fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Ekstradycja tylko z gwarancją rzetelnego procesu - TSUE ws. Polski

123RF
Irlandzki sąd nie powinien wydać Polsce aresztowanego Polaka, jeśli uzna, że grozi mu brak rzetelnego procesu – orzekł Trybunał Sprawiedliwości UE. To wywołana przez Polskę erozja systemu unijnych ekstradycji.

Unijny Trybunał w Luksemburgu odpowiedział w środę na pytanie prejudycjalne (czyli pytanie o interpretację przepisów UE) dublińskiego High Court (wysokiego sądu), czy Irlandii wolno odesłać aresztowanego Artura C. do Polski, skoro zagrożona praworządność może oznaczać zagrożone prawo do rzetelnego sądu. Pytanie dotyczyło europejskiego nakazu aresztowania, czyli bardzo uproszczonego, niemal automatycznego systemu ekstradycji w UE, który opiera się na zasadzie wzajemnego zaufania i uznawania decyzji prawnych w Unii. Irlandzka sędzia Aileen Donnelly wniosła to pytanie prejudycjlane w marcu, gdy adwokat Artura C. (ściganego w Polsce za handel narkotykami) powołał się m.in. na unijne postępowanie z art. 7. dotyczące naruszeń praworządności za sprawą ustaw sądowych wprowadzanych od 2016 r.

Czytaj także:

Dwa pytania dla sądu w Irlandii

Trybunał UE orzekł, że unijny sąd – w odpowiedzi na wniosek osoby podlegającej ewentualnej ekstradycji - musi przeprowadzić dwuetapowy sprawdzian. Pierwszy etap to ocena istnienia rzeczywistego ryzyka, że w kraju wydającym nakaz aresztowania (w tym przypadku w Polsce) może być naruszone prawo do rzetelnego procesu w związku z brakiem niezawisłości sądów tego państwa członkowskiego. A jeśli sąd stwierdzi takie ryzyko, to na drugim etapie musi szczegółowo ocenić, czy takie ryzyko dotyczy konkretnej ściganej osoby, czyli w tym przypadku Artura C. Unijny Trybunał zdecydował, że sąd rozpatrujący wniosek (w tym przypadku irlandzki) powinien poprosić m.in. sąd wydający wniosek, czyli sąd polski o informacje na temat stanu prawnego i niezawisłości wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Ekstradycja musi być wstrzymana dopiero, gdy sąd odpowie sobie twierdząco na pytania z obu etapów swego sprawdzianu, czyli stwierdzi, że dana osoba (w tym przypadku Artur C.) mogłaby zostać narażona na ryzyko naruszenia swego prawa do niezawisłego sądu, a tym samym prawa do rzetelnego procesu sądowego. Natomiast Trybunał nie powtórzył postulatu z niedawnej opinii swego rzecznika generalnego Jewgenija Tanczewa, że wyłącznie ryzyko „rażącego" naruszenia prawa do rzetelnego sądu powinno wstrzymywać ekstradycję między krajami UE.

Środowe orzeczenie mocno osłabia automatyzm w wewnątrzunijnych ekstradycjach i bardzo mocno przypomina decyzję Trybunału Sprawiedliwości UE z 2016 r., kiedy orzekł, że europejski nakaz aresztowania nie powinien być wykonywany w razie groźby naruszenia prawa podstawowych.. W tamtej sprawie sąd z Bremy pytał, czy musi odesłać aresztowanych do Rumunii i na Węgry, skoro złe warunki w tamtejszych więzieniach naruszają prawa podstawowe Unii. W odpowiedzi Trybunał sformułował dwuetapowy „test Aranyosiego" od nazwiska jednego z aresztowanych) – sąd w pierwszym etapie może oceniać, czy w danym kraju (np. w Rumunii, na Węgrzech) panuje ogólny i poważny problem z warunkami odsiadek, a w drugim etapie – musi odpowiedzieć, czy ten ogólny problem ma wpływ na konkretny przypadek aresztowanego, który miałby zostać deportowany.

Ukłon w stronę Komisji Europejskiej

Jednak o ile w sprawie warunków w więzieniach istnieją jednoznaczne zestawienia i oceny m.in. agend ONZ i Rady Europy, to takiego spójnego systemu ocen nie ma w kwestii niezawisłości sądownictwa. Ale Trybunał w Luksemburgu zadeklarował, że informacje z grudniowego wniosku Komisji Europejskiej uruchamiającego postępowanie z dyscyplinującego artykułu 7 Traktatu o UE „stanowią szczególnie istotne informacje" dla sądu rozpatrującego nakaz aresztowania (w tym przypadku irlandzkiego) w pierwszym etapie jego sprawdzianu co do niezawisłości sądownictwa.

Ponadto Trybunał przypomniał, że dla niezawisłości sądów wymagane jest m.in. przestrzeganie zasad co do powoływania członków sądów i okresu trwania ich kadencji. Wymóg niezawisłości zakłada również, że „system środków dyscyplinarnych dla sędziów przedstawia niezbędne gwarancje w celu uniknięcia ryzyka wykorzystywania takiego systemu jako systemu politycznej kontroli treści orzeczeń sądowych".

Powyższe doprecyzowania Trybunału mogą sugerować jasną podpowiedź, że sąd irlandzki (a w przyszłości także sądy innych krajów UE) ma bardzo poważne – i wskazywane przez Komisję Europejską - przesłanki, by na pierwszym etapie swego testu stwierdzić, że w Polsce istnieje systemowe ryzyko braku rzetelnego procesu.

Sprawa Artura C. to tylko wyjątek

Jednak unijny Trybunał Sprawiedliwości – wbrew oczekiwaniom części ekspertów od praworządności – podkreślił, że zawieszenie zasady wzajemnego uznawania decyzji prawnych między krajami UE nadal należy traktować jako wyjątek i zawężająco (stąd potrzeba drugiego etapu w sądowym teście, czyli pytania o konkretne ryzyko dla konkretnej osoby). A zatem obecny stan polskiego wymiaru sprawiedliwości, w tym poważne zagrożenie dla jego niezawisłości wskazywane przez Komisję Europejską i Komisję Wenecką, nie wyłączają Polski na dobre z unijnego systemu wzajemnego uznawania i zaufania w dziedzinie sądownictwa. Trybunał stwierdził bowiem, że dopiero decyzja Rady Europejskiej w ramach art. 7 (podejmowana jednomyślnie) stwierdzająca poważne i trwałe naruszenie praworządności np. w Polsce prowadziłby do automatycznego zawieszenia europejskiego nakazu aresztowania w stosunku do Polski.

Źródło: DW
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA