fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Koronawirus: władze sądów oszczędzają sędziów i pracowników

Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Są sprawy, które sąd mimo epidemii koronawirusa powinien załatwić. Prezesi muszą się postarać, by ktoś się nimi zajął.

Koronawirus nie oszczędza sądów. Mamy już pierwsze zamknięcia jednostek i kwarantanny z powodu podejrzeń lub zakażenia prawników. Są też sądy, w których do orzekania, nawet tych najpilniejszych spraw, pozostali pojedynczy sędziowie. Co będzie, kiedy i ich zabraknie? Ministerstwo Sprawiedliwości chce wprowadzić ekspresowe delegacje, by ratować sprawy najpilniejsze. Czy to wystarczy? Prezesi zapewniają, że robią co mogą, ale nie wszystko da się zaplanować.

Maciej Strączyński, prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie, nie próżnuje. Wprawdzie działalność sądu zamknął do końca kwietnia, ale musi być przygotowany na załatwianie spraw pilnych, np. aresztowych, bo te nawet z powodu koronawirusa czekać nie mogą. Nie może więc zabraknąć sędziów dyżurnych, i to zarówno cywilistów, jak i karnistów. A i tu mogą się pojawić problemy.

– Nie wszystko da się zaplanować – mówi „Rzeczpospolitej" prezes. I choć ogranicza pracę w budynkach sądów, ma świadomość, że do zakażenia może dojść w drodze do pracy lub podczas powrotu z niej. – Najważniejsze, żeby udało się ostatecznie załatwić sprawy wstrzymania biegu terminów – mówi prezes.

Czytaj też:

Bo jeśli do tego nie dojdzie, to, jego zdaniem, sądy, i tak dotknięte przestojem, nie poradzą sobie z dziesiątkami tysięcy wniosków o przywrócenie terminów do różnych czynności.

Krzysztof Kurosz, prezes Sądu Rejonowego dla Łodzi- -Śródmieścia, robi co może, by zapewnić funkcjonowanie jednostki. Nie jest łatwo, bo w Łodzi odnotowano właśnie 60 osób zakażonych, część instytucji przechodzi kwarantannę.

– Rozumiem, że sąd pracuje i będzie pracował w bardzo ograniczonym zakresie, ale działać musi – mówi „Rzeczpospolitej".

Wprowadza więc dyżury i pracę rotacyjną, by na skutek nieszczęśliwych wypadków nie zabrakło u niego sędziów. Ale to niejedyny problem. Sami sędziowie nic nie zdziałają, jeśli zabraknie pracowników.

Prezes Kurosz stara się więc ograniczyć ich obecność w pracy do stanu niezbędnego. Nie chce także, by wracali do domu w czasie największego nasilenia ruchu. Wszystko po to, by zmniejszyć do minimum ryzyko poddania kwarantannie wszystkich pracowników w razie zachorowania na Covid-19 przez któregokolwiek z nich. Temu właśnie służy praca rotacyjna i zakaz mieszania się ze sobą grup pracowników.

– Kwarantanna całego sądu oznaczałaby, że nie mogłyby być rozpoznawane nawet te sprawy, które służą ochronie zdrowia i życia dzieci. Jest to gra o dużą stawkę – mówi prezes Kurosz.

Dziś walczy o sąd z jeszcze jednego powodu: zdaje sobie sprawę, że czas epidemii kiedyś minie i stan „po" oznaczać będzie lepszy lub gorszy start do nadrabiania zaległości.

A te we wszystkich sądach w kraju małe nie będą.

– W tej chwili jednak najważniejsze jest zdrowie pracowników oraz interes publiczny w ograniczeniu wzrostu zachorowań – uważa.

Z nieuchronnych trudności po epidemii zdają sobie również sprawę władze największych sądów w kraju. Przykład?

Sąd Okręgowy w Warszawie specjalnym zarządzeniem, które ma obowiązywać do końca marca, ograniczył przekazywanie spraw do sądu apelacyjnego i przyjmowanie ich z sądów rejonowych. W tych ostatnich w sprawach karnych chodzi o sprawy: w których wpłynął środek odwoławczy od postanowienia wydanego w przedmiocie zastosowania, przedłużenia, zmiany lub uchylenia tymczasowego aresztowania; w których wpłynął środek odwoławczy od orzeczenia w przedmiocie tymczasowego aresztowania trwającego dłużej niż rok i osiem miesięcy.

I ostatnia grupa spraw: to te, w których wpłynął środek odwoławczy od orzeczenia w przedmiocie umieszczenia podejrzanego w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym oraz od orzeczenia zwalniającego z dalszego przebywania w nim.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA