fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Łukasz Kubot: Trzeba pokonać siebie

AFP
Łukasz Kubot i Brazylijczyk Marcelo Melo są w finale Masters po zwycięstwie nad parą Ryan Harrison (USA) i Michael Venus (Nowa Zelandia) 6:1, 6:4. Polak pierwszy raz zagra o ten prestiżowy tytuł. Dla pary Kubot - Melo to już dziewiąty finał w tym sezonie (wygrali sześć), najcenniejszy był triumf w Wimbledonie.

Mirosław Żukowski z Londynu

Przeciwnikami Kubota i Melo w niedzielnym finale (16.30 czasu polskiego) będą Fin Henri Kontinen i John Peers (Australia) lub Jamie Murray (Wielka Brytania) i Bruno Soares (Brazylia). Z tą ostatnią parą Polak i Brazylijczyk przegrali ostatni mecz w grupie, gdy mieli już zapewniony awans do półfinału.

Zwycięstwo nad triumfatorami tegorocznego turnieju Roland Garros i jedyną parą, która przeszła przez rozgrywki grupowe bez porażki, przyszło Kubotowi i Melo bez nerwów. Pierwszego seta wygrali łatwo, w drugim było już napięcie, ale przy stanie 4:4 nastąpiło jednak decydujące przełamanie serwisu i po chwili Kubot przy swoim podaniu zakończył mecz.

Po zwycięstwie Łukasz Kubot powiedział:

Zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie i najważniejsze, że piątkowej porażce podnieśliśmy się, położyliśmy wszystko na stół i wyciągnęliśmy wnioski. Na pewno ważne było to, że przed ostatnim meczem w grupie wiedzieliśmy, że czy wygramy, czy przegramy, to przejdziemy dalej. Ale wiadomo - to biznes, punkty, pieniądze, koncentrowaliśmy się na każdym spotkaniu. W piątek graliśmy ostatni mecz, w sobotę pierwszy i było mało czasu na odpoczynek. Półfinał dobrze ułożył się od początku, przełamaliśmy serwis rywali już przy pierwszej szansie, gdy serwował Ryan Harrison. Potem skoncentrowaliśmy się tylko na swojej taktyce. W drugim secie utrzymywaliśmy podanie, i my i oni mieliśmy szanse na przełamanie. Nam się to udało za drugim razem, w dziewiątym gemie. To był przełomowy moment meczu.

Cieszy nas to, że dzisiaj w dwóch setach pokonaliśmy przeciwników i zrewanżowaliśmy im się za przegraną we French Open. Dobrze mieć obok siebie mieć takiego zawodnika jak Marcelo Melo, który przez lata kończy sezon tutaj, turniejem mistrzów.

Gramy w Londynie, gdzie jest Wimbledon, najbardziej prestiżowy turniej świata, tu jest tenisowa tradycja. Ludzie przychodzą oglądać debla, bo można zobaczyć akcje serwis-wolej, które teraz bardzo rzadko się widuje w grach pojedynczych.

Nie powiedziałbym, że pod koniec sezonu nic mnie nie boli, ja się po prostu o tym nie wypowiadam. Każdy z zawodników ma jakieś urazy i nikt o tym nie mówi, bo nie można mówić o słabych punktach. To jest koniec sezonu, najpierw trzeba pokonać siebie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA