Zgoda na ratyfikację jest prostą dwuzdaniową ustawą zezwalającą na ratyfikowanie przez prezydenta w tym wypadku unijnej decyzji w sprawie zasobów własnych Unii Europejskiej i określającą termin jej wejścia w życie.

Mieli dużo czasu i okazji, zwłaszcza minister Zbigniew Ziobro, by wpływać na stanowisko rządu w negocjacjach w Brukseli. Teraz jest na to za późno i nie ma żadnych podstaw do zrywania wynegocjowanej umowy, czy też częściowego od niej odstępowania. Musiałaby zaistnieć nadzwyczajna zmiana stosunków, opisana łacińską zasadą rebus sic stantibus, która uzasadniać by mogła modyfikację umowy na wypadek jakiegoś kataklizmu lub załamania się normalnych relacji europejskich.

Czytaj też:

Fundusze za praworządność - Tomasz Pietryga: Ziobro ma trochę racji

Pożegnanie totalsów - Marek Domagalski o porozumieniu rządu z Lewicą ws. unijnego Funduszu Odbudowy

Teraz ta gra w poprawianie ratyfikacji może się jeszcze przetoczyć przez Senat. Może pojawić się koncert życzeń pt. co jeszcze dobrego dla naszego elektoratu można wrzucić do ratyfikacyjnego koszyka, albo po prostu zrobić na złość rządowi. Ale wiadomo, że te życzenia czy złośliwości nie będą miały na ratyfikowaną umowę żadnego prawnego wpływu.

Nie wiem, czy ta umowa (decyzja) jest najlepsza z możliwych dla Polski, ale jest potrzebna i lepszej nie ma na stole. Straszenie widmem jakiegoś uwspólnotowienia długów, płaceniem za bankrutującego ewentualnie członka Unii, wygląda raczej na marne alibi dla partyjnych gierek.

O co? Moim zdaniem to lęk przez polityczną marginalizacją – w przypadku ugrupowania Zbigniewa Ziobry, a w przypadku Borysa Budki to, mówiąc słowami posła Zandberga z sejmowej mównicy, rojenie o księżycowej koalicji jeszcze w tej kadencji z panami Braunem i Bosakiem.

A w ratyfikacji chodzi o interes i powagę Polski jako poważnego partnera w Unii. Dlatego rząd też ma zadania do wykonania. Wyjaśnić obywatelom, czy i w jakim stopniu grozi Polsce obciążenie długami innych państw, gdyby wpadły w poważne kłopoty zadłużeniowe. Oraz jak transparentnie będą dzielone unijne fundusze. Nie wystarczą tu zapewnienia premiera. To powinno być wytłumaczone tak, aby było jasne jak dwa razy dwa.