W ramach rewizji KPO rząd zrezygnował z objęcia wszystkich kolejnych umów zlecenia składkami na ubezpieczenia społeczne niezależnie od osiąganych przychodów. Oceny tego pomysłu w środowisku biznesowym były różne. Jedni uważali, że byłoby to ograniczenie dla osób wykonujących różne aktywności, a państwo powinno zachęcać do podejmowania dodatkowych zleceń. Nie brakowało jednak entuzjastów pomysłu, którzy twierdzili, że takie rozwiązanie dobrze zrobi konkurencyjności. Niemniej temat jest już nieaktualny.
Czytaj więcej:
Zdaniem ekspertów, wszystko wskazuje na to, że Państwa Inspekcja Pracy chce się zabezpieczyć na wypadek przegranej w sądzie.
Pro
Reforma krytykowana przez... wszystkich
W miejsce pierwotnej propozycji zaoferowano natomiast wzmocnienie kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). W efekcie inspektorzy będą mogli ustalać, że zarobkujący np. na podstawie umowy zlecenia lub B2B tak naprawdę jest na etacie. Obecnie tylko sąd ma taką możliwość. Biznes od początku mocno krytykuje zarówno sam rządowy pomysł, jak też poszczególne regulacje. To było raczej do przewidzenia. Problem w tym, że trudno obecnie znaleźć entuzjastów tego pomysłu, gdyż nawet w samym rządzie jest on krytykowany. Nie dość wspomnieć, że minister finansów i gospodarki w swoim stanowisku zwraca uwagę, że przyznanie PIP nowych uprawnień może mieć negatywne skutki dla przedsiębiorców z sektora MŚP, które nie zostały dostatecznie przeanalizowane. Ostrzega m.in. przed nadmiarowymi obciążeniami związanymi choćby z koniecznością przeglądu umów (tj. działaniami zapobiegawczymi w celu uniknięcia potencjalnych sankcji), czy kosztami ewentualnej zmiany umowy cywilnoprawnej z mocą wsteczną. To wszystko może spowodować zarówno wzrost kosztów zatrudnienia, jak i powszechne rozwiązywanie dotychczasowych współprac.
Czytaj więcej:
W przypadku sądowego rozstrzygnięcia o braku zasadności przekształcenia np. B2B w etat, może powstać problem m.in. z rozliczeniem urlopów.
Pro
Związki krytykują reformę PIP
Popatrzmy na ten temat też z innej strony. Resort rodziny, który jest autorem projektu, przekonuje że te zmiany tworzone są z myślą o osobach zatrudnionych. Mają im bowiem zapewnić wyższy poziom ochrony. Być może zatem należy je oceniać właśnie z tej perspektywy? Wówczas ich ocena nie będzie może tak słaba. Problem w tym, że nawet związki zawodowe podchodzą do nowych regulacji krytycznie. NSZZ „Solidarność” w swoim stanowisku wskazuje, że odejście od poprzedniego brzmienia kamienia milowego nie pozwoli na systemową zmianę obecnej, częściowo patologicznej, struktury rynku pracy i na zaprzestanie promowania optymalizacji podatkowej, wpływającej negatywnie na długofalową stabilność systemu ubezpieczeń społecznych.
Każdemu z tych negatywnych stanowisk towarzyszy oczywiście zapewnienie, że sama idea zmian jest dobra, tylko potem następuje cała litania uwag, dlaczego propozycja jednak nie spełnia oczekiwań. Ostatni projekt wypuszczony przez resort rodziny, który był równie mocno krytykowany, dotyczył rozporządzenia regulującego maksymalne temperatury w pracy. Jego żywot był dosyć krótki. Najpierw został okrojony niemal ze wszystkich kontrowersyjnych przepisów, a potem słuch po nim zaginął. Ciekawe, czy reforma PIP podzieli ten sam los.
Czytaj więcej:
Ma być więcej czasu na odwołanie się od decyzji zmieniającej np. B2B na umowę o pracę. Rząd poprawia projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy.
Pro