fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Widmo wojny religijnej na Wschodzie

Adobe Stock
Moskwa ostrzega, że uznanie niezależności Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej może doprowadzić do rozlewu krwi.

– Faktycznie można mówić o prewencyjnym rozłamie, jakiego dokonała Rosyjska Cerkiew Prawosławna z Konstantynopolem – powiedział znany rosyjski myśliciel religijny, diakon Andriej Kurajew o tych decyzjach. – To jakaś fantastyka, nie znam czegoś takiego w historii Cerkwi – dodał.

W czasie nabożeństw w cerkwiach na całym świecie wspominani są patriarchowie prawosławni, konstantynopolski jako pierwszy. Ewentualne zaś zerwanie wspólnoty eucharystycznej oznaczałoby, że rosyjscy wierni nie mogliby się modlić w świątyniach podległych patriarsze Konstantynopola, a jeśli już by to zrobili, „byłoby to grzechem" – wyjaśnił jeden z rosyjskich duchownych. Jednocześnie Moskwa odwołuje swoich przedstawicieli ze wszystkich instytucji, na których czele stoi patriarcha Konstantynopola.

Moskwa tak zareagowała na decyzję patriarchy Bartłomieja o wysłaniu na Ukrainę dwóch metropolitów prawosławnych z USA, by zbadali sprawę podziałów wśród miejscowych cerkwi i ewentualnego przyznania autokefalii – czyli niezależności.

Obecnie nad Dnieprem istnieją trzy centra prawosławia: Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego (podporządkowana Rosji i jako jedyna uznawana za kanoniczną), Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Kijowskiego (powstała w 1991 roku, ale do dziś nieuznana przez żadną inną Cerkiew na świecie) i Ukraińska Cerkiew Autokefaliczna (najmniejsza, powstała pod koniec lat 20. na radzieckiej Ukrainie). Pod zarządem Moskwy znajduje się ponad 11 tysięcy świątyń, w tym dwa miejsca szczególnie czczone: Ławra Poczajowska i Ławra Peczerska w Kijowie (ta ostatnia administrowana jest wspólnie z państwem ukraińskim, gdyż ma status muzeum). Kijowski Patriarchat ma niecałe cztery tysiące świątyń, a Cerkiew Autokefaliczna – ok. 860.

Ale zgodnie z ukraińskim prawem świątynie są własnością parafii (a nie Cerkwi ogólnokrajowej), stąd w przypadku ewentualnego uznania autokefalii na Ukrainie i następującego po nim rozłamu to poszczególne grupy wiernych decydowałyby o jej losie. A zgodnie z najnowszymi badaniami socjologicznymi około 1/4 prawosławnych podległych patriarsze Moskwy opowiada się za autokefalią. – Możemy oczekiwać wszystkiego. Rozłamowcy mogą przejmować kontrolę nad wielkimi świątyniami, takimi jak Ławra Poczajowska czy Peczerska. Wtedy oczywiście prawosławni będą bronić tych świętych miejsc i może zacząć się rozlew krwi – powiedział metropolita Iłłarion, szef wydziału kontaktów zagranicznych Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

Według kijowskiego Centrum Razumkowa obecnie ponad 2/3 Ukraińców uważa się za prawosławnych. Spośród nich ponad 45 proc. zalicza siebie do niekanonicznej Cerkwi Patriarchatu Kijowskiego, a jedynie niecałe 17 proc. – do moskiewskiej. Najwięcej „promoskiewskich" jest na wschodzie i południu kraju, a „prokijowskich" – w centrum i na zachodzie. Moskwa oczywiście dezawuuje te dane, uważając, że jej cerkiew dominuje na Ukrainie.

Podział polityczny częściowo pokrywa się z religijnym. Ukraińskie władze wielokrotnie oskarżały poszczególnych duchownych podległych Moskwie o wspieranie ruchów separatystycznych na wschodzie kraju. Na terenach zaś opanowanych przez Rosjan prześladowani są prawosławni nieuznający patriarchatu w Moskwie. Jednak od czasu wybuchu wojny na Ukrainie kijowska Cerkiew Patriarchatu Moskiewskiego demonstracyjnie stara się zachować neutralność, a sam patriarcha Cyryl odmówił kościelnego podporządkowania Cerkwi na anektowanym Krymie i pozostawił ją w składzie swojej metropolii kijowskiej.

Od 1991 roku kolejne ukraińskie władze (z wyjątkiem prezydenta Janukowycza) mówiły o konieczności uniezależnienia organizacji cerkiewnej na Ukrainie od Moskwy. Powoływały się przy tym na przykład przedwojennej Polski, która wymusiła autokefalię swojej Cerkwi, nie zważając na protesty patriarchy moskiewskiego.

– Dla nas jest zupełnie jasne, że za patriarchą Konstantynopola stoi amerykańska administracja. W rzeczy samej, Amerykanie tego nawet nie ukrywają. Ambasador USA bez przerwy konsultuje się z panem (prezydentem Ukrainy Petrem) Poroszenką, a drugi ambasador Ameryki bez przerwy bywa w gościach u patriarchy Bartłomieja – wyjaśnił z kolei metropolita Iłłarion, jak w rosyjskiej Cerkwi widzą korzenie konfliktu. – Patriarcha Konstantynopola prowadzi podłą i podstępną politykę za amerykańskie pieniądze – dodał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA