Zacznijmy od podstaw, bo w mediach czytamy już, że „Ebola tuż za polską granicą”. Jak właściwie ten wirus się przenosi i czy można stawiać go w jednym rzędzie z COVID-19 czy grypą?

Prof. Krzysztof Pyrć: W żadnym wypadku nie można stawiać go na równi z COVID-19 czy grypą. To zupełnie inna choroba, charakteryzująca się odmiennym sposobem transmisji oraz diametralnie wyższą śmiertelnością. Na ten moment mamy do czynienia z wybuchem epidemii w Demokratycznej Republice Konga, skąd zakażenia rozprzestrzeniły się również na Ugandę. Obecnie odnotowujemy tam kilkaset przypadków i niestety już ponad 100 zgonów.

Epidemia Eboli w Afryce Środkowej

Epidemia Eboli w Afryce Środkowej

Foto: PAP

Dobra dla nas wiadomość jest jednak taka, że wirus ten charakteryzuje się stosunkowo niską transmisyjnością, a jego rozprzestrzenianie się jest mocno ograniczone. Z reguły epidemie Eboli pozostają w granicach Afryki, a do krajów trzecich trafiają jedynie pojedyncze, zawleczone przypadki.

Prof. Krzysztof Pyrć: Osoby zakażone wirusem Ebola są identyfikowane z bardzo dużą efektywnością. Inaczej niż przy COVID-19

Pacjenci z Afryki trafili właśnie do specjalistycznych klinik w Pradze i Berlinie. Dlaczego wybrano akurat te ośrodki? Czy z takiego miejsca wirus ma fizyczną możliwość „wymknąć się” na zewnątrz?

Tu jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Jeżeli pomieszczenia są odpowiednio przygotowane i spełniają wymogi izolacji – a mówimy tu o najwyższym poziomie zagrożenia – to szansa na wydostanie się wirusa na zewnątrz jest bliska zeru.

Ośrodek w Berlinie dysponuje doskonałym zapleczem i jest zresztą wykorzystywany do tego typu interwencji medycznych od wielu lat. Z moich informacji wynika, że placówka w Pradze również jest bardzo dobrze przygotowana.

Środki bezpieczeństwa w takich miejscach są bezkompromisowe. Jeżeli chodzi o laboratoria pozwalające na pracę z wirusem Ebola, każda osoba wchodząca do nich zakłada hermetyczny kombinezon z zewnętrznym, niezależnym źródłem powietrza. Nie są to absolutnie fartuchy ochronne, jakie pamiętamy z czasów pandemii COVID-19, lecz profesjonalne kombinezony medyczne. Mówimy o pełnej izolacji przestrzeni: wewnątrz pomieszczeń panuje podciśnienie, powietrze podlega wielokrotnej filtracji, a wszystkie procedury są zaprojektowane tak, aby żadne odpady nie opuściły ośrodka bez wcześniejszej sterylizacji. W przypadku oddziałów klinicznych stosuje się nieco odmienne procedury, jednak również w tym wypadku zarówno procedury, jak i infrastruktura muszą chronić zarówno lekarzy, jak i osoby postronne.

Jeżeli chodzi o laboratoria pozwalające na pracę z wirusem Ebola, każda osoba wchodząca do nich zakłada hermetyczny kombinezon z zewnętrznym, niezależnym źródłem powietrza

Prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog

Kiedy osoba poddana kwarantannie staje się realnym źródłem zakażenia dla innych?

Zakażenie może doprowadzić do rozwoju gorączki krwotocznej – wyniszczającej choroby, która w wielu przypadkach kończy się śmiercią. Wariant Bundibugyo, który wywołał obecną epidemię, charakteryzuje się co prawda nieco niższą śmiertelnością niż na przykład szczep Zair, jednak nadal mówimy o śmiertelności na poziomie 30–40 proc.

Gorączka krwotoczna Ebola

Gorączka krwotoczna Ebola

Foto: PAP

Sytuacja jest o tyle niepokojąca, że w przypadku częściej występującego dawniej szczepu Zair dysponujemy już zatwierdzonymi lekami oraz szczepionką. Choć nie wykazują one stuprocentowej skuteczności, to jednak znacząco redukują ryzyko zgonu. W przypadku szczepu Bundibugyo skuteczność leków i szczepionek nie została jeszcze zweryfikowana. WHO słusznie podkreśla pewną odmienność tej epidemii, wskazując, że przetestowanie i wdrożenie odpowiednich środków zaradczych może nam zająć trochę czasu.

Warto jednak pamiętać, że nie jest to pierwsza epidemia Eboli ani pierwsza epidemia wywołana przez ten szczep. W Afryce takie ogniska wybuchają systematycznie i regularnie, po czym samoistnie wygasają. Nawiązując do różnic między Ebolą a grypą czy COVID-19: Ebola to choroba o bardzo ciężkim przebiegu, którą stosunkowo łatwo zidentyfikować. Przy COVID-19 zakładano początkowo – bazując na doświadczeniach z SARS-CoV-1 – że większość przypadków będzie objawowa, tymczasem okazało się, że mnóstwo osób przechodziło zakażenie bezobjawowo, cały czas zarażając innych. Przy Eboli to ryzyko jest znacznie mniejsze. Osoby zakażone są identyfikowane z bardzo dużą efektywnością, co pozwala na ich szybkie odizolowanie i wdrożenie procedur uniemożliwiających dalszą transmisję wirusa.

Warto zastanowić się, dlaczego Polska nie przystąpiła dotąd do europejskiego partnerstwa pandemicznego, które powstało właśnie w celu wypracowania takich mechanizmów obronnych

Prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog

Wirusolog: Polska jako kraj i sieć szpitali nie dysponuje zabezpieczeniami potrzebnymi w przypadku pojawienia się wirusa Ebola

Czy polskie szpitale i służby sanitarno-epidemiologiczne są przygotowane na wypadek, gdyby na pokładzie samolotu rejsowego do Warszawy pojawiła się osoba z podejrzeniem zakażenia Ebolą? 

W tej kwestii pozostaję dosyć sceptyczny. Gdybyśmy mieli do czynienia z pojedynczymi przypadkami, to polski system posiada pewną zdolność reakcji. Jednak patrząc szerzej, jako kraj i sieć szpitali, po prostu nie dysponujemy adekwatnymi zabezpieczeniami. Należy otwarcie powiedzieć, że w Polsce nie ma ani jednego laboratorium czwartej klasy hermetyczności (BSL-4). Posiadamy placówki klasy 3+ – jak moje laboratorium – które są wystarczające do przeprowadzenia diagnostyki wirusa Ebola, natomiast nie mamy zaplecza o tym najwyższym wymaganym poziomie zabezpieczeń.

Wirus Ebola

Wirus Ebola

Foto: Infografika PAP

Jakie więc ryzyko dla przeciętnego mieszkańca Polski stwarza obecna sytuacja?

W tym momencie dla Unii Europejskiej oraz dla Polski to ryzyko jest bardzo niskie, dlatego na poziomie społecznym absolutnie nie zaprzątałoby mi to głowy. Mówimy o epidemii w Afryce – mierzyliśmy się z takimi sytuacjami już wcześniej, więc obywatele w naszym kraju nie powinni mieć poczucia bezpośredniego zagrożenia.

Jednak na poziomie organizacyjnym państwa jest to kwestia, którą bezwzględnie trzeba wziąć pod uwagę. To właściwy moment, by zadać sobie pytanie, czy Polska naprawdę dysponuje potencjałem pozwalającym w razie kryzysu odpowiedzieć w sposób kompetentny, bezpieczny i zorganizowany. Ten moment powinien posłużyć jako przypomnienie i impuls do budowania gotowości na przyszłość.

Warto chociażby zastanowić się, dlaczego Polska nie przystąpiła dotąd do europejskiego partnerstwa pandemicznego, które powstało właśnie w celu wypracowania takich mechanizmów obronnych. Oczywiście sytuację w przyrodzie należy bacznie monitorować, bo dynamika zjawisk biologicznych może ulec zmianie. Na dziś nie ma jednak żadnych racjonalnych powodów, aby osoby niezaangażowane bezpośrednio w procesy ochrony zdrowia czuły jakikolwiek niepokój. Nie ma powodów do tworzenia sensacyjnych nagłówków.