fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ichiro Fujisaki: Chiny znowu chowają zęby i pazury

Materiały Prasowe
Jeśli rozwiążemy problemy, Korea Północna może liczyć na wielkie pieniądze – mówi Ichiro Fujisaki, japoński dyplomata.

Amerykański prezydent jest po dwóch spotkaniach na szczycie z Kim Dzong Unem. Jakie jest miejsce Japonii w tej grze Trumpa dotyczącej Korei Północnej i czy Ameryka to nadal wasz najbliższy sojusznik?

Premier Shinzo Abe powiedział, że doceniamy amerykańskie wysiłki. A na czym one polegały – na spotkaniu, próbie osiągnięcia porozumienia, ale bez zawierania łatwych kompromisów. Kim zgodził się nie wystrzeliwać rakiet i nie przeprowadzać testów nuklearnych. Ale wciąż obowiązują nałożone na jego kraj sankcje. To dla nas dużo lepsze, niż gdyby Korea Północna odpalała pociski w naszym kierunku czy przeprowadzała próby jądrowe.

A czy to nie jest tak, że Trump jest zainteresowany tylko północnokoreańskimi rakietami dalekiego zasięgu, bo one mogą dolecieć do USA, a nie tymi krótkiego, w których zasięgu jest Japonia i Korea Południowa?

Mam nadzieję, że nie. Trump powiedział, że dla Stanów Zjednoczonych sojusznicy tacy jak Japonia i Korea Południowa są ważni. Jeśli więc spróbuje on oddzielić bezpieczeństwo USA od bezpieczeństwa sojuszników w Azji Wschodniej, wiarygodność jego kraju zmaleje. Dlatego mam nadzieję, że USA będą się troszczyły nie tylko o międzykontynentalne pociski balistyczne, ale również te średniego i krótkiego zasięgu.

Były jakieś tajne rozmowy japońsko-amerykańskie w związku ze szczytami Trump–Kim?

Nie sądzę, by tajne, ale są stałe konsultacje między rządami USA i Japonii, rozmowy telefoniczne między prezydentem Trumpem i premierem Abe, szefami dyplomacji. I o tym oficjalnie informowano.

Jakie są czerwone linie dla Japonii w tych negocjacjach północnokoreańsko-amerykańskich?

Nie może być normalizacji bez wyznaczenia drogi do całkowitej denuklearyzacji na półwyspie. Chcielibyśmy, żeby Korea Północna rozwiązała jeszcze kwestie dwustronne, takie jak sprawa uprowadzonych japońskich obywateli.

Ale czy Kim dał jakikolwiek dowód, że jest zainteresowany całkowitą denuklearyzacją?

Mówił różne rzeczy. 1 stycznia 2018 wspominał, że zmierza ku denuklearyzacji. W tym samym czasie mówił też, że nie będzie przeprowadzał nowych prób jądrowych czy odpalał rakiet, ale nie odniósł się do tych, które właśnie przeprowadził. Wciąż wysyła różne sygnały.

Jeśli zrezygnuje z broni masowego rażenia, może skończyć jak Muammar Kaddafi czy Saddam Husajn.

To jest zapewne powodem zaniepokojenia dla Kima. Ale jednocześnie ma inne wyjście, może dostać pomoc z zagranicy i próbować uczynić swój kraj zamożniejszym, wtedy ludzie nie byliby sfrustrowani jak w Libii i Iraku. Trump powiedział, że pojawią się pieniądze z Korei Południowej i z Japonii. Tak że w końcu Koreańczycy z Północy będą musieli zwrócić się do Japonii po pomoc finansową.

Japonia ma być głównym sponsorem Korei Północnej?

Jednym z głównych. I jesteśmy do tego gotowi. Deklaracja z 2002 roku Junichiro Koizumiego i Kim Dzong Ila przewiduje, że powinniśmy rozwiązać problemy dwustronne, zawrzeć traktat pokojowy i unormalizować stosunki. Japonia będzie wtedy gotowa do przekazania darowizn i pożyczek Korei Północnej, to byłyby wielkie sumy. W 1965 roku przekazaliśmy Korei Południowej 200 mln dolarów pożyczek i 300 mln dolarów grantów, to była wówczas równowartość kilkuletniego budżetu tego kraju. Korea Północna także może liczyć na duże pieniądze.

O jakich sumach możemy mówić?

