fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Czy dzikie zwierzęta znikną z cyrkowych aren

Flickr/dirkjanranzijn
Flickr
W cyrkach nie powinny występować niebezpieczne gatunki – uważa ministerstwo, które wysłało do Sejmu propozycję zmiany prawa.

– Nie będziemy przykładali ręki do takich widowisk – oświadczył w połowie lutego Jarosław Najberg, zastępca prezydenta Włocławka. Wyjaśnił, że jego miasto nie będzie dzierżawić terenów cyrkom, w których występują zwierzęta. Wcześniej podobną decyzję podjęły władze ponad 30 miast, m.in. Słupska, Wrocławia, Poznania i Warszawy. A wkrótce taki zakaz może obowiązywać w całym kraju. Domaga się tego Ministerstwo Środowiska.

Tak wynika z odpowiedzi na dezyderat, którą resort wysłał do sejmowej Komisji ds. Petycji. „Resort środowiska deklaruje gotowość do włączenia się w prace legislacyjne, mające na celu wypracowanie regulacji dotyczących wprowadzenia zakazu wykorzystywania zwierząt w cyrkach" – pisze wiceminister Andrzej Szweda-Lewandowski.

Podaje propozycje konkretnych zmian w ustawie o ochronie przyrody. Przewidują, że cyrki nie mogłyby już w ogóle posiadać zwierząt z ministerialnej listy najbardziej niebezpiecznych gatunków, tzw. I kategorii. To m.in. wielkie dzikie koty, hipopotamy, szympansy i goryle. Mniej niebezpieczne zwierzęta z tzw. II kategorii cyrki wciąż mogłyby posiadać, ale dopiero po uzyskaniu zezwolenia regionalnego dyrektora ochrony środowiska. Na tej liście są m.in. żyrafy i niektóre małpy.

Konieczność ograniczeń resort tłumaczy tym, że w cyrkach „nie jest możliwe zapewnienie warunków bytowych odpowiadających potrzebom biologicznym". Na arenach wciąż mogły występować za to zwierzęta domowe i gospodarskie.

Podobne poglądy od lat głoszą organizacje ekologiczne. W 2016 roku fundacja Viva! przedstawiła raport o kilkunastu polskich cyrkach, w których wykorzystuje się zwierzęta. Wynikało z niego, że czworonogi nie mają do dyspozycji wystarczającej przestrzeni, są zmuszane do nienaturalnych zachowań, bite i zastraszane.

Przedstawiciele branży cyrkowej uważają, że raport powstał pod z góry założoną tezę. – Największe polskie cyrki czasami wykorzystują w pokazach dzikie zwierzęta, ale zazwyczaj są to numery kontratakowane z zagranicy. Same hodują zwierzęta udomowione, np. konie i wielbłądy – mówi Tomasz Kamyk ze Związku Pracodawców Cyrku i Rozrywki. – Poza tym cyrki podlegają przepisom dotyczącym przewozu i przetrzymywania zwierząt. Do europejskich wymagań odnośnie do transportu dostosowały się, zanim Polska weszła do UE – dodaje.

Problem w tym, że Ministerstwo Środowiska, wprowadzając ograniczenia, chce osiągnąć jeszcze jeden cel. Mianowicie ograniczyć coraz częściej wykorzystywaną furtkę polegającą na rejestracji fikcyjnego cyrku w celu posiadania dzikich zwierząt. Najgłośniejszy przykład udającej cyrk hodowli miał miejsce pod Śremem w Wielkopolsce, skąd w 2017 roku policja zabrała 300 egzotycznych zwierząt.

– Pseudocyrki to proceder, którzy trzeba szybko ustawowo wyeliminować – podkreśla poseł Grzegorz Raniewicz z PO, wiceszef Komisji do spraw Petycji. – A jeśli chodzi o prawdziwe cyrki, pojawia się pytanie, czy w czasach łatwego dostępu do ogrodów zoologicznych koniecznie muszą one pokazywać zwierzęta – mówi.

Dodaje, że komisja podjęcie zmian wskazanych przez Ministerstwo Środowiska uzależnia od tego, czy wcześniej nie ruszą prace nad głęboką nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt. Chodzi o projekt, który wniosła grupa posłów PiS. Oprócz zakazu trzymania zwierząt w cyrkach przewiduje m.in. powszechne czipowanie psów i zakaz hodowli norek. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA