fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Paweł Zalewski: Polska protektoratem dyktatora Orbana

Fotorzepa/ Tomasz Jodłowski
- Dzisiaj mamy protektorat węgierski - ocenił Paweł Zalewski, polityk PO, były przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, decyzję Komisji Europejskiej o uruchomieniu art. 7 traktatu unijnego wobec Polski. - Uzależnianie pozycji Polski od premiera (Viktora Orbana), który jest dyktatorem w swoim państwie (...) jest hańbą - powiedział w TVN24.

Komisja Europejska zdecydowała w środę o uruchomieniu art. 7 traktatu unijnego wobec Polski. Wiceszef Komisji Frans Timmermans, który poinformował o tej decyzji, podkreślił, że KE daje Polsce trzy miesiące na wprowadzenie rekomendacji dotyczących praworządności.

Art. 7.1 unijnego traktatu mówi, że na uzasadniony wniosek jednej trzeciej państw członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada UE (składająca się z przedstawicieli wszystkich państw członkowskich) większością czterech piątych, po uzyskaniu zgody PE, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych. Przed dokonaniem takiego stwierdzenia Rada wysłuchuje dane państwo, i stanowiąc zgodnie z tą samą procedurą, może skierować do niego zalecenia.

- To jest symbol tego, co zrobił PiS z polską polityką europejską: twierdził, że była na kolanach, a teraz już leży na łopatkach, dlatego że Polska walczyła i była tak naprawdę częścią sześciu największych państw, które podejmowały decyzje w Unii Europejskiej, dzisiaj staje się protektoratem Viktora Orbana - skomentował tę decyzję Paweł Zalewski. - To od Viktora Orbana zależy podjęcie kluczowej decyzji (...), jeżeli chodzi o interesy polskie - dodał.

Aby dany kraj mógł być objęty przewidzianymi w art. 7 sankcjami, w tym zawieszeniem prawa do głosowania na forum UE, zielone światło musi dać jednomyślnie szczyt unijny. Węgry jednak informowały, że nie poprą sankcji wobec Polski. Ewentualne sankcje, po jednomyślnej decyzji krajów UE na szczycie, uchwalane są przez kraje członkowskie większością kwalifikowaną.

Według byłego europosła w Polsce "dzisiaj mamy protektorat węgierski". - Uzależnianie pozycji Polski - dumnego, czterdziestomilionowego kraju - od premiera, który jest dyktatorem w swoim państwie, premiera sympatycznego historycznie kraju, ale dzisiaj wprowadzającego politykę autorytarną wewnątrz siebie, jest hańbą - stwierdził.

- Artykuł 7 grozi tym, że dane państwo traci prawo głosu w Radzie Europejskiej. Czyli mówiąc krótko nie będzie miało instrumentów realizowania swoich interesów. Problem polega na tym, że polski rząd nie prowadzi polityki europejskiej, tzn. przestał zabierać głos w jakiejkolwiek ważnej sprawie w Radzie Europejskiej dwa lata temu. Po prostu nie broni polskich interesów. - mówił Zalewski. -  Przykładem jest kwestia polskiego węgla, kwestia pracowników delegowanych, która była przecież załatwiona za (rządów) Platformy, a PiS, który się wycofał z obrony interesów Polski, dzisiaj pogrąża je, nie reprezentując, nie chroniąc - wyjaśniał.

- I teraz ta sankcja (artykuł 7 - przyp. red.) nie jest do niczego potrzebna. Bo polski rząd sam oddał pozycję Polski walkowerem - zrobiła to najpierw pani (Beata) Szydło, a dzisiaj zrobił to pan (Mateusz) Morawiecki, który nawet nie porozmawiał z nikim z członków Rady, bo wcześniej wyjechał do Polski na opłatek klubu parlamentarnego PiS, a potem nie wykonał żadnego telefonu, mimo że miał już nawet publiczne sugestie ze strony szefa Komisji Europejskiej pana (Jeana-Claude) Junckera, że czeka na telefon - mówił Paweł Zalewski.

- Jedyną osobą, która broni interesów Polski w Unii Europejskiej, jest Donald Tusk - ocenił polityk PO.

Źródło: rp.pl/ tvn24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA