fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Dariusz Czajkowski: Sędzia ukradł cebulę

Fotorzepa
Trwa ogólnonarodowa debata nad postępkiem sędziego Mirosława Topyły, który na stacji benzynowej wrzucił do kieszeni cudze 50 zł.

Każdy Polak, którego choć trochę interesują sprawy publiczne, wydał już w tej sprawie wyrok na podstawie kilkusekundowego telewizyjnego newsa z zapisem z monitoringu. Zatroskany o zawodowy wizerunek środowiska, w poczuciu obywatelskiego obowiązku, składam więc publiczne zawiadomienie i samooskarżenie:

30 maja 2017 r. około godziny 10.30 ze sklepu spożywczego na granicy państwowej w Ogrodnikach usiłowałem wynieść – bez uiszczenia opłaty – dwie cebule o łącznej wartości 1 zł 16 gr. Sprzedawczyni dogoniła mnie przed sklepem, robiąc mi awanturę z powodu mojego karygodnego postępku.

Okolicznością obciążającą czynu było to, że połasiłem się na towar o tak niskiej wartości, a wszystko odbyło się – o zgrozo – na oczach innych przedstawicieli kasty: dwóch sędziów niższego szczebla i emerytowanego zastępcy dyrektora zakładu poprawczego. To nic, że prywatnie są to moi koledzy, z którymi razem robiłem zakupy przed zagraniczną wyprawą na ryby. Nie jest to dla mnie żadnym usprawiedliwieniem, a tak właściwie to powinno być poczytane na moją niekorzyść. Wszak zapłaciłem za kilka koszyków ze wspólnymi zakupami, a połasiłem się na taki drobiazg...

Było tak. Moja wrodzona pazerność zwyciężyła nad uczciwością i gubiąc czujność sprzedawczyni, uiściłem blisko dwieście złotych za zakupy, a skradziony towar, bez wcześniejszego zeskanowania, wrzuciłem przy kasie bezpośrednio do reklamówki... Kamery to widziały! Myślę, że moi koledzy musieli się ze mną solidaryzować w tym haniebnym postępku. Wprawdzie nie uzgadniałem z nimi kradzieży cebuli, ale znając deprawację tego środowiska, jestem przekonany, że głęboko mi kibicowali.

Proszę zatem o najwyższy wymiar kary i złożenie mnie z urzędu. Dla kolegów sędziów też o jakąś karę proszę – przecież tam byli.

Nie wiem, czy ten satyryczny ,,donos" (opisywane zdarzenie istotnie miało miejsce) zostanie przez czytelnika odebrany zgodnie z moją intencją.

Jako sędzia z przeszło dwudziestoletnim doświadczeniem zawodowym nie odważyłbym się nigdy wydać wyroku w sprawie kradzieży na stacji benzynowej na podstawie samego tylko zapisu monitoringu, bez wnikliwej analizy całości akt postępowania i okoliczności sprawy. Jaka była reakcja obwinionego bezpośrednio po zatrzymaniu go? Jak się zachowywał, co mówił, jak tę sytuację tłumaczył? To fakt, że film z monitoringu jest na pierwszy rzut oka porażający, ale każdy czyn przestępny składa się przecież z dwóch elementów: strony przedmiotowej (czyli jak się człowiek zachowuje) oraz podmiotowej (jego stosunku psychicznego do tego zachowania). Czy sam film potrafi zdekodować to drugie?

Nie sądźmy tak łatwo, abyśmy nie byli sądzeni. ?

Autor jest sędzią Sądu Apelacyjnego w Białymstoku

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA