fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Polskie sądy rzadko powołują się na prawo unijne

Fotolia
Krajowe sądy rzadko powołują się na prawo unijne i niechętnie pytają unijny Trybunał Sprawiedliwości.

Jak wynika z danych TNS/Scytl, w ostatnich eurowyborach głosowało tylko 23 proc. uprawnionych Polaków. To lepiej niż na Słowacji, gdzie frekwencja wynosiła zaledwie 13 proc., ale znacznie gorzej niż w Niemczech (48 proc.), w Danii (56 proc.) czy rekordowej Belgii (90 proc.). Wyniki badań przeprowadzonych w 31 europejskich krajach w projekcie PADEMIA (koordynowanym przez Uniwersytet w Kolonii) wskazują, że tak niska frekwencja świadczy o małym zainteresowaniu niektórych europejskich społeczeństw sprawami Unii, ale także o niezrozumieniu działania europejskich mechanizmów.

Zdaniem dr Anny Pudło z Akademii Leona Koźmińskiego, koordynatorki polskiej części badania „Demokracja parlamentarna w Europie", prawo UE powstaje w zbyt skomplikowany sposób, a podział kompetencji jest niejasny.

– Nie do końca wiadomo np., jak przebiega granica między uprawnieniami szefa Rady Europejskiej i unijnego ministra spraw zagranicznych – tłumaczy.

Profesor Robert Grzeszczak z Uniwersytetu Warszawskiego zauważa, że nie tylko obywatele państw, w których frekwencja jest niska, nie rozumieją relacji między unijnymi instytucjami. Z badań wynika, że zasad funkcjonowania wspólnoty nie rozumieją do końca także politycy.

– Polskie partie polityczne nie poruszają spraw europejskich w swoich programach – tłumaczy Grzeszczak. – Kwestie te pojawiają się tylko przy okazji innych problemów, np. kryzysu migracyjnego.

– Wciąż traktuje się sprawy unijne jak politykę zagraniczną, a są one bliższe polityce wewnętrznej. To nie „tamci w Brukseli" coś wymyślają, tylko „my w Brukseli" i o tym trzeba edukować społeczeństwo, zwłaszcza młodzież – dodaje.

Profesor Grzeszczak podkreśla też, że sądy niechętnie powołują się w wyrokach bezpośrednio na prawo UE, nawet to obowiązujące wprost. Wolą znajdować podobne przepisy w polskich ustawach, głównie z przyzwyczajenia.

– Sądy administracyjne zaczęły ostatnio szerzej stosować prawo unijne, ale wynika to z częstych jego kolizji z przepisami krajowymi, nie miały więc wyjścia – mówi prof. Grzeszczak. – Sądy powszechne stosują je, tylko jeśli strony same wskażą im na wiążące prawo UE. Dlatego ważne jest też edukowanie sędziów, aby nie bali się po to prawo sięgać – dodaje.

Anna Pudło zauważa z kolei, że polskie sądy rzadko korzystają też z możliwości zwrócenia się z pytaniem prawnym do Trybunału Sprawiedliwości UE.

– W wielu kwestiach istotnych dla społeczeństwa polski wymiar sprawiedliwości w ogóle nie prosi o takie wykładnie – wskazuje. Dodaje, że nie zrobiono tego np. w sprawie ustawy o obrocie ziemią rolną.

Profesor Jan Barcz z Akademii Leona Koźmińskiego, również biorący udział w badaniach, podkreśla, że bardzo ważna jest euroedukacja skierowana do zwykłych obywateli, prawników i polityków. Niezbędne dla sprawniejszego funkcjonowania Unii będzie też zwiększenie udziału parlamentów krajowych w opracowywaniu europejskiego prawa.

Badania wskazują, że być może, jeśli Polacy zaczną częściej słyszeć o sprawach europejskich od polityków czy w sądach, to zrozumieją, że dotyczą ich bezpośrednio. Dużo mówi się o unijnych absurdach i próbie regulowania każdej dziedziny życia, mniej zaś o tym, że Unii zawdzięczamy np. polepszenie ochrony danych osobowych, która zacznie działać już za rok.

Badania nad demokracją parlamentarną były prowadzone przez trzy lata (od 2013 do 2016 r.). W pracach wzięło udział 56 europejskich uczelni i ośrodków eksperckich. Poza Akademią Leona Koźmińskiego Polski Instytut Spraw Międzynarodowych. ©?

Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: szymon.cydzik@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA