Społeczeństwo

Przez pracę na wolność

Za swoją pracę więźniowie dostają około 300 zł miesięcznie
Fotorzepa, Roman Bosiacki
Skazani za zabójstwo pracowali poza więzieniem. Uciekli, bo nie wyznaczono nikogo do ich pilnowania.

Rządowy program „Praca dla więźniów" zakłada pracę osadzonych poza jednostką bez konwojenta. Efekt? W ciągu zaledwie 11 dni (od 15 do 26 maja) podczas takiej pracy uciekło dwóch więźniów zakładu karnego we Włocławku. Jeden odsiadywał wyrok za zabójstwo, drugi za oszustwa i kradzieże – ustaliła „Rzeczpospolita".

Tomasz Seroczyński, rzecznik Zakładu Karnego we Włocławku, potwierdza nasze informacje. Osadzeni pracowali na terenie Cmentarza Komunalnego we Włocławku oraz w Przedsiębiorstwie Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego Dawtona w Lipnie. Obaj zostali skierowani do pracy zewnętrznej bez konwoju, bo jak zapewnia rzecznik, „spełniali wymogi".

Od blisko dwóch miesięcy poszukuje ich policja. – Niestety, osoby nie zostały odnalezione – mówi nam podinsp. Monika Chlebicz, rzeczniczka komendanta wojewódzkiego policji w Bydgoszczy.

Ale w systemie służby więziennej nie zostali odnotowani jako uciekinierzy. – Jeśli skazany pracuje poza terenem zakładu karnego dla jakiejś firmy i ucieknie, to nie jest to ucieczka, tylko oddalenie. Taka kwalifikacja nie zawala statystyk i nie drażni ministra – tłumaczy nam jeden z funkcjonariuszy więzienia.

Dyrektor włocławskiego zakładu wszczął w tej sprawie czynności wyjaśniające. – Ustalono, iż bezpośrednią przyczyną był nieprawidłowy nadzór sprawowany przez kontrahenta zewnętrznego – stwierdza Seroczyński.

Zakład karny, powołując się na ochronę danych osobowych, odmawia wyjaśnień, jak to możliwe, że do pracy bez nadzoru został skierowany m.in. więzień skazany za zabójstwo.

Ale to nie wyjątek. – Każdego dnia z jednostek okręgu bydgoskiego wychodzi do pracy w systemie bez konwojenta około 750 skazanych. Biorąc pod uwagę potrzebę zmniejszenia kosztów utrzymania skazanego, kierujemy osadzonych do pracy odpłatnej poza terenem jednostki. W związku z wprowadzeniem nowych przepisów w zakresie zatrudniania skazanych oraz zwiększeniem ilości zatrudnionych skazanych uzyskujemy coraz wyższe środki z pracy osadzonych, które pozwalają na tworzenie nowych miejsc pracy – mówi rzecznik.

Zainteresowanie zatrudnieniem skazanego w ramach rządowego programu wśród przedsiębiorców prywatnych jest ogromne. Wniosek o zatrudnienie jest opiniowany przez kilka osób, także przez ochroniarza. Ostateczną decyzję podejmuje dyrektor.

Zdaniem doświadczonych funkcjonariuszy to błąd. – Jeżeli skazany odbywa karę za zabójstwo i wcześniej nie był na żadnej przepustce, to dyrektor powinien go zatrudnić w systemie zmniejszonego konwojowania. Wtedy ze skazanymi jest przynajmniej jeden funkcjonariusz, wyposażony w środki przymusu bezpośredniego. Pracownicy kontrahenta nie sprawują nadzoru typowo ochronnego, tylko nadzór nad pracą, BHP – tłumaczy.

W całej Polsce we wszystkich jednostkach w czerwcu tego roku pracowało – odpłatnie i nieodpłatnie – ponad 30 tys. skazanych. Według danych Służby Więziennej najwięcej skazanych odpłatnie zatrudnia Zakład Karny w Opolu (blisko 93 proc.), nieodpłatnie – zakład w Jaśle (74 proc.).

Jednak funkcjonariusze narzekają, że rządowy program, choć ma sens, wymusza na jednostkach „pompowanie statystyk" i właśnie wysyłanie do pracy skazanych za poważne przestępstwa bez ochrony. By podnieść statystyki, więźniów zatrudnia się na stanowiskach „korytarzowych" – a więc do sprzątania cel i korytarzy. – Po kilkudziesięciu na korytarz, choć potrzebnych jest kilku – mówi nam inny funkcjonariusz.

Zakładom karnym i przedsiębiorcom się to opłaca, a popyt jest większy niż podaż – wynika z raportu z realizacji programu, do którego dotarła „Rzeczpospolita".

Z wynagrodzeń osadzonych zatrudnianych na zewnątrz dokonywane są potrącenia m.in. na Fundusz Aktywizacji Zawodowej Skazanych. Środki tam gromadzone przeznaczane są m.in. na zwrot kosztów ponoszonych przez kontrahentów na zatrudnienia osadzonych (35 proc.) oraz finansowanie budowy hal produkcyjnych, w których mają być zatrudniani więźniowie – w ciągu ośmiu lat ma powstać ich 40. W praktyce wprowadzone zmiany legislacyjne doprowadziły do sytuacji, w której więzień za pracę dostaje 300 zł miesięcznie. – Nie dość, że to psuje rynek pracy, to w dłuższej perspektywie negatywnie wpłynie również na osoby opuszczające zakłady karne. Będzie im trudniej znaleźć pracę na wolności, bo pracodawcom będzie się opłacało zatrudniać więźniów – podsumowuje jeden z funkcjonariuszy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL