Siatkówka

W Brnie Polacy wygrali mistrzostwa świata do lat 21

Fotolia
Kolejne pokolenie polskiej młodzieży nie ma sobie równych. W Brnie Polacy wygrali mistrzostwa świata do lat 21.

Od prawie trzech lat z nikim nie przegrali. 48 zwycięskich spotkań, zdobyte wszystkie tytuły, to robi wrażenie. Drużyna Sebastiana Pawlika stawała na najwyższym stopniu podium mistrzostw Europy i świata kadetów (U-19) oraz mistrzostw Europy juniorów (U-21).

W Brnie były zacięte mecze, chociażby z Iranem czy półfinałowy z Brazylią, ale kończyły się zwycięstwami. Z Canarinhos Polacy prowadzili 2:0 w setach, kolejne dwa jednak przegrali i o tym, kto zagra w finale, decydował tie break.

– Jesteśmy twardą, charakterną drużyną, trudności nas tylko mobilizują – mówili nasi młodzi siatkarze po tym spotkaniu. Środkowy Jakub Kochanowski, kapitan polskiego zespołu, zdobył najwięcej, 21 punktów.

Finał był już jednostronny. Kubańczycy nie mieli nic do powiedzenia, tak jak w fazie eliminacyjnej. Choć wydawało się, że w meczu o złoto stać ich na więcej. W półfinale spisali się przecież fantastycznie, wygrywając z faworyzowaną Rosją.

Polacy przed turniejem mówili, że ich celem jest mistrzowski tytuł. Przywoływali tym samym – może nieświadomie – stare czasy, gdy Huberta Wagnera przed igrzyskami w Montrealu (1976) też interesowało tylko złoto. I on, i oni osiągnęli cel.

MVP mistrzostw uznano Kochanowskiego, a Bartosz Kwolek (przyjmujący) i Łukasz Kozub (rozgrywający) znaleźli się w drużynie marzeń. Powinni się też w niej znaleźć drugi z naszych przyjmujących Tomasz Fornal i libero Mateusz Masłowski, ale wówczas nie byłoby miejsca dla innych.

Ferdinando De Giorgi, trener dorosłej reprezentacji (właśnie rozpoczyna w Spale przygotowania do organizowanych na przełomie sierpnia i września w Polsce mistrzostw Europy) powołał już do kadry Kochanowskiego, Kwolka i Fornala.

Zdecydowana większość z tych, którzy podbili Brno, jest z rocznika 1997. W tym roku drużyna Ireneusza Mazura sięgnęła po takie samo trofeum w Bahrajnie. Byli w niej Paweł Zagumny, Piotr Gruszka, Sebastian Świderski, Dawid Murek, Grzegorz Szymański czy Krzysztof Ignaczak, by wymienić tylko tych, którzy później stawali na podium wielkich seniorskich imprez, mistrzostw świata czy Europy.

Tamta wygrana (w finale pokonaliśmy Brazylię) rozpoczęła proces przywracania w Polsce mody na siatkówkę. Rok później graliśmy już w Lidze Światowej, a niedawni juniorzy szeroką ławą wchodzili do dorosłej drużyny.

W 2003 roku kolejny złoty medal MŚ juniorów przywiózł z Teheranu Grzegorz Ryś (znów graliśmy z Brazylią w finale). W jego zespole byli Mariusz Wlazły, Michał Winiarski i Marcin Możdżonek, a więc ci, którzy w 2014 roku, wsparci Zagumnym, Ignaczakiem, oraz kilkoma młodszymi zawodnikami, zdobyli złoty medal MŚ w dorosłej siatkówce. A wcześniej były inne, znaczące sukcesy: srebrny medal MŚ (2006), pierwszy złoty medal ME (2009) czy jak na razie jedyne zwycięstwo w finale Ligi Światowej (2012).

Szkoda tylko, że Polaków, wciąż aktualnych mistrzów świata, mających tak wspaniałą młodzież, zabraknie w tegorocznym finale LŚ, który właśnie rozpoczyna się w Kurytybie.

Ciesząc się więc ze zwycięstw juniorów, musimy mieć świadomość, że początek reprezentacyjnego sezonu był nieudany. Oby po mistrzostwach Europy (finał 3 września) opinia o drużynie De Giorgiego była lepsza.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL