fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Unijny projekt derogacji prawa krajowego - o co chodzi

AdobeStock
O co chodzi w unijnym projekcie o derogacji prawa krajowego.

Nie trzeba być specjalistą od europeistyki czy stosunków międzynarodowych, by zauważyć, że Unia Europejska przeżywa poważny kryzys, być może pierwszy tak istotny w swojej historii. Coraz częściej widać pęknięcia w celach, środkach do ich realizacji, a także – na poziomie aksjologii – w tożsamości projektu europejskiego. Nie przeszkadza to jednak zupełnie Komisji Europejskiej w projektowaniu rozwiązań, które wydają się zupełnie sprzeczne z silnie zarysowującą się potrzebą budowania Unii Europejskiej nie w kierunku jakiegoś superpaństwa, ale raczej zrzeszenia suwerennych państw, współpracujących ze sobą politycznie i gospodarczo. W inną stronę zmierza przygotowany przez Komisję Europejską projekt rozporządzenia w sprawie mechanizmu eliminowania barier prawnych i administracyjnych w stosunkach transgranicznych.

Tytuł projektowanego rozporządzenia brzmi niewinnie. Któż nie chciałby, by w obrocie gospodarczym eliminowane były bariery prawne i administracyjne. Zależy nam przecież na tym, by współpraca gospodarcza, w tym wymiana handlowa, rozwijały się jak najlepiej. Środkiem do tego celu były do tej pory przede wszystkim instrumenty harmonizacyjne, a więc zobowiązujące państwa do takich zmian w prawie wewnętrznym, aby podmioty gospodarcze funkcjonujące w Unii Europejskiej mogły w miarę swobodnie rozwijać swoją działalność.

Projekt wspomnianego rozporządzenia idzie o kilka, jeżeli nie kilkanaście kroków dalej, mając na horyzoncie – być może jeszcze odległym, ale już wyraźnie zarysowanym – europejskie superpaństwo.

Komisja Europejska proponuje, aby na terytoriach przygranicznych możliwe było zawieszenie obowiązywania prawa danego państwa, w uzgodnionym zakresie, i wdrożenie prawa państwa sąsiedniego, regulującego dany obszar działalności. Komisja stwierdza, że „w regionach przygranicznych utrzymują się liczne bariery prawne, w szczególności te dotyczące opieki zdrowotnej, zatrudnienia, podatków, rozwoju biznesu, jak również bariery związane z różnicami pomiędzy krajowymi ramami prawnymi. Ani finansowanie w ramach europejskiej współpracy terytorialnej, ani wsparcie instytucjonalne współpracy europejskich ugrupowań współpracy terytorialnej (EUWT) same w sobie nie wystarczają do wyeliminowania tych barier, które poważnie utrudniają skuteczną współpracę". Skoro wzrost gospodarczy i współpraca transgraniczna stają się celem nadrzędnym, to właściwie nie ma podstaw do tego, by pomysł Komisji Europejskiej skrytykować. Czy jednak na pewno?

Mechanizm zaproponowany w projekcie rozporządzenia ma prowadzić do derogowania tych przepisów obowiązujących w danym regionie przygranicznym, które tworzą utrudnienia w przedsięwzięciu zamierzonym przez podmioty prowadzące współpracę transgraniczną, czyli pochodzące z sąsiednich państw. Jeżeli na przykład restaurator niemiecki będzie chciał wspólnie z polskim przedsiębiorcą otworzyć lokal w Polsce należący do jego sieci, będzie mógł zainicjować procedurę, która może doprowadzić do stosowania wobec niego prawa niemieckiego także na określonym terytorium w Polsce.

W rezultacie przeprowadzenia procedury przewidzianej w rozporządzeniu, określonej w specjalnie na ten cel przygotowanej i uzgodnionej dokumentacji, przestawałoby obowiązywać prawo uchwalone zgodnie z konstytucją, a więc przez odpowiednie organy i w przewidzianym trybie, a zamiast tego zaczynałoby obowiązywać prawo uchwalone przez inne państwo.

Już pobieżna analiza projektu z perspektywy polskiego porządku prawnego budzi liczne wątpliwości. Nie tylko zresztą aspekty ściśle prawne każą zdystansować się bardzo do tego pomysłu Komisji Europejskiej.

Konstytucja RP przewiduje w art. 90 ust. 1, że możliwe jest przekazanie na podstawie umowy międzynarodowej organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencji organów władzy państwowej w niektórych sprawach. Nie ma jednak żadnych podstaw, aby w ten sposób, pośrednio, doprowadzić do przekazania takich kompetencji innemu państwu. Takiej możliwości nie ma, nawet jeżeli przewidziano mechanizmy inicjowane dobrowolnie – przynajmniej na tym etapie kreatywności Komisji Europejskiej rozporządzenie nie zakłada przymusu wobec państw członkowskich.

Trudno sobie wyobrazić, że nawet z powodu tak istotnego celu, jakim jest wzrost gospodarczy, na jakimś obszarze Rzeczypospolitej przestawałoby obowiązywać polskie prawo – czy to krajowe czy miejscowe – a zamiast tego zaczynałyby obowiązywać normy uchwalone przez organy państwa sąsiedniego. Wydaje się to nieakceptowalne, niezależnie od tego, czy derogacja prawa polskiego miałaby następować w zakresie przedmiotowym czy jedynie podmiotowym.

Nie wiadomo, jakie ostatecznie będą losy projektu rozporządzenia. Być może nigdy nie stanie się częścią porządku prawnego Unii Europejskiej. Już jednak sam pomysł wprowadzenia takiego rozwiązania powinien nauczyć nas szczególnej dokładności w obserwowaniu procesu prawodawczego w Unii Europejskiej, z wielu względów dla nas mniej dostępnego i przejrzystego niż proces krajowy. Aktywność polskiego rządu zmierzająca do odrzucania takich projektów nie powinna być w żadnym razie odczytywana jako próba osłabienia pozycji Polski w Unii Europejskiej, ale jako usiłowanie zaprowadzenia zasad zdrowego rozsądku w naszym wspólnym europejskim projekcie.

Autor jest doktorem nauk prawnych, autorem publikacji z zakresu prawa karnego i konstytucyjnego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA