fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Eurosceptycy nie stracą dostępu do unijnych pieniędzy

AFP
Główne partie chciały pozbawić eurosceptyków dostępu do stanowisk i pieniędzy w Parlamencie Europejskim. Bez powodzenia.

Pod koniec maja odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Sondaże wskazują, że partie eurosceptyczne i te nienależące do głównego nurtu zyskają. Prawdopodobnie nie aż tyle, żeby zablokować chadekom, socjalistom i liberałom władzę w UE. Ale wystarczająco, żeby uzyskać więcej stanowisk w PE i więcej pieniędzy.

Dlatego trzy wspomniane frakcje zaproponowały zmianę regulaminu Parlamentu dotyczącą organizowania grup politycznych. Nie udało im się.

– PE odrzucił propozycję, która dawałaby większości prawo rozwiązania opozycyjnych grup. To głosowanie stanowi wielkie zwycięstwo obywateli nad tradycyjnymi partiami. Zmiany nie da się zatrzymać – oświadczył Fabio Massimo Castaldo, eurodeputowany włoskiego Ruchu 5 Gwiazd.

Zwolennicy tego rozwiązania wskazywali natomiast, że zmiany są konieczne, bo mamy do czynienia z patologiami. – Nie możemy pozwolić na tworzenie grup technicznych, których jedynym spoiwem jest budżet, jak np. EFDD – mówił Manfred Weber, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, największej frakcji w PE.

W obecnym systemie do utworzenia grupy politycznej potrzeba 25 eurodeputowanych z przynajmniej siedmiu państw UE, i to zazwyczaj ten drugi wymóg jest trudny do spełnienia. Mniejsze i mniej jednorodne grupy osiągają ten próg, szukając pojedynczych niezrzeszonych posłów. Np. Europa na rzecz Wolności i Demokracji (EFDD) to eurosceptyczna grupa stworzona przez brytyjską UKIP na czele z Nigelem Farage’em oraz włoski Ruch 5 Gwiazd.

Do tego dokooptowano kilkoro Francuzów oraz pojedynczych przedstawicieli Polski, Czech, Litwy i Niemiec. Grupa w ogóle się nie spotyka i oficjalnie przyznaje, że jej delegacje z różnych krajów nie mają ze sobą nic wspólnego. Ale tworząc frakcję, eurodeputowani są brani pod uwagę przy rozdzielaniu stanowisk, jej szef Nigel Farage zasiada w organie zarządzającym PE. Grupa – i to chyba najważniejsze – ma dostęp do dodatkowych funduszy.

Propozycję zmiany tej sytuacji zainicjował niemiecki socjalista Jo Leinen. Początkowo proponował wprowadzenie zasady, żeby nie więcej niż jedna czwarta członków grupy pochodziła z jednego państwa członkowskiego. Służby prawne PE stwierdziły jednak, że ograniczałoby to wolności poselskie. Leinen zaproponował zatem, razem z kolegami z grupy chadeckiej i liberalnej, żeby w razie rażącego braku takiej spójności większość PE mogła zdecydować o rozwiązaniu grupy. Tę propozycję odrzucono stosunkiem głosów 354 do 267. Za opowiedziały się grupy: chadecka, socjalistyczna i liberalna, przeciw była cała reszta.

Nie tylko eurosceptyczne grupy EFDD czy ENF (z Marine Le Pen), ale też proeuropejskie frakcje, jak komuniści i regionaliści oraz Zieloni. Poczuli oni, że ten zapis może być zagrożeniem dla każdej małej grupy. Przeszła natomiast propozycja, aby grupa polityczna informowała o swoim celu politycznym, a także, aby każdy jej członek składał deklarację „politycznej spójności”. Nie będzie to jednak w żaden sposób weryfikowane.

Według symulacji przeprowadzonych przez Fundację Konrada Adenauera w przyszłej kadencji PE więcej będzie reprezentantów ugrupowań skrajnych i eurosceptycznych, ale nie powinny one zagrozić ewentualnej większości tworzonej przez chadeków, socjalistów i liberałów. – Większość tworzona przez tradycyjne partie, jeszcze z uwzględnieniem Zielonych, może mieć 64 proc., a nawet 70 proc. w nowej kadencji – mówi „Rzeczpospolitej” Olaf Wientzek z fundacji.

Jego zdaniem partie skrajne będą miały mniejszą reprezentację, niż jeszcze niedawno wieszczono. Po pierwsze dlatego, że choć głośno o nich w niektórych krajach, jak ostatnio we Włoszech, to jest też wiele dużych państw UE, gdzie prym wiodą partie głównego nurtu, jak Hiszpania, Rumunia czy Niemcy. Po drugie, dojdzie co prawda trochę nowych ugrupowań, ale po brexicie PE straci znaczącą reprezentację eurosceptyków – torysów i zwolenników Farage’a. Wreszcie niektóre partie krajowe mogą jednak wiedzione głosem politycznego rozsądku dołączać w PE do frakcji głównego nurtu, które w Unii rządzą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA