fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Każda władza musi znosić krytykę - Marek Domagalski o sporze ws. wypowiedzi prezydenta na temat wyroku TK

Fotorzepa/Marian Zubrzycki
Trzeba wyjaśnić spór na linii sędzia Stanisław Biernat – prezydent Andrzej Duda. Dotyczy akcentów i sugestii. O zakazie ich formułowania nie może być jednak mowy. Taka jest uroda demokracji.

Kilka dni temu w Lwówku Śląskim prezydent Andrzej Duda powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, iż Trybunał Konstytucyjny naruszył konstytucję, gdy orzekł zgodność z nią podwyższenia wszystkim Polakom wieku emerytalnego wbrew ich woli.

– Czy to był Trybunał, który działał dla polskiego społeczeństwa i dla polskiego państwa – pytał prezydent. Czy dla jakiejś wąskiej kasty rządzącej, która akurat miała taki interes? Myślę, że każdy sam sobie odpowie na to pytanie – mówił Andrzej Duda.

W reakcji na te słowa Stanisław Biernat, były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego, także z okresu wojny o TK, opublikował oświadczenie, domagając się od prezydenta wyjaśnienia „szokujących oskarżeń".

– Jaki ma tytuł prezydent do stanowczego stwierdzania, bez uzasadnienia, że wyrok TK jest niezgodny z konstytucją – pyta sędzia Biernat. W sukurs sędziemu poszło jedenastu sędziów TK, wskazując, że „dyskredytowanie" działalności Trybunału, gdy funkcjonował w sposób niezależny, narusza dobro wspólne i godzi w podstawy kultury prawnej.

Sam sędzia Biernat w konkluzji oświadczenia ujawnia zaś nie tylko prawną naturę spraw przed TK i wielu jego wyroków. Pyta, czy prezydent jest pewien, że cofnięcie z jego inicjatywy reformy emerytalnej, czego niszczące skutki staną się niechybnie widoczne za kilkanaście, albo za kilkadziesiąt lat, jest korzystne dla polskiego społeczeństwa i państwa.

Zostawiając na boku formę pytań, adwersarze oceniają wielkie decyzje polityczne o znaczeniu dla szerokich kręgów społecznych, budżetu i gospodarki, choć ubrane w ustawy. Zarówno Trybunał Konstytucyjny, jaki i prezydent dokonują ich wartościowania i swego rodzaju polityki. Bo władza sądownicza, zwłaszcza na tym szczeblu, też ją prowadzi. Wszak to tzw. negatywny ustawodawca, usuwający niekonstytucyjne przepisy. Byłoby rzeczą niezrozumiałą, nieracjonalną i sprzeczną z demokratycznym porządkiem i wolnością, zwłaszcza wypowiedzi, ograniczanie takich ocen.

Czy komuś przyszłoby do głowy krytykować media za taką krytykę? Oczywiście, że nie. Jak rozumiem, problem sędziów TK bierze się z tego, że prezydent jest jednym z elementów władzy – wykonawczej. Zgodne z konstytucją, organy władzy działają na podstawie i w granicach prawa. Nie widzę w wypowiedzi prezydenta naruszenia prawa. Wyraził on opinię o jednym z wyroków, z którym ma prawo się nie zgadzać. Problem by się zaczął, gdyby go nie respektował, bądź ustawiczną, do tego nieuzasadnioną, a zwłaszcza agresywną krytyką poważał powagę władzy Trybunału.

Tego mu czynić nie wolno. Dobrze dla debaty publicznej byłoby też, gdyby prezydent wyjaśnił szerzej swoje zastrzeżenia do owego wyroku, zwłaszcza sugestię o rzekomej stronniczości. Należy się to zarówno sędziom, jak i obywatelom.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA