horyzontem wyborów europejskich. Ostatnia Rada Europejska oparła termin październikowy na końcu kadencji obecnej Komisji Europejskiej kierowanej przez Jeana-Claude'a Junckera. Tym samym wiadomo, że brytyjski komisarz Julian King nie utraci stanowiska z dniem wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, ale zakończy mandat wraz z końcem prac Komisji Junckera. Julian King jest następcą poprzedniego komisarza Jonathana Hilla, który zrezygnował po referendum w sprawie brexitu w 2016 r. King miał zajmować stanowisko komisarza tylko do czasu wyjścia i nie przejął dużej teki po Hillu (rynki finansowe), w zamian dostał mniejszą, acz ważną rolę w Komisji, w której zajmuje się tematami bezpieczeństwa, w tym cyfrowego. W ostatnich tygodniach spór chińsko-amerykańsko-europejski o Huawei jest przedmiotem prac ludzi pod jego kierownictwem.

To czy będzie następca Hilla, czy nie będzie, wynikało z tempa uzgodnień rządu w Londynie z parlamentem. Należy założyć termin październikowy za ewentualnie elastyczny, gdyby miało dojść do tzw. twardego brexitu.

Obecność Wielkiej Brytanii w Radzie UE i Radzie Europejskiej została ograniczona już w 2016 r., od kiedy Brytyjczycy nie uczestniczą we wszystkich pracach legislacyjnych (dotyczących przyszłych regulacji oraz w sprawie stanowiska UE w kwestiach związanych z brexitem). Zmieniono także kalendarz Rady tak, by usunąć zaplanowaną pierwotnie na 2017 r. prezydencję brytyjską. Była to pierwsza decyzja z wielu podjętych przez instytucje europejskie ustanawiająca rzeczywistość unijną bez Brytyjczyków. Proces wcale niełatwy, niemniej trwa po naszej stronie kontynentu od trzech lat.

Obecność w Radzie UE, mandaty posłów wybranych na Wyspach, a także komisarza są bezpośrednio połączone z obecnością Wielkiej Brytanii w UE. Tymczasem Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) stoi przed własnym wyzwaniem związanym z brexitem. Kwestia dotyczy wewnętrznej organizacji Trybunału i uczestnictwa w nim sędziów oraz rzecznik generalnej z Wielkiej Brytanii. Każde z nich jest nominowane według innych zasad i innego kalendarza.

Wydaje się, że nie będzie problemów z zakończeniem kadencji sędziego Trybunału Sprawiedliwości UE. Mandat sędziego Christophera Vajdy powiązany jest z obecnością Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Mandat sędziego sądu Iana Stewarta Forrestera kończy się w sierpniu 2019 r.

Tymczasem większy dylemat jest związany z obecnością rzecznik generalnej Eleanor Sharpston. Liczba rzeczników generalnych nie jest powiązana z liczbą państw członkowskich. Liczbę tę określa statut TSUE będący częścią traktatów. Wśród rzeczników nie ma zasady „jeden kraj – jeden rzecznik", jaka obejmuje m.in. innych niezależnych funkcjonariuszy, jak członkowie Komisji Europejskiej czy sędziowie Trybunału. Mandat rzecznik Sharpston wygaśnie w październiku 2021 r.

Pożądany inny paszport

W Trybunale w Luksemburgu zasiada obecnie 11 rzeczników generalnych. Ich prace koordynuje pierwszy rzecznik generalny Maciej Szpunar. Sześciu rzeczników pochodzi z sześciu największych państw UE, a pozostali są rotowani. Podczas niedawnej konferencji w Warszawie rzecznik Szpunar przyznał, że Trybunał mierzy się z dylematem, jaki wpływ będzie miał brexit na jego funkcjonowanie: „Po pierwsze, należy sobie zadać pytanie, czy brexit – na przykład w przypadku wyjścia Zjednoczonego Królestwa bez umowy – oznacza automatyczne wygaśnięcie mandatu brytyjskiej rzecznik. Wskazane byłoby, aby państwa członkowskie dokonały odpowiednich ustaleń, uwzględniających specyfikę funkcjonowania Trybunału. A po drugie, i na to pytanie również będą musiały odpowiedzieć sobie państwa członkowskie, czy stanowisko brytyjskie powinno przejść do rotacji".

Status rzecznika brytyjskiego Eleanor Sharpston to mała kwestia w większej puli spraw do rozwiązania w momencie wychodzenia Wielkiej Brytanii z UE. Jednak symptomatyczna, ponieważ pokazuje, że istnieją kwestie nierozwiązane po stronie europejskiej. Jeśli dojdzie do wyjścia bez porozumienia, to jest problem, który może być rozwiązany za pomocą decyzji Trybunału lub przez Radę UE. Dużo większy problem to kwestia statusu urzędników unijnych, którzy są obywatelami brytyjskimi. Wielu z nich w ostatnich latach ubiega się o paszport innego kraju UE, np. Belgii czy Luksemburga.

W takiej kwestii jak rzecznik generalna z Wielkiej Brytanii – gdy liczba rzeczników nie jest identyczna z liczbą państw członkowskich, ale liczba rzeczników jest przywiązana do narodowości sześciu najludniejszych państw UE – można wyobrazić sobie sytuację, gdy pani Sharpston jest zastąpiona przez inną osobę z kraju, który akurat nie ma rzecznika, a liczba państw najludniejszych, z których pochodzi rzecznik generalny, jest pomniejszona do pięciu.

Można sobie również wyobrazić, że liczba rzeczników z najludniejszych państw jest przedmiotem sporu. Bez Wielkiej Brytanii szóstym krajem jest Rumunia, która ma ok. 19,6 mln obywateli i jest o wiele mniejsza od Polski, a jedynie niewiele od siódmej Holandii (17 mln). Czy największych pięć, sześć czy siedem państw powinno mieć prawo do rzecznika generalnego?

Równie dobrze można sobie wyobrazić inne rozwiązanie. Pozostawienie pięciu stałych rzeczników, a wakat po Eleanor Sharpston wraca do rotacji na zakończenie kadencji w 2021 r. Na przykład obecnie nie ma rzecznika generalnego z Luksemburga. A pani Sharpston ponoć jest także obywatelem Wielkiego Księstwa...

Takie dylematy są w Luksemburgu. Być może duży dylemat o brexicie będzie trwał aż do 2021 r.? Wówczas i ten problem zostanie rozwiązany, a nominowany komisarz straci mandat podobnie jak posłowie wybrani na Wyspach. Tylko podawanie kolejnych butli z tlenem oznacza też nowe wyzwania, jak np. przyszły budżet wieloletni zaplanowany na okres 2021–2027. Jeżeli do brexitu w ogóle dojdzie. Po drodze będzie jeszcze kilka przesileń.

Najbliższe przesilenie już 26 maja.

Autor jest niezależnym ekspertem, autorem bloga o wyborach europejskich w Polsce https://2019euelectionspoland.com/ oraz członkiem zespołu ekspertów Team Europe przy Przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA