- Mają zabezpieczyć protesty tak, żeby nie doszło do poważniejszych naruszeń prawa, ale już konkretne działania są zależne od rozwoju sytuacji. Są gromadzone maksymalnie duże siły, żeby nad wszystkim zapanować - słyszymy od jednego z oficerów policji.

Jeden z komendantów wojewódzkich policji zapewnia: - Mamy wytyczne by wszystko odbywało się pokojowo, ale też mamy być przygotowani na rozkaz z góry - a więc na wszystko.

Jak ma wyglądać zabezpieczenie i rozmieszczenie policyjnych sił?

- Na pewno obstawione będą kluczowe miejsca w których mogą pojawić się demonstrujący, czyli chociażby takie jak budynki Kancelarii Premiera, Sejmu, Pałac Prezydencki. Sposób działania zależy od rozwoju sytuacji. Jeśli do protestujących dołączą się squatersi, to będzie problem - słyszymy je jednego z naszych rozmówców.

Generalnie, prawo jest łamane masowo, ponieważ w związku z pandemią zakazane są manifestacje - zabronione są zgromadzenia powyżej pięciu osób. Jednak policja ma się koncentrować na najpoważniejszych naruszeniach, takich jak zakłócanie porządku czy niszczenie mienia.

Obecna sytuacja pokazuje jak dotkliwe są wakaty - obecnie w kraju jest ich łącznie ok. 8 tysięcy - w samej Warszawie braki sięgają blisko 1250 policjantów. Jeżeli odliczyć służby dyżurne, które na stałe zabezpieczają komisariaty, radiooperatorów, funkcjonariuszy chorych na COVID (ponad 3 tys., a drugie tyle jest w kwarantannie) - to oznacza, że dotkliwe brakuje policjantów. W rzeczywistości braki mogą sięgać około jednej trzeciej składu formacji. 

- Kołdra jest krótka, i teraz wychodzi, brakuje osiem tysięcy "robotników". Nie komendantów, nie logistyków, ale głównie ludzi z prewencji, czyli policjantów którzy zabezpieczają właśnie manifestacje czy patrolują ulice - mówi nam jeden z wysokich oficerów policji.

Na razie sztab KGP zmobilizował wszystkie siły na weekend. Co dalej? - To zależy od rozwoju wydarzeń - mówi nam wysokiej rangi funkcjonariusz.