Ile trzeba, by Korea Północna odniosła taki sukces ekonomiczny jak Korea Południowa? Nie znam takich liczb. Sądzę, że pomoc z Japonii i Korei Południowej to byłby kapitał początkowy. Gospodarka będzie mogła dzięki temu ruszyć, ale to północni Koreańczycy będą musieli rozwinąć swój przemysł. Podobny zastrzyk finansowy, jaki otrzymała w 1965 roku Korea Południowa, to by było dużo dla Północy.

Donald Trump wycofał w 2017 roku swój kraj z Partnerstwa Transpacyficznego (TPP), porozumienia handlowego kilkunastu krajów, w tym Japonii. Jak to przyjęła Japonia?

Byliśmy rozczarowani, chcielibyśmy, żeby Ameryka była z powrotem z nami w TPP, ale taką decyzję podjęła, więc idziemy dalej i działamy w TPP bez USA. Jeżeli następna administracja zmieni zdanie, będzie chciała uczestniczyć w partnerstwie, przywitamy to z radością. Lepiej, żeby USA były przy tworzeniu nowej instytucji w regionie Azji i Pacyfiku. Jeżeli nie chcą dołączyć, to możemy to robić bez nich.

Czyli Trump zdania nie zmieni?

Nie sądzę, by zmienił.

Czy Japonia szuka nowych sojuszników?

Mamy sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Ale jesteśmy za współpracą, wymianą informacji z Indiami, Australią, Nową Zelandią, Europą, UE i NATO.

Pierwsze wspomniał pan Indie. Próbujecie coś razem zrobić przeciw Chinom?

Nie chodzi o otaczanie Chin, ale próbujemy pomóc temu wielkiemu demokratycznemu krajowi, jakim są Indie, w sprawach infrastruktury, kolei, wesprzeć, by był jeszcze bardziej stabilną demokracją.

Nieprzypadkowo wymienił pan Indie na pierwszym miejscu?

Jest koncepcja Indo-Pacyfiku zaproponowana przez Abe i jednocześnie Trumpa. By włączyć do spraw pacyficznych i Indie.

Japonia widzi w Chinach głównie zagrożenie?

To jeden z naszych najważniejszych partnerów, partner strategiczny. To z nimi mamy największą wymianę handlową, a nie z USA czy z UE. Chiny zalewają świat produktami konsumpcyjnymi, ale maszyny, które je wytwarzają, są eksportowane z Japonii do Chin. Nasze gospodarki są ściśle powiązane. To nie jest zagrożenie, lecz partner. Choć jednocześnie mamy spory terytorialne i jesteśmy także zaniepokojeni chińskimi zbrojeniami.

Gdy byłem dzieckiem, to Japonia była potentatem technologicznym, chyba wszystkie gadżety, którymi ekscytowaliśmy się z kolegami, pochodziły z Japonii. Teraz Chiny chyba są najbardziej intrygującym miejscem w tej dziedzinie, sztucznej inteligencji, technologii 5G. Co się stało, dlaczego Japonia jest za Chinami?

To nie Chiny są najważniejsze w tej dziedzinie, lecz USA, to stamtąd są Google, Amazon, Facebook. Nie sądzę, by chińskie pomysły rozprzestrzeniły się tak bardzo w naszym społeczeństwa, niektórzy używają Huawei, ale nie wszyscy. To prawda, że Japonia raczej powoli reaguje na nową falę w internecie rzeczy czy sztucznej inteligencji. Jeden z amerykańskich prezesów powiedział mi, że japońskie firmy mają odgórny styl zarządzania, bardzo rygorystyczny. Trzeba dać szansę młodym ludziom, 20-, 30-latkom, ale w Japonii nie wykorzystuje się ich wystarczająco, panuje u nas system starszeństwa.

Jaki jest strategiczny cel Chin, co chcą osiągnąć, być numerem jeden?

Deng Xiaoping mówił, że Chiny nie powinny się rzucać w oczy, mają ukryć zęby, mają ukryć pazury, aż nie będą dostatecznie silne. Ten rząd pomyślał: minęło 40 lat, możemy pokazać zęby i pazury, stąd działania na Morzu Południowochińskim, budowa lotniskowców, inicjatywa Pasa i Szlaku. Amerykanie mówią: widzimy zęby i pazury, i próbują temu zaradzić. Chińczycy są mądrzy, znowu chowają zęby i pazury na jakiś czas. Nie mówią już tego, że chcą być numerem jeden, czekają, aż tajfun przejdzie.

Ichiro Fujisaki, były wiceszef japońskiego MSZ i były ambasador w USA, przewodniczący Nakasone Peace Institute

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA