fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Metropolie walczą o podatników

To hasło ma przekonać przyjezdnych, by PIT rozliczyli w stolicy
Fotorzepa, Robert Gardziński
Gra o dziesiątki milionów złotych w miejskich budżetach znów się toczy. Prym wiodą Kraków i Warszawa.

Do końca tegorocznych rozliczeń PIT jeszcze dwa tygodnie. To nerwowe chwile dla władz metropolii. Jeśli powiodą się ich akcje zachęcające do składania zeznań podatkowych w miejscu zamieszkania, to tak jak w poprzednich latach zyskają od kilku do nawet ponad 20 tys. nowych podatników. A wraz z nimi do miejskich budżetów spłyną miliony złotych.

PIT do przedszkola

Z pięciu najludniejszych polskich metropolii największe możliwości łowienia podatników ma stolica. Miasto oficjalnie liczy 1,7 mln mieszkańców, ale liczbę osób niezameldowanych, które nie rozliczają tu PIT, szacuje się nawet na ponad milion.

By skłonić ich do rozliczenia się z podatku w stolicy, warszawski ratusz bombarduje hasłami umieszczonymi m.in. na plakatach w komunikacji miejskiej. W tym roku hasłem jest „Warszawiak to nie epitet" z wyróżnionymi kolorem literami „pit". Na plakatach są też dopiski, m.in. „Nie bądź warszawiakiem tylko z nazwy, zainwestuj w swoje miasto".

Ratusz łączy to jednak z metodą kija i marchewki. Ktoś, kto nie składa PIT w stolicy, nie dostanie np. Karty Warszawiaka, a to oznacza, że zapłaci drożej za bilety w metrze, autobusie czy tramwaju.

Za to rodzice, którzy rozliczą się na miejscu, otrzymają dodatkowe punkty przy zapisywaniu dzieci do przedszkoli i żłobków. – Myślę, że właśnie to szczególnie zachęca do płacenia PIT w stolicy. Dzięki temu odnotowaliśmy skokowy wzrost liczby podatników – tłumaczy Agnieszka Kłąb, rzecznik ratusza.

W ubiegłym roku Warszawa pozyskała 21 036 podatników. – To rekordowa liczba. Jeszcze kilka lat temu, np. w 2009 r., kiedy nie było żadnej kampanii, przyrost wynosił niespełna tysiąc osób – mówi Kłąb.

Nowi podatnicy w ubiegłym roku przynieśli do budżetu Warszawy 75,4 mln zł z PIT. Przy ok. 0,5 mln zł wydanych na kampanię do nich skierowaną.

Płyta pod Wawelem

Jeśli liczbę pozyskanych PIT-owców odnieść do liczby mieszkańców, skuteczniejsza od obecnej stolicy jest jednak ta dawna. Liczący niespełna 770 tys. Kraków przyciągnął w ubiegłym roku 13 tys. podatników.

– Ponad 100 tys. osób, które mieszkają w naszym mieście, nie płaci tu podatków – mówi Bogusław Kośmider, przewodniczący rady miasta. Wylicza, że gdyby wszystkie one rozliczały się z fiskusem w Krakowie, do kasy miasta wpłynęłoby dodatkowych 200 mln zł.

Kraków już czwarty raz prowadzi kampanię dla PIT-owców. W 2012 r. pozyskał 6,7 tys. nowych podatników, a budżet miasta wzbogacił się o ponad 10 mln zł. W zeszłym roku było to już 21 mln zł. – Liczymy na podobny przyrost w tym roku – mówi Monika Chylaszek, rzecznik ratusza.

Tegoroczna kampania ma kosztować 265 tys. zł. Ratusz prowadzi ją na plakatach, w prasie, internecie, także w obiektach komunikacji miejskiej (spoty w Bus TV, informacje w automatach Krakowskiej Karty Miejskiej, reklamy na tramwajach). – Innowacją w tym roku jest płyta CD z programem do rozliczania PIT. Zawiera listę krakowskich urzędów skarbowych – mówi Monika Chylaszek, rzecznik Krakowa. Płyta była w piątek dołączana do lokalnej prasy płatnej i bezpłatnej.

Dlaczego akurat w Krakowie akcja przynosi tak dobre wyniki? Zdaniem Moniki Chylaszek wynika z jednej strony z konsekwentnej i widocznej kampanii, a z drugiej strony z pokazywania jej efektów. – Mówimy mieszkańcom, że nowy tramwaj czy przedszkole pochodzi z budżetu, do którego trafiło więcej pieniędzy z PIT – tłumaczy rzeczniczka Krakowa.

Loteria z fiskusem

Gorsze efekty osiągają Wrocław i Łódź. Prawie 650-tys. stolica Dolnego Śląska przyciągnęła w ubiegłym roku 2,7 tys. nowych podatników (podobnie było rok wcześniej). W tym roku liczy na 3 tys. Liczbę przyjezdnych, którzy jeszcze tu PIT nie składają, szacuje się na 56–60 tys.

Tegoroczna, trzecia już kampania prowadzona jest pod hasłem „Rozliczam PIT we Wrocławiu". – Jej motywem są mieszkańcy bardziej lub mniej znani, a związani z kulturą, biznesem, lokalnymi start-upami itd. Występują w spocie promującym rozliczanie PIT we Wrocławiu, ponieważ PIT to rozwój miasta. To inwestycje w transport publiczny, budżet obywatelski, edukację, ochronę środowiska, ścieżki rowerowe – wylicza Jan Bujak, koordynator akcji.

Wrocław poza kampanią informacyjną prowadzi też loterię dla podatników, w której można wygrać hybrydową toyotę yaris, rowery oraz karty Urban na 180 dni bezpłatnej komunikacji.

Według Bujaka akcja się opłaca, bo w ostatnich dwóch latach wpływy z PIT od nowych podatników wyniosły kilkanaście milionów złotych.

Wśród głównych metropolii najskromniejsze efekty przynosi kampania w Łodzi. Ubiegły rok to 2,5 tys. nowych podatników (przy liczbie mieszkańców przekraczającej 700 tys. i szacowanej na 30–50 tys. przyjezdnych nierozliczających tu PIT).

W tym roku łódzki ratusz po raz czwarty organizuje akcję „Rozlicz się z Łodzią za 2015 rok". „Czujesz się łodzianinem? Chcesz mieć korzyści z zapłaconego podatku? Płać swój podatek dochodowy tu, gdzie mieszkasz i pracujesz. Te pieniądze wrócą do Ciebie w postaci lepiej funkcjonującego miasta" – zachęcają jej autorzy.

Według rzecznika ratusza Marcina Masłowskiego prowadzona od lutego do końca kwietnia kampania (ponoć bezkosztowa, bo prowadzona w sieci m.in. na stronach miastach i w portalach społecznościowych) daje rezultaty. Rzecznik przytacza kwotę 100 mln zł – o tyle wyższe były wpływy z PIT w 2015 r. w porównaniu z rokiem 2013. Nie podano nam jednak, jaką część z tego przynieśli do miejskiego budżetu nowi podatnicy.

Oczywisty powód

Czy mniejsze miasta mają szanse w walce o podatników z zawodnikami wagi superciężkiej, takimi jak Kraków czy Warszawa? Swych sił w tej rywalizacji próbuje np. Sopot. Oferuje rozliczającym się tu z podatku dochodowego kartę mieszkańca.

– Daje ona zniżki w 100 miejscach, takich jak instytucje kultury, restauracje, punkty usługowe, sklepy, w tym darmowe wejście na molo – tłumaczy Magdalena Jachim, rzecznik miasta.

Zapewnia, że przynosi to efekty, bo wpływy z PIT rosną. W ubiegłym roku wyniosły 72,9 mln, w tym miasto szacuje, że dojdą do 76,3 mln.

Inni konkurencję ze strony metropolii odczuwają bardziej boleśnie. – Za pracą wyjeżdżają głównie młodzi ludzie i już mamy problem demograficzny – przyznaje Krzysztof Swat, burmistrz Krynicy Morskiej. – Podejmujemy działania, aby ich zatrzymać. Staramy się o status uzdrowiska, bo to da miejsca pracy – wyjaśnia.

Na razie sytuacja jest fatalna. W tym roku w pierwszej klasie uczy się sześcioro dzieci. Siedmiolatków, którzy mogliby rozpocząć naukę we wrześniu, nie ma wcale, a sześciolatków zameldowanych jest 14, ale w rzeczywistości mieszka ich w Krynicy zaledwie pięcioro.

Ból głowy samorządowców z małych gmin będzie wkrótce jeszcze większy. Gdańsk, jedyna z pięciu głównych metropolii, która jeszcze nie prowadzi kampanii dla podatników, myśli o jej rozpoczęciu. Zapewne stanie się to w przyszłym roku.

– Powód jest oczywisty – pieniądze – mówi rzecznik gdańskiego ratusza Antoni Pawlak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA