Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego odwołała w czwartek pięć rozpraw. Wszystkie dotyczyły spraw immunitetowych.
– Przyczyną odwołania są wątpliwości co do wykładni znowelizowanych przepisów, które weszły w życie 14 lutego – podał Piotr Falkowski, rzecznik Izby Dyscyplinarnej SN. Problematyczny jest przepis przejściowy.
– To było do przewidzenia – twierdzą sędziowie.
Czytaj także: TSUE zajmie się Izbą Dyscyplinarną SN 9 marca
Prokurator poczeka
Na wokandach zaplanowanych na 20 lutego znalazło się w sumie siedem spraw. Pięć z nich odwołano. Trzy dotyczyły prokuratorów, dwie sędziów. Dlaczego się nie odbyły? Przez niejasności po zmianie przepisów. Nowelą ustawy sędziowskiej (zwanej kagańcową) postępowania w sprawie o uchylenie immunitetów w obu instancjach prowadzić ma Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego.
Do tej pory w pierwszej instancji orzekały sądy dyscyplinarne – sądy apelacyjne. A dopiero w drugiej nowa izba SN.
Inny był też skład sędziowski. W drugiej instancji orzekało dotychczas dwóch sędziów plus jeden ławnik. Obecnie – trzech sędziów zawodowych. W związku z tymi zmianami należało podzielić Izbę na dwa wydziały: I to będzie pierwsza instancja, II – druga. I przydzielić sprawy.
Problemem okazały się sprawy, które w momencie wejścia w życie były w tzw. toku, czyli po prostu trwały. W sprawach sędziów i prokuratorów wypowiedział się już bowiem SA–SD, ale sprawy do 14 lutego nie zdołała ostatecznie zakończyć ID SN.
– Kwestie intertemporalne są bardzo istotne. Należy ustalić, czy art. 14 ustawy zmieniającej dotyczy także postępowań immunitetowych – ustaliła „Rz" w Izbie Dyscyplinarnej.
Przepis ten stanowi, że do czynów popełnionych przed dniem wejścia w życie noweli stosuje się przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej w brzmieniu dotychczasowym.
Nie dziwi nic
– To było do przewidzenia, że takie procedowanie, jak tej ustawy przyniesie marny efekt. To nie jest proces legislacyjny, tylko radosna twórczość. Coś, co miało usprawnić pracę sądów, dziś ją dezorganizuje – mówi „Rzeczpospolitej" sędzia Beata Morawiec, prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis.
I dodaje, że to nie pierwszy problem, jaki pojawi się w przypadku tej i innych ustaw. Przykład?
– W zmienionej ustawie – Prawo o ustroju sądów powszechnych zdecydowano, że minister sprawiedliwości powołuje rzeczników dyscyplinarnych w sądach. Problem w tym, że w innej ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa zapomniano wykreślić przepis, który stanowi o udziale Rady w tym procesie – przytacza sędzia Morawiec.
Wtóruje jej sędzia Waldemar Żurek.
– Przepisy są pisane na kolanie, bez żadnej refleksji, i to od razu widać w praktyce. – Twierdzi, że będzie jeszcze gorzej.
Więcej kwiatków
– Weźmy np. przepisy dotyczące oświadczeń, jakie mają składać sędziowie o swojej przynależności do organizacji i stowarzyszeń. Do dziś nie wiadomo, o jaki czas przynależności chodzi.
– Z przepisu nie wynika, czy jeśli należymy do spółdzielni mieszkaniowej, czy np. kiedyś do PCK, to też należy wpisywać w oświadczeniu – zastanawia się sędzia Żurek.
Sędzia Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, idzie jeszcze dalej.
– Dla mnie problemu nie ma – Izba Dyscyplinarna nie jest sądem, więc jej kłopoty z brakiem czy niejasnością przepisów intertemporalnych są nieistniejące – uważa sędzia Markiewicz. Twierdzi też, że sędziowie Izby powinni się powstrzymać od orzekania, a nie zastanawiać się, co robić, i odwoływać terminy.