Uczestnicy protestu zgromadzili się w trzech miejscach - w al. Ujazdowskich przy Kancelarii Premiera, na Placu Zamkowym oraz na pl. Zawiszy, niedaleko siedziby Prawa i Sprawiedliwości. Zapowiadano, że trzy manifestacje połączą się w jeden marsz. - Dokąd pójdziemy, to się okaże - zapowiadała wcześniej jedna z organizatorek.
Dowiedz się więcej: Pełna mobilizacja służb na warszawski protest
Organizatorzy spodziewali się, że będzie to najliczniejszy jak dotąd protest. Liderki Strajku Kobiet apelowały, by nie demolować Warszawy, "bo wszyscy ją kochają". Z marszu miały być wypraszane osoby bez maseczek, jednak wśród demonstrujących były osoby, które nie zasłoniły ust i nosa.
Czytaj także:
Premier apeluje o powstrzymanie się od demonstrowania
Strajk Kobiet: Pamiętajcie, ich jest zawsze mniej niż nas
Uczestnicy mieli nie przyjmować mandatów - ani drogowych, ani związanych z udziałem w proteście.
Premier Mateusz Morawiecki apelował w czwartek o powstrzymanie się od demonstrowania z uwagi na ryzyko związane z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2.
W piątek prezydent Andrzej Duda poinformował, że zdecydował się na złożenie do Sejmu projektu zmiany ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.
Uczestnicy piątkowych protestów w stolicy wznosili okrzyki, w tym niecenzuralne. Nieśli tęczowe flagi, tablice z logo Strajku Kobiet i transparenty z hasłami, m.in. "Dość", "Chcemy żyć w pełni praw", "j... PiS", "wyp...".
Przed wymarszem demonstrantów na pl. Zamkowym pojawiła się także grupa ubranych na czarno osób. Policjanci odgrodzili obie grupy. Policja poinformowała, że chodziło o osoby "ze środowisk pseudokibicowskich" i że dążono do konfrontacji, czemu zapobiegli policjanci prewencji.
Przed godz. 17:30 manifestanci z pl. Zawiszy i pl. Zamkowego wyruszyli w stronę centrum miasta. Zebrani w al. Ujazdowskich pozostawali wówczas na miejscu. Gmach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zabezpieczał kordon policjantów i żandarmerii wojskowej. Wcześniej żołnierze ŻW ustawili się także przed Sejmem.
Przedstawiciele służb mundurowych byli także w innych miejscach Warszawy, m.in. na pl. Trzech Krzyży, gdzie na jednym z wcześniejszych protestów demonstranci rzucali kamieniami i butelkami w ochraniające kościół św. Aleksandra osoby ze środowisk narodowych. Mundurowi byli również przed Bazyliką Św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, gdzie przed tygodniem doszło do przepychanek między protestującymi a kontrmanifestantami.
W związku z przemarszem protestujących, policjanci czasowo wstrzymali ruch na Trakcie Królewskim (od Senatorskiej do Gagarina) oraz na ul. Marszałkowskiej (pl. Konstytucji do Królewskiej).
"Policjanci podjęli zdecydowane działania wobec grup pseudokibiców, którzy zagrażali bezpieczeństwu innych osób, a także używali pirotechniki. Działania są prowadzone w rejonie Wisłostrady i ul. Karowej. Są pierwsze zatrzymania" - podała stołeczna policja.
Maszerujący zebrali się na rondzie Dmowskiego. Rzeczniczka warszawskiego Ratusza Karolina Gałecka informowała, że w piątek na ulice miasta wyszło ok. 100 tys. osób.
Policja interweniowała w rejonie ronda de Gaulle'a i Nowego Światu. "Doszło do agresji pomiędzy dwiema grupami młodych ludzi. Rzucano różnymi przedmiotami, atakowano się fizycznie, używano pirotechniki. Policjanci podjęli działania zapewniające bezpieczeństwo innych ludzi" - oświadczyła KSP. W sumie policja zatrzymała ponad 30 osób.
Z ronda Dmowskiego protestujący udali się w stronę Żoliborza. Część demonstrantów przeszła w okolice domu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, gdzie policja ustawiła blokadę.
Przed godz. 23:00 organizatorzy wezwali zgromadzony na pl. Wilsona tłum do rozejścia się.
Orzeczenie Trybunału i fala protestów
Premier apelował o powstrzymanie się od uczestniczenia w piątkowych demonstracjach ze względu na epidemię koronawirusa. - Zdecydowałem się na złożenie do Sejmu RP projektu zmiany ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży - napisał w wydanym w piątek oświadczeniu prezydent. Do protestów w sprawie aborcji dochodzi w czasie obowiązywania obostrzeń wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa, które zakazują organizowania zgromadzeń publicznych liczących więcej niż pięć osób.