fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Sędzia Leszek Mazur o posiedzeniu Krajowej Rady Sądownictwa ws. poselskiego projektu nowelizacji ustawy o KRS

Leszek Mazur
Leszek Mazur
tv.rp.pl
Występowanie sędziów-członków Rady o spore pieniądze i szybszy czas spoczynku dowodzi braku wyobraźni – mówi sędzia Leszek Mazur, b. przewodniczący KRS.

Podczas ostatniego posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa przy okazji opiniowania poselskiego projektu nowelizacji ustawy o KRS zespół opiniujący go rekomendował Radzie pomysł, aby sędziowie -członkowie Rady dostali spore pieniądze i mogli przejść w stan spoczynku z zachowaniem 100 proc. wynagrodzenia nawet po upływie jednej tylko kadencji. Panie sędzio, co pan pomyślał, kiedy usłyszał, jak sędziowie z Rady próbują sobie załatwić szybki i niemały stan spoczynku po zakończeniu kadencji?

Pomyślałem, że stajemy przed wielką szansą na autokompromitację. Pomysły dotyczące stanu spoczynku, zresztą w znacznie skromniejszym wydaniu, gdyż chodziło o stan spoczynku na zasadach ogólnych, pojawiały się już wcześniej, ale w luźnych, niezobowiązujących rozmowach. Czym innym jest jednak przedstawienie ich na posiedzeniu plenarnym jako wynik prac formalnie wyznaczonego zespołu, z perspektywą podjęcia przez Radę uchwały obejmującej jej oficjalne stanowisko. To, czy to stanowisko byłoby ostatecznie pozytywne czy negatywne, ma znaczenie drugorzędne.

Czytaj też:

Sędzia Leszek Mazur poinformował I prezes Sądu Najwyższego o rezygnacji z przewodniczenia KRS

To jakie ma znaczenie w tej sprawie?

Samo podjęcie tematu było błędem, co potwierdziły liczne bardzo krytyczne wypowiedzi medialne. Poza tym pomysł jest nie do wytłumaczenia w środowisku sędziowskim. Forsowanie tego tematu dowodzi braku wyobraźni i nieliczenia się z opinią publiczną. Obecna Rada powinna być szczególnie wyczulona na wszelkie drażliwe kwestie, w szczególności na przywileje, ponieważ jej kontestacja w sferze ustrojowej – rozległa, konsekwentna i intensywna – stawia ją w wystarczająco trudnej sytuacji. Nie było konieczności eksponowania tego pomysłu, gdyż przedmiotem opiniowania był projekt grupy posłów Lewicy o bardzo ograniczonym zakresie i bez żadnego związku z kwestią stanu spoczynku. Rozszerzenie opiniowania było inicjatywą zespołu i miało charakter intencjonalny. Wynik głosowania Rady nie gwarantuje, że sprawa ta nie wróci pod obrady.

Ostatnio przed Krajową Radą Sądownictwa zdarzają się coraz bardziej kontrowersyjne awanse. Przykład? Córka pewnego wiceprezesa sądu z asesora szybko przeskoczyła (w głosowaniu Rady) na sędziego sądu rejonowego. Odbyło się to mimo wielu wątpliwości co do doświadczenia na sali rozpraw i napisanych uzasadnień. Głosował pan za tą kandydaturą?

Za kandydaturą pani asesor nie głosowałem, gdyż jako referent jej kandydatury sam rekomendowałem Radzie zgłoszenie sprzeciwu. I to nie dlatego, że to słaba kandydatura, tylko dlatego, że nie sposób ocenić jaka. Bardzo krótki okres efektywnego orzekania wykluczał, moim zdaniem, miarodajną ocenę jako przedwczesną. To także kwestia stosowania jednej miary dla wszystkich asesorów oraz odpowiedzialności za definitywną nominację sędziowską. Rada była jednak konsekwentna i nie zgłosiła sprzeciwu wobec żadnego asesora. Funkcja ojca pani asesor nie była mi znana, stoję na stanowisku, że nie ma żadnego znaczenia. Wśród asesorów oceniani byli także córka jednej z posłanek oraz syn byłego prezesa jednego z sądów apelacyjnych. O tym dowiedziałem się już po pojawieniu się kontrowersji dotyczących pani asesor. Żadna informacja na ten temat nie pojawiła się podczas posiedzenia, opinie wizytatorów były jednoznacznie pozytywne, podobnie jak rekomendacje zespołu i ocena Rady. W przypadku, o którym mówimy, takiej jednoznaczności nie było, a Rada zajęła inne stanowisko niż zespół. Racja, w tym przypadku, opiera się na większości.

To zresztą nie jedyny kontrowersyjny awans, do którego przyczyniła się Rada...

Niestety, przybywa ich. To konkursy z udziałem członków Rady czy członków ich rodzin, konkursy z awansem o dwie lub trzy instancje czy też ponawianie uchwał pomimo uchylenia poprzednich przez Sąd Najwyższy, także dwukrotnie. Oczywiście podejmowane są próby różnych tłumaczeń i racjonalizacji, ale czy są one przekonujące dla zainteresowanych? Wątpię.

Rada działa w interesie pewnej grupy? Dostrzega pan po latach, że awansują ci, co mają awansować – niekoniecznie najlepsi kandydaci?

Te zdarzenia wskazują na pewne rozmijanie się praktyki z założeniami. Jak dalece, to kwestia znacznie bardziej szczegółowej oceny. Ale tak to najczęściej jest. Żaden projekt nie jest realizowany w stu procentach.

Przez lata, kiedy był pan przewodniczącym, Rada zbierała bardzo krytyczne opinie. Pytałam, czy nie żałuje pan, że dał się wciągnąć do udziału w niej. Zawsze pan mówił, że trwa i niczego nie żałuje. Co pan myśli dziś?Po tym, jak stracił funkcję, a właściwie z niej zrezygnował? Nie żałuje pan, że podjął się udziału w jej pracach?

Czy żałuję decyzji o udziale w pracach Rady? To niełatwe pytanie. Rozstrzygnie bilans satysfakcji i rozczarowań. Zastanawiam się nad tym, ale z finalną oceną wstrzymam się do zakończenia kadencji. To już tylko kilka miesięcy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA