Sędzia Paweł Juszczyszyn z Olsztyna zawiesił sprawę odwoławczą, by zbadać, czy sędzia, który wydał wyrok w pierwszej instancji, został właściwie powołany. Natychmiast został za to odwołany z delegacji do sądu okręgowego. Minister w ten sposób go ukarał. Tak można?
Nie. Moim zdaniem odwołanie z delegacji w żaden sposób nie może być formą represji za orzekanie. Nie może być mowy o karaniu sędziów w ten sposób.
To czemu ma służyć delegacja do wyższej instancji?
Delegowanie sędziego do sądu wyższej instancji służy dwóm celom. Pierwszy to łatanie braków kadrowych w sądach. Drugi – podnoszenie kwalifikacji sędziów. Z reguły delegacja do sądu wyższej instancji w dłuższej perspektywie służyć ma sprawdzeniu umiejętności sędziego. Wprawdzie jej odbycie nie jest warunkiem awansu, ale przyjęto, że z reguły go poprzedza. To zresztą ma swoje uzasadnienie. Sędziemu delegowanemu wystawia się opinię. Jest ona brana pod uwagę w postępowaniu nominacyjnym.
Dużo się mówi, padają nawet konkretne nazwiska, że delegacje są udzielane bez jasnych kryteriów, że trafiają na nie sędziowie-znajomi ministra sprawiedliwości czy przychylni władzy.
Takie zarzuty pojawiały się już dawno. Wprowadzono nawet rozwiązania, które obligują prezesa, który wie, że będzie miał miejsce czy miejsca na delegacje, by informował o tym sędziów swojej apelacji czy okręgu. Chodziło o to, by mogli się zgłosić wszyscy zainteresowani sędziowie. Ale jak widać, i to nie rozwiązuje problemu, skoro takie głosy się słyszy.
Odwołanie w trybie natychmiastowym, czy jak kto woli pilnym, jest chyba nie tylko nieeleganckie, ale i nieczęste?
Mamy dwie formy delegacji sędziów. Do orzekania i do wykonywania czynności administracyjnych m.in. w Ministerstwie Sprawiedliwości. W obu przypadkach wymagana jest zgoda sędziego (a nie zawsze tak było). Różnią się one natomiast regułami odwołania. W przypadku pierwszych – sędziego delegowanego można odwołać natychmiast. Ochrona drugich jest mocniejsza – co do zasady może go odwołać z trzymiesięcznym wypowiedzeniem.
Czytaj także:
Sędzia pyta o legalność KRS i traci delegację
Ponad 130 sędziów, zamiast orzekać, stało się urzędnikami w MS. Potrzeba ich tam aż tylu?
To problem, który istnieje od przedwojnia. Wielu uważa, że sędziowie w takiej liczbie są zbędni w MS. Z drugiej strony ministrowie sprawiedliwości wolą mieć właśnie sędziów. Moim zdaniem mogłoby być ich zdecydowanie mniej. A jeśli to niemożliwe, to oprócz zajęć urzędniczych znalazłbym im jakieś inne.
Jakie?
Wielu obywateli, którzy bywają w sądzie, skarży się na kulturę osobistą sędziów. Można by wysłać w teren takich delegowanych sędziów, by przyglądali się zachowaniom kolegów i koleżanek na sali rozpraw. Byłyby to czynności podejmowane w ramach nadzoru, a pożyteczne dla wszystkich. Niestety, MS takich wizytacji nie prowadzi.
Jest pan za ograniczeniem delegacji do MS?
Tak – i liczbowym, i terminowym. Dla mnie delegacja nie powinna trwać dłużej niż rok, żeby sędzia, zajmując się innymi czynnościami, nie wypadł z wprawy w orzekaniu.