fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Koronawirus. wybory prezydenckie 2020: prawo do wolnego wyboru

Fotorzepa, Robert Gardziński
To głosowanie będzie się odbywać pod presją strachu.

W epicentrum pandemii i przy rosnącej z dnia na dzień liczbie ofiar i zakażonych politycy z bezwzględnym wyrachowaniem rozpoczęli forsowanie pomysłu wyborów prezydenckich.

Przez ostatnie dwa miesiące wszyscy milcząco zaakceptowali liczne ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności. Zakaz wychodzenia z domu, maseczki, ograniczenia handlu, zakaz zgromadzeń, ograniczenia w odbywaniu się mszy świętych i pogrzebów, odwołane egzaminy itd. Po dwumiesięcznej kwarantannie każdy, łącznie z najważniejszymi przywódcami świata, zrozumiał, że jedyną siłą, jaka może zatrzymać koronawirusa, jest izolacja i zakaz skupisk. Najprościej rzecz ujmując, każdy ma zostać w domu, aby chronić siebie i innych. Dozwolone jest wychodzenie na zewnątrz tylko w celu „przeżycia".

Igranie z ludzkim życiem

Wybory korespondencyjne dziś są jednym wielkim eksperymentem. Eksperymentem na ludziach. Czy organizatorzy wyborów są w stanie od strony prawnej zabezpieczyć dostęp do kart głosowania tylko osobom uprawnionym?

Kolejna kwestia samego głosowania wiąże się nawet w trybie korespondencyjnym z przemieszczeniem się i wyjściem z domu, dostępem do skrzynek. Epidemiolodzy wskazują, że projekt nie gwarantuje bezpieczeństwa członkom komisji obwodowych ani personelowi technicznemu. Pytanie, czy gwarantuje bezpieczeństwo obywatelom i czy zostały zapewnione środki bezpieczeństwa przed zakażeniem wirusem.

Równość to tylko hasło

Wybory powinny być równe i publiczne. Czy kandydaci mają jednakowe szanse kandydowania, prezentowania swoich poglądów, prowadzenia kampanii? Odpowiedź jest oczywista. Czas pandemii to czas zamykania się w domach, a nie gromadzenia na wiecach publicznych, spotkania z wyborcami. Dziś nawet roznoszenie ulotek wyborczych jest obarczone ryzykiem.

Pod tym hasłem równości należy rozumieć jeszcze coś więcej. Czy faktycznie wszyscy wobec prawa jesteśmy równi? Jeśli najważniejsze w życiu człowieka zdarzenia, jak śluby, pogrzeby, egzaminy, zdarzenia i przedsięwzięcia gospodarcze są zawieszone i podlegają ograniczeniom – to czy zasada równości zezwala na uprzywilejowanie zdarzenia, jakim są wybory? A może polityków nie dotyczy zasada równości?

Powszechność głosowania

Pod największym znakiem zapytania stoi zagwarantowanie powszechności głosowania. Z dotychczasowych wieloletnich doświadczeń sądowych związanych z doręczeniem korespondencji wynika nie najlepszy obraz doręczeń choćby w sprawach sądowych. Niejednokrotnie zdarzały się pomyłki, niedoręczenia korespondencji, zaginięcia awiza czy odebrania korespondencji przez osoby nieuprawnione. W wielu przypadkach z różnych przyczyn życiowych adres zamieszkania nie pokrywa się z adresem zameldowania, a karty mają być doręczane na adres zameldowania. Gdzie będą doręczane karty, gdy ktoś nie dopełnił obowiązku meldunkowego?

Wybory wymagają znacznie wyższych niż przeciętne standardów organizacyjnych, a nade wszystko stuprocentowej pewności, że karta do głosowania trafiła w ręce osoby uprawnionej.

Gdyby koncept wyborów korespondencyjnych był tak prosty do wykonania, jak to przedstawiają politycy, od lat byłby on praktycznie realizowany na świecie. Zwróćmy uwagę, że mimo rozwoju technologii techniki wybory są zbyt ważne, aby zdać się przy ich organizacji na sposób korespondencyjny. Nawet obecnie, w czasie epidemii, nieliczne kraje, jak Korea Południowa, które zdecydowały się je przeprowadzić, nie wybrały drogi korespondencyjnej (!). Wybory odbyły się w tradycyjnej formie z zachowaniem środków ostrożności. Jak można było jednak zauważyć na materiałach prasowych, kontakt ludzi był bardzo duży, więc przy organizacji wyborów po prostu nie da się uniknąć ryzyka. Niemniej Korea Południowa jest stawiana dziś za wzór kraju, który potrafił poradzić sobie z opanowaniem pandemii bez społecznej izolacji i zakazu wychodzenia z domu. Wprowadzono tam jednak masowe testy, które pozwoliły wyizolować chorych.

Wolne od wszelkich wpływów

Można mieć jednak wrażenie, że znacznej części społeczeństwa nie interesuje, jak i czy wybory się odbyć powinny. Niewątpliwie zainteresowani są tym politycy, choć cena wyborów za wszelką cenę, po trupach, może być bardzo wysoka.

Chodzi jednak w tym wypadku nie o roszczenia polityków, tylko o nasze podstawowe prawa obywatelskie. Wielką wartością po 1989 r. była idea wolnych wyborów. Wolnych od wszelkich wpływów politycznych.

Czy dziś wybory są wolne? Może są one wolne w sensie politycznym, ale na pewno nie są one wolne w sensie obywatelskim. Jako obywatel mam konstytucyjne prawo głosowania i udziału w procedurze wyboru najważniejszych przedstawicieli władzy w państwie. Państwo jednak musi zapewnić warunki, aby można było wziąć udział w wyborach w sposób wolny od jakiejkolwiek presji.

Dziś wybory będą się odbywać pod presją strachu o życie i zdrowie. Szczególnie osób z tzw. grupy podwyższonego ryzyka. Wielu wskutek zagrożenia będzie w istocie wykluczonych z głosowania. Pytam już tylko retorycznie: czy w tych okolicznościach organizacja wyborów korespondencyjnych pozwala na pełne, równe, powszechne i wolne urzeczywistnienie podstawowego prawa obywatela wynikającego z art. 62 ust. 1 Konstytucji RP – prawa do udziału w wyborach?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA