fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Sąd finansowy zamiast Sądu Najwyższego - komentuje Tomasz Pietryga

Fotolia.com
Natknąłem się na sprawę sądową dotyczącą tzw. opcji walutowych opartych na japońskim jenie. Zbiegło się to z dziesiątą. rocznicą upadku Lehman Brothers i kryzysu, który ujawnił skalę toksycznych instrumentów finansowych na rynku. Ich ofiarą padły tysiące firm.

Sprawa „o jena" trwała wiele lat i dla przedsiębiorcy zakończyła się szczęśliwie. Niestety, wiele lat w biznesie to wieczność. A to dziś cecha procesów toczonych pomiędzy instytucjami finansowymi a przedsiębiorcami i konsumentami.

Świat pędzi. Pojawiają się nowe technologie, produkty finansowe, kapitał zapomniał o granicach. Są też ofiary tego cywilizacyjnego skoku – czasem nie tylko własnej niewiedzy, ignorancji, ale też nieuczciwości czy wręcz oszustwa. Opcje, polisolokaty, kredyty frankowe, afera Amber Gold czy wreszcie GetBack są tego przykładem. I nie ma wątpliwości, że takich spraw będzie więcej.

Na tym polu polskie sądownictwo wygląda wręcz archaicznie, tkwiąc głęboko w XX w. Dziś trudną sprawą finansową zajmuje się sędzia, który wczoraj prowadził spór o miedzę czy o zapłatę faktury. Często dlatego, że przed laty wpisał do arkusza osobowego w rubryce „zainteresowania": sprawy gospodarcze. O skomplikowanych instrumentach finansowych nie ma zielonego pojęcia. Trudno jest mu też uzyskać eksperckie wsparcie. Wynagrodzenia dla biegłych sądowych z zakresu finansów są tak niskie, że wybitni eksperci nie garną się do pracy. Pozostaje więc ustawienie się w długiej kolejce po ekspertyzę, a lata mijają.

Co więcej, w procesie naprzeciwko sędziego staje często pełnomocnik strony wyspecjalizowany w sprawach finansowych. Bo rynek prawny dawno zrozumiał, że specjalizacja to dziś jedyny kierunek rozwoju usług prawniczych. Efekty? Rozbieżne orzecznictwo, jak choćby w sprawach opcji czy franków. Tak szerokie, że trudno wskazać, kto w tych sporach ma rację.

Dziś w „Rzeczpospolitej" opisujemy sprawę sądów finansowych, które działają w Europie Zachodniej. Może warto, aby rząd pochylił się nad tą sprawą, zamiast całą reformatorską energię kierować na czystkę kadrową w Sądzie Najwyższym. To może bardziej przyziemne, ale za to bliższe i bardziej potrzebne obywatelom.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